wtorek, 15 listopada 2016

Jedzenie, picie, sen, miłość cielesna - wszystko z umiarem* (677)

Marian przeczytał wczorajszy wpis Pana C. na facebooku o wrotyczu. Musiało go coś bardzo poruszyć, skoro dziś nawiązał do tematu.
- Dlaczego zacząłeś to pić, skoro i smak i zapach jakiś taki niekoniecznie...
- Z prostego powodu, Marian. Dwa lata temu dociekliwy medyk wypatrzył, że mój woreczek żółciowy jest pełen kamieni. No prawie taki, jak brzuch wilka, który połknął babcię i Czerwonego Kapturka.
- Najprościej byłoby usunąć!
- To samo powiedział medyk, ale doszedłem do wniosku, że skoro jeszcze nic nie dolega, to zdrowiej skorzystać z naturalnych sposobów.
- I nie masz już kamieni?
- Tego jeszcze nie wiem. Sprawdzę na wiosnę. Terapia wrotyczem jest długotrwała
W tym momencie Pan C. zauważył, że Marian ma jeszcze jakieś pytanie, ale jakby się krępował.
- Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
- A te... te inne sprawy, o których wspomniałeś?
- Pytasz o sprawność seksualną? - uściślił Pan C.
- No własnie! - przytaknął - Napisałeś o wiadrze, ale nie chce mi się wierzyć, że to możliwe.
- Tę opinię dodałem dla ożywienia wpisu. Przywołałem z pamięci jakiś fragment starego dowcipu. Musisz jednak wiedzieć, Marian, że w tych sprawach z wrotyczem to nie ma żartów.
- Mam rozumieć, że to bujda na resorach?
- Wręcz przeciwnie! Po sześciu tygodniach stosowania musiałem wprowadzić drastyczne środki bezpieczeństwa...
- No coś ty! Czym to grozi? - dopytywał.
- W ciągu dnia, a szczególnie wieczorem - mówił Pan C. ściszonym głosem - są sytuacje, że muszę bardzo uważać.
- Na co?
- No jak na co? Na to, by nie przebić się o... własny miecz.


* z internetu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz