Pestka

I łaciate, i kudłate
pręgowane i skrzydlate
te, co skaczą i fruwają
na nasz program zapraszają*

Gdy wszyscy cię już zawiodą, nie możesz już liczyć na nikogo i nikt już na ciebie nie czeka, jest jeszcze Ktoś – nie coś!!! – Kto temu wszystkiemu przeczy i nie zmienia swego przywiązania do ciebie. Jest w swej wierności niezmienny i twardy, jak grunt pod stopami.
Twój najlepszy i najwierniejszy przyjaciel… pies.

Historia pojawienia się Pestki w rodzinie Pana C.  jest ciekawa i bardzo pouczająca… Gdy tak sobie pomyśleć, to należy przyznać, że była to operacja dyplomatyczna na miarę negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. A było to tak:
Gdy Punia – rudy śliczny lisek wzięty ze schroniska – została uśpiona było to tak wielkie przeżycie dla pana C. i jego dzieci, że postanowił już więcej nie mieć żadnego przyjaciela św. Franciszka w domu. Ale, jak to bywa, postanowienia uwierające są często zmieniane. Pan C. jest w stanie napisać swoją historię życia, w której epokami będą imiona jego ukochanych psów: Lobo, Bambina, Czarek, Perła, Diana, Perła (kolejna), Punia i teraz Pestka. W tzw. międzyczasie – to jest przed Punią – był jeszcze kot Bonifacy. 
Pan C. wytrwał w tym postanowieniu 2 lata. Pewnego razu, gdy koleżanka małżonka wyjechała na jakieś tygodniowe szkolenie, przejął rządy nad domem i pociechami i dzielnie zawiadywał całą menażerią. Dzięki Bogu, partii i… jedynej ukochanej teściowej, nie wywołał pożaru, ani też innych kataklizmów oraz plag egipskich nie ściągnął. Wtedy to pierworodna pana C., gdy tak siedzieli sobie w pewne majowe popołudnie przed domem zagadnęła:
- Tatkuuuu! Gdy mamusia wróci ze szkolenia porozmawiajmy, żebyśmy znów mogli mieć pieska.
- Jeśli będziemy czekać na mamę, to nigdy nie będziemy mieli pieska – chlapnął pan C.
Gdyby wiedział, jakie skutki przyniesie ta szczera, acz nierozważna – zdawać by się mogło – wypowiedź, pewnie ugryzłby się w język.
- To wiesz co? Byłam w schronisku i już sobie wypatrzyłam. Jest tam taka śliczna suczka i taka kochana. Nikt od roku nie chce się nią zaopiekować.
No i masz babo placek. Słowo się rzekło i trzeba było działać nie czekając na powrót najwyższej – niczym sąd ostateczny – instancji, czyli koleżanki małżonki. Pojechali i przywieźli śliczną suczkę o wdzięcznym imieniu Pestka. Dobrze… pies w domu, ale co wymyślić na wytłumaczenie, że nagle przybył jeden domownik.
Do operacji pod kryptonimem mydlenie oczu koleżance małżonce została wprzągnięta babcia. Postanowienia były następujące: babcia jest właścicielem Pestki, a pierworodna pana C. jest opiekunką. A skoro właścicielem jest babcia, to koleżance małżonce nic do tego, a poza tym wnuczka nie może i nie powinna odmówić pomocy babci :-)))).
Pies był już 3 dni, gdy do domu powróciła wszechstronnie wyszkolona koleżanka małżonka. Mimo swej przebiegłości i chytrości uległa sile argumentów, pokrętnej konstrukcji własnościowej-opiekuńczej i… urokowi Pestki. Plan był tak chytry, że sytuacja było nie-do-odkręcenia i… Pestka jest w domu pana C. do dzisiaj.
* Słowa z piosenki śpiewanej w czołówce programu dla dzieci pt. ZWIERZYNIEC (przełom lat 60/70).
(marzec 2008)

2 komentarze:

  1. Piękna historia i piękna miłość:)
    Mój piesek marki beagle mieszka ze mną od 3 lat.
    Właściciele psa chcieli oddać go do schroniska bo gubi sierść i obgryzał im ciapki, więc przygarnęłam sunie. To długa i przykra historia. Może kiedyś o niej napisze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pestka jest z nami już 10 lat, Pierworodne Szczęście, które sprowadziło ja do domu, od 5 lat poza domem, jej brat również. Dobrze jest mieć kogoś Kto zawsze czeka i cieszy się naszemu powrotowi do domu, Kto z nami dzielnie przemierza kilka razy w tygodniu trekingową trasę o długości 10-14 km, Kto zawsze merda ogonem i Kto bezwarunkowo jest nam oddany.

      Sunię, a taką masz, są najwierniejsze i najbardziej oddane. Nie mogę zrozumieć dlaczego ludzie porzucają psy w lasach, czy w najlepszym razie niechciany prezent dla dzieci oddają do schroniska.

      Usuń