czwartek, 26 maja 2016

Każdy z nas potrzebuje czasami ręki, która wyciągnęłaby go z kłopotów* (668)

Pan C. znów miał sen. Można rzecz, że mamy do czynienia z prawem serii. Nie w tym rzecz, że cokolwiek mu się śniło, ale że było to takie wielowarstwowe i rozbudowane. Pan C. wystąpił w tym śnię tylko, jako obserwator, podczas gdy rozgrywającym wydarzeniapo części  był Marian z niewielkim udziałem Heli.
Izraelskie czynniki polityczne w porozumieniu z firmami działającymi w obszarze najbardziej zaawansowanych technologii postanowiły rzucić wyzwanie amerykańskiemu Boeingowi i europejskiemu Airbusowi. Dla realizacji celów ściągnięto do Izraela specjalistów z całego świata. Jednym z nich był Marian, któremu towarzyszyła Hela.
Po kilku latach intensywnych prac badawczych i projektowych zbudowano prototyp samolotu pasażerskiego. W założeniu miał stanowić konkurencję dla światowych potentatów.
W ustalonym dniu szefowie kontrolowanego przez Mossad koncernu, zorganizowali lot testowy. Wszystko było monitorowane i nagrywane przez służby. Samolot ustawił się na początku pasa startowego, a gdy silniki uzyskały maksymalny ciąg ruszył. W połowie pasa zaczął się wznosić. W tym momencie wydarzyło się coś nieoczekiwanego: obydwa skrzydła odłamały się w połowie długości i samolot runął na pas startowy. Piloci zginęli.
- Cała praca na nic - powiedział Marian do Heli, gdy wrócił do domu - Samolot spadł tuż po starcie.
Następnego dnia podjęto decyzję, że prace będą kontynuowane, gdyż zainwestowano zbyt duży kapitał finansowy i polityczny. Inżynierowie mieli sprawdzić słabe punkty konstrukcji i sprawdzić użyte materiały. Badanie przyczyn katastrofy trwało kilka miesięcy, ale żadne z badań nie wykazało błędów w obliczeniach i wad materiałowych. Równolegle trwały prace nad ukończeniem drugiego prototypu, a uwaga konstruktorów skupiona była na płatach nośnych.
Wszystko zostało sprawdzone i tak, jak poprzednio zorganizowano zamknięty pokaz. Samolot zaczął się powoli wznosić, ale tym razem, wcześniej niż z pierwszym razem, znów odłamały się skrzydła. Samolot spadł jak kamień i załoga zginęła.
Co się działo wśród obserwatorów, jak zareagowały czynniki rządowe i zarządzający koncernem nie trzeba mówić. Właściwie to jeden wielki chaos i rezygnacja.
Na drugi dzień opanowano sytuację. Inżynierowie przystąpili do badań katastrofy. Powołano wiele zespołów, które zajęły się analizą obydwu wypadków. W jednych z zespołów pracował Marian. Nie wychodził z pracy od świtu do nocy. Wracał tylko się przespać i zmienić ubranie.
- Maniuś - powiedziała Hela - mam już dosyć tego twojego kontraktu. Właściwie nie ma cię z mną. Jestem sama, jak palec.
- Mamy problem z tymi skrzydłami. Nikt nie wie, co było przyczyna oderwania, bo żadne badania nie są w stanie wskazać bezpośredniej przyczyny. Nie wiemy, jak podejść do problemu, by znaleźć jakiś punkt zaczepienia.
- Może za wiele wiary w “szkiełko i mędrca oko”?
- Co masz na myśli? - zapytał Marian.
- Skoro jesteśmy w Izraelu, a jest to Ziemia Święta dla chrześcijan, muzułmanów, a najbardziej dla samych Żydów, to może przedstawiciele koncernu powinni w tej sprawie zwrócić się do naczelnego rabina?
Marianowi pomysł wydał się niedorzeczny, ale przekazał go zespołowi podczas burzy mózgów. Ku zdziwieniu został potraktowany bardzo poważnie. Po kilku dniach został poproszony, by udał się z dyrektorem generalnym na spotkanie z rabinem.
Po powitaniu i wymianie zwyczajowych uprzejmości przedstawili sprawę, która ich przywiodła. Wyjaśnili, że mają świadomość, iż budowa samolotów i aeronautyka nie są domeną rabina, ale sami nie potrafią znaleźć rozwiązania. W sytuacji, gdy nauka zawodzi uznali, że należy odwołać się do czynnika duchownego. Rabin pokiwał głową ze zrozumieniem i powiedział:
- Nie wiem, czy znajdę właściwe rozwiązanie, ale dajcie mi trzy dni na zastanowienie.
Po trzech dniach złożyli wizytę rabinowi.
- Powinniście na skrzydłach, w miejscu, w którym nastąpiło złamanie w poprzednich modelach, nawiercić rząd otworów od góry i od dołu.
- Jest pan tego pewien? - zapytał zdziwiony dyrektor.
- Nie - odpowiedział ze spokojem rabin - ale czyż wasza pewność i obliczenia zdały się na coś więcej?
Po naradzie zdrobniono tak, jak zasugerował rabin i w obydwu skrzydłach nawiercono otwory. W samoloci zrobiono tylko jedną modyfikację i zamiast standardowych foteli pilotom zamontowano specjalne fotele do katapultowania.
Nadszedł dzień próby, który miał zdecydować o być lub nie być izraelskiego przemysłu lotniczego. Napięcie towarzyszące próbnemu lotowi sięgało zenitu, możliwe że wielu dyrektorów i ministrów musiało wziąć środki uspokajające. Samolot ustawił się na początku pasa startowego, rozgrzał silniki i po uzyskaniu zgody wieży kontrolnej ruszył. W połowie długości pasa dziób samolotu zaczął się powoli unosić, po chwili cały wzbił się w powietrze. Nic złego się nie działo. Samolot kilkakrotnie przeleciał nad lotniskiem zataczając szerokie okręgi, by w końcu bezpiecznie wylądować.
Radość Mariana i zespołu nie miała granic. Doświadczyli czegoś niewytłumaczalnego, czegoś, co nie miało żadnego naukowego i technicznego uzasadnienia.
Na drugi dzień dyrektor generalny poprosił Mariana, by towarzyszył mu podczas wizyty u rabina.
- Czy może mi szanowny rabin powiedzieć - zwrócił się dyrektor - w jaki sposób wpadł na pomysł perforacji skrzydeł? Przecież rabin ma całkiem inne wykształcenie i doświadczenie. Jeśli jest specjalistą, to przede wszystkim w dziedzinach duchowych.
- To prawda, dyrektorze - odpowiedział rabin.
- To skąd pomysł?
- Siedziałem dłuższą chwilę na sedesie, a w ręku trzymałem papier toaletowy. Wtedy przyszło olśnienie: papier, mimo perforacji, prawie nigdy nie udziera się w miejscu dziurek. Pomyślałem, że być może ta prawidłowość znajdzie zastosowanie w rozwiązaniu waszego problemu.
- I znalazła.
- Amen.

*Alba de Céspedes


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz