Pastelowy (s)pokój

5.55 – Niedzielny majowy poranek. Ostry dźwięk telefonu wyrywał go z objęć snu. Wiedział, co za chwilę usłyszy. Spojrzał na wyświetlony numer telefonu, nacisnął zielony przycisk i powiedział trzeźwo: Słucham?
Spokojny beznamiętny kobiecy głos – po upewnieniu się, że rozmawia z właściwą osobą – powiedział:
– Pańska matka zmarła dziś o 4.50. Wszelkich informacji udzieli panu lekarz prowadzący, gdy tylko przybędzie pan do szpitala.
W słuchawce zapadła głucha cisza. Przerwana przez niego po chwili suchym "Dziękuję".
Usiadł na łóżku, twarz schował dosłownie na moment w dłonie. Po chwili był już w łazience i liczył dudniące o jego głowę krople gorącej wody. Od tej chwili poruszał się niczym automat. Świadomość wróciła na moment, gdy smak kawy wypełnił usta i przez podniebienie uderzał obrazami wspomnień… Pierwszy raz doświadczał przeszłości, która w przyspieszonym tempie przesuwała się obrazami.
7.25 – Odgłos przekręcanego kluczyka i cichy pomruk silnika… Ruszył na spotkanie.
7.40 – Winda zatrzymała się na IV piętrze. Wyszedł i skierował swe kroki do dyżurki pielęgniarek. Jedna z nich zaprowadziła go do drzwi bez oznaczeń, które wielokrotnie mijał odwiedzając matkę codziennie w szpitalu. Niewielkie pomieszczenie, pastelowe ciepłe kolory, stojący wózek z jej zawiniętym w seledynowe płótno ciałem.
Pielęgniarka dyskretnie się wycofała i zamknęła drzwi.
Wziął głęboki oddech i odsłonił seledynowe zawiniątko. Ku swemu zaskoczeniu poczuł ulgę. Z jej twarzy zniknęło cierpienie, wydawała się nawet pogodna. Już nie cierpisz – pomyślał. Odsłonił całą głowę i dotknął jej… była ciepła. Pochylił się i przywarł swym policzkiem do jej policzka, by po raz ostatni poczuć ją jak kiedyś, gdy nosiła go w swoim łonie, tuliła do piersi, czy ocierała zapłakaną buzię chłopca.
Wiedział, że jej tam już nie ma. Trzymał w ramionach i czuł ciało, które dało mu życie. Jej wędrówka dobiegła kresu. Wypełniło się.
Czuł spokój.

(maj 2005)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz