sobota, 16 kwietnia 2016

Niektórzy ludzie nie mogą odżałować błędów, których nie popełnili* (659)

Jakiś czas temu Pan C. wziął udział w spotkaniu, które, nomen omen, zorganizowano w salce konferencyjnej domu studenckiego “Jowita”. Gdy tylko przekroczył próg miejsca, które opuścił jakieś trzydzieści lat temu, dopadła go pamięć emocjonalna.
Był ciepły maj, który epatował zielenią, a Pan C. był po obronie pracy magisterskiej. Właśnie przyjechała Koleżanka Małżonka, którą odebrał z dworca PKP i przyprowadził do akademika. Podał jej klucz do pokoju numer 707 i poprosił, by pojechała windą, natomiast sam zajął się dopełnieniem formalności związanych z wymeldowaniem. Po kwadransie był na siódmym piętrze. Drzwi pokoju zastał zamknięte, pukał kilka razy, ale po chwili uświadomił sobie, że żony tu nie ma.
“Pomyliła piętra i pewnie czeka gdzieś na korytarzu” - pomyślał.
Znalazł ją dwa pietra niżej. Stała z założonymi rękoma oparta o parapet okna na końcu holu. Jej mina nie wróżyła nic dobrego.
- Dlaczego nie czekasz na mnie w pokoju?
- Chyba żartujesz - burknęła.
- Dlaczego?
- Udajesz, bo liczysz na moją naiwność?
Ruszyła z miejsca, wsunęła klucz do zamka najbliższych drzwi, przekręciła dwa razy i otworzyła je na oścież.
- Ale to nie jest mój pokój!
- Jak to nie? Przecież otworzyłam.
Podszedł, zajrzał do środka i oniemiał. Na sznurkach rozciągniętych przez środek pokoju wisiały dwa biustonosze, kilka par damskich majtek i rajstopy.
- Mój pokój jest dwa pietra wyżej - jęknął struchlały. - To jest numer 507, a ja mam 707.
- O, jasny gwint! - syknęła Koleżanka Małżonka.

*Aleksy Andrejew



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz