wtorek, 17 stycznia 2017

Małżeństwo to bardzo sprawiedliwe urządzenie: żona musi codziennie gotować, mąż musi codziennie jeść* (682)

Kilka dni temu, gdy wróciłem do domu powitał mnie aromat pysznego obiadu. Poczułem ssanie żołądka i ślinę w ustach.
- Mmmm, pewnie przygotowałaś coś pysznego - powiedziałem do Heli.
- Jak jesteś głodny to idź do kuchni i sobie nałóż.
Obcesowość, z jaką to powiedziała była oznaką rozdrażnienia. Nauczony doświadczeniem nie skomentowałem. Poszedłem do kuchni i zjadłem pyszne żeberka na słodko kwaśno. No palce lizać! Zrobiłem sobie herbatę i usiadłem na kanapie w salonie. Hela wstała i bez słowa wyszła do drugiego pokoju.
- Hej - odezwał się szeptem Grudnik Schlumberger.
- Co się stało? - zapytałem wskazując głową w kierunku Heli.
- No jak to, co? Nie wiesz?
- Dopiero wróciłem. Jesteś tu cały czas, więc chyba wiesz więcej.
- Przecież jutro Hela idzie na badania usg i nie wolno jej jeść nic z tych rzeczy - wyjaśnił Grudnik.
- To nie wiedziała, że ma badania? - zapytałem jakoś tak bez sensu.
- Zapomniała, ale jak sobie przypomniała to dobrze, że cię tu nie było. Rzucała takie teksty, że... kwiaty odwracały się w kierunku okna.
- Żartujesz?! - rzuciłem. - Choć tak naprawdę to wiem, jaka potrafi być, gdy sytuacja rozwinie się nie po jej myśli. Dobrze, że ona nie wie, że ty cokolwiek rozumiesz.
- No właśnie - powiedział Grudnik. - Powiem tylko, że żal było patrzeć i słuchać. Została z tymi żeberkami, jak Himilschbach ze swoim angielskim.

*Alberto Sordi

2 komentarze:

  1. Poziom stresu wprost proporcjonalny do jakości pracy?
    Heli, oczywiście:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedna Hela! Hahaha, znów Pan C.uśmiechnął mnie! ;))
    ( pozdrowienia dla Heli oczywiście! :))

    OdpowiedzUsuń