poniedziałek, 4 kwietnia 2016

A kiedy za­sypiamy, we śnie widzi­my roz­sta­nie. Ale to dob­ry sen, bo się budzi­my z niego* (655)

W poprzednim wpisie było o Marianie i Panu C. To normalne i nie dziwi, że dwóch przyjaciół znajduje czas na rozmowy od serca. Nie dziwi także, że Hela korzysta z okazji i spotyka się na pogaduchy z Dancią.
- A co tam u was? - rzuciła Dancia. - Nadal awantura bez słów?
- Tak - powiedziała Hela - ale przetrzymam go, aż się złamie.
- Dasz radę?
- Nie wiem. Mnie samą zaczyna to już męczyć....
- No widzisz? Może daj temu spokój i wróćcie do normalności.
Hela spojrzała na Dancię i dolała sobie gorzkiej żołądkowej.
- Wiesz, Danciu, w zasadzie to mam wątpliwości, czy dobrze robię. Od jakiegoś czasu prześladuje mnie ten sam sen.
- Opowiedz proszę.
- Śni mi się, że opuszczam Mariana. Biorę walizki i ostentacyjnie wychodzę z domu. On siedzi w fotelu i patrzy w okno. Trzaskam drzwiami, ale zanim dochodzę do auta słyszę huk wystrzału...
- Ojej! - westchnęła Dancia. - Zastrzelił się?
- Biegnę przerażona do domu, serce wali jak oszalałe i wiesz, co widzę w salonie?
- Nie.
- Bydlak jeden! Najzwyczajniej w świecie otworzył szampana!

*Wisława Szymborska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz