poniedziałek, 11 lipca 2016

Doskonała miłość czasem nie przychodzi aż do pojawienia się pierwszego wnuka* (674)

Znany Panu C. dziadek pewnej dziewczynki opowiedział, jak to ustalał z wnuczką szczegóły wspólnego wyjazdu na urlop. Hania, bo o niej mowa, miała problem z zaśnięciem, dlatego dziadek poszedł z nią do jej pokoju i próbował sprawić, by zasnęła nie później niż Księżyc.
- Wstaniemy o szóstej - opowiadał dziadek - zjemy śniadanie i najpóźniej o siódmej wyruszymy. Oczywiście będzie z nami babcia.
- A co będzie później, dziadku?
- O jedenastej zatrzymamy się na śniadanie. Po śniadaniu pojedziemy dalej i około czternastej będziemy na miejscu, Rozgościmy się w hotelu, zjemy obiad i pójdziemy przywitać się z morzem. Gdy już nieco przetrawimy obiad pójdziemy popływać w basenie.
- Super! A co będzie po basenie?
- No jak to co? Kolacja i spacer po plaży. Następnego dnia wstaniemy o siódmej, ale tak, by nie obudzić babci, i pójdziemy na basen. Po basenie śniadanie i wycieczka do zamku. Tam przebierzesz się za księżniczkę i będziesz chodzić po krużgankach.
Ta wyliczanka obejmowała dni od soboty do środy włącznie. Z każdym punktem programu Hania stawała się coraz senniejsza. Dziadek okrył ją kołderką i już miał odejść, gdy ukochana wnuczka otworzyła oczy, podniosła wskazujący palec, by podkreślić wagę słów:
- Dziadku! Mam nadzieję, że wszystko, co mi powiedziałeś to zapamiętasz?
- Oczywiście! - potwierdził zaskoczony dziadek.

*przysłowie walijskie