niedziela, 19 czerwca 2016

Znów wezmę coś na sen i wszys­tko będzie dob­rze. Przez te parę godzin. O ile nie po­jawią się koszmary (673)

W dzieciństwie śnią się sny fantazyjne i wszystko w nich jest takie proste i możliwe. I smoki, i rakiety, i skomplikowane machiny i odległe planety zaludnione przez zielone ludziki. Tymczasem człowiek im bogatszy w lata, tym skromniejsze i realniejsze marzenia senne. Do takich wniosków doszedł Pan C. po kolejnym spotkaniu z Marianem.
- Wiesz, Panie C., co mi się przyśniło? Nie uwierzysz mi.
- Znów coś na pieńku z Helą? - zapytał ironicznie Pan C.?
- Niekoniecznie… a właściwie to w pewnym sensie tak.
- A widzisz!
- Śniło mi się, że straciłem pracę i przez wiele tygodni nie pracowałem. Hela się bardzo denerwowała, bo sama musiała utrzymywać nas, a ja tylko gapiłem się w telewizor i dosłownie nic nie robiłem.
- Ile dni wytrzymała zanim cokolwiek powiedziała ci w tej sprawie?
- Tydzień…
- To i tak długo.
- Miała trochę racji, bo nie szukałem pracy, ale po jej marudzeniu złożyłem kilkanaście aplikacji do firma z branży. Mieli sprawdzić moje referencje. Tu dodam, że w śnie pracowałem jako brygadzista na budowie i takie miałem kwalifikacje.
- No dobrze, ale przejdź do sedna.
- Więc poszedłem do jednej z firm i wróciłem do domu po południu. Hela już na mnie czekała. Gdy tylko przekroczyłem próg domu zapytała:
“No i jak było? Masz tę pracę?”
“Dwóch kierowników o mnie się pobiło” - odpowiedziałem.
“No widzisz, Maniuś! Jesteś naprawdę dobry w tym, co robisz… Ale dlaczego pobili się o ciebie?”
“Jakby ci tu nie skłamać i… prawdy nie powiedzieć. Po prostu żaden nie chciał mnie wziąć do swojego zespołu”.

*Riot (z sieci)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz