sobota, 30 kwietnia 2016

Gdyby ludzie mieli czym pokiwać, na pewno byliby weselsi* (663)

Ponoć papież Franciszek oznajmił, że piekła nie ma. Domorośli teolodzy piali z zachwytu i ogłaszali, że Franciszek jest "ich papieżem". Pan C. podzielił się tą wieścią z Marianem i Helą. Wiadomość poruszyła ich, a Hela sprawiała wrażenie wstrząśniętej. Zamilkła.
- Marian - powiedziała po chwili - przynieś coś z barku. Muszę się z tym oswoić.
- Hela - powiedział Pan C. - ty tak serio, czy sobie stroisz żarty?
Spojrzała na niego z wyrzutem.
- Wiesz, co to oznacza? Wywraca się cały porządek świata i to wszystko, na co liczyłam.
- Jak to?
- Przecież piekło to miejsce nieustających imprez, dobrego jedzenia i muzyki. Po prostu all inclusive. Czuję się tą informacją sponiewierana i osamotniona, jak święty Piotr w niebie.
- O czym ty mówisz?
- Pamiętacie historyjkę, jak święty Piotr marudził i wyrzekał, że "szlag go trafia", że "już dłużej nie wytrzyma"? Zirytował Boga, który skarcił go: "Uważaj co mówisz, jesteś w niebie. A tak w ogóle to o co ci kaman?" Piotr wypalił: "Zróbmy jakąś imprezę, zabawmy się, najedzmy do syta". Najwyższy zrozumiał klucznika, spojrzał łagodnie i z rozbrajająca szczerością powiedział: "Czy opłaca się gotować dla nas dwóch?"
- Hm... - mruknął Marian - Jaki ma to związek z twierdzeniem papieża?
- Jak to jaki? Niebo jest śmiertelnie nudne. Boję się, że po śmierci czeka mnie wieczna nuda.



*Pies Fafik

wtorek, 26 kwietnia 2016

Żona zna męża, teściowa ich dwoje* (662)

W czasach, gdy nie było internetu, gdy na telefon czekało się dwadzieścia lat, a Pan C. nie był jeszcze zięciem swojej teściowej, wyświadczane złośliwości przybierały arcykomiczne formy.
Zadzwonił telefon, który podniosła teściowa Pana C.
- Słucham?
- Dzień dobry - dało się słyszeć damski głos w słuchawce.
- Dzień dobry - odpowiedziała teściowa.
- Czy pani wie kim jestem? - indagował głos w słuchawce.
- Przykro mi, ale... nie.
- Jestem kochanką pani męża
- Ach tak? To akurat wiem
W tym momencie dało się słyszeć trzask odkładanej słuchawki.



*przysłowie ormiańskie

sobota, 23 kwietnia 2016

Żelazna logika (661)

- Co studiuje twoja dziewczyna? - zapytała ciotka siostrzeńca.
- Chemię.
- Na którym jest roku?
- Na czwartym.
- A na którym będzie później?
- Według mnie na piątym, ale... mogę się mylić.
- Aha!


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Czasem mnie diabeł kusi, by uwierzyć w Boga* (660)

Szczepcio, po przeczytaniu wpisu o numerze 659, był łaskaw napisać do Pana C. ni mniej, ni więcej w taki deseń: “Tajemnica pokoju 507... Gdyby to był czeski film to powinien być jeszcze trup w szafie. Odpuść pokój 707, sam wiesz co potem było. Skup się na 507”.
No i cóż miał począć Pan C., gdy tknięta podpowiedzią wyobraźnia zaczęła tworzyć alternatywne scenariusze, a światy równolegle okazały się nie dość, że możliwe to na swój sposób prawdziwe. Wiadomo, że nie wszyscy są w stanie to dostrzec, nie jest to jednak problem narratora, któremu przypadła rola wiernego świadka.
Pan C. przez moment wyobraził sobie, że w okresie wielkanocnym, a był wtedy jeszcze praktykującym katolikiem, postanowił przystąpić do sakramentu pojednania. Karnie stanął w kolejce do konfesjonału, gdzie kolejni penitenci słyszeli ego te absolvo a peccatis tuis in nomine Patris, et Filii,et Spiritus Sancti**. Stało przed nim kilka osób, więc miał czas na wejrzenie w sumienie i wyłuskanie spraw, które powinien wyjawić przedstawicielowi Najwyższego.
“Ale, czy to konieczne, bym dzielił się tym, co najintymniejsze? Najwyższy zna moje serce, moje myśli i czyny? Od czego zacząć?” - takie wątpliwości tliły się pod grzywką Pana C. Nie obejrzał się, gdy klęknął i przystąpił do spowiedzi.
- Ostatni raz u spowiedzi byłem roku temu, popełniłem następujące grzechy…
I w tym miejscu Pan C. opowiedział wielomiesięczny związek z Grażyną i Hanką z pokoju 507. Pierwsza studiowała matematykę, druga filologię polską. Pan C. zauważył, że spowiednik bardzo się ożywił.
- Czy dochodziło między wami do stosunków cielesnych?
- Tak - odpowiedział z przekonaniem Pan C.
- Jednocześnie z dwoma?
- O co to, to nie, proszę ojca. Jedna o drugiej nic nie wiedziała.
- Często się z nimi spotykałeś?
- Dwa trzy razy w tygodniu w czasie gdy jedna z nich była na zajęciach i była pewność, że się nie pojawi.
- W jaki sposób uprawialiście seks? Czy mimo grzeszności sytuacji było to w formie, jaką dopuszcza Kościół? - dopytywał spowiednik.
- Nie wiem, o jakie formy chodzi, ale nie będę ukrywał, że było to satysfakcjonujące…
- Czy możesz zdradzić więcej szczegółów? Był to seks klasyczny, czy były także inne pozycje?
- Oczywiście, że było wszystko. W końcu miało być miło i przyjemnie i… tak było.
- A seks oralny?
- Kochaliśmy się i w ten sposób - potwierdził Pan C. - Muszę przyznać, że było to jedno z najintensywniejszych i najpiękniejszych doznań. Z Grażyną w ten sposób kochaliśmy się bardzo rzadko, bo ona lubiła szybko i intensywnie, natomiast z Hanią to inna bajka.
- Możesz jaśniej?
- Ona uwielbiała wszelkie formy bliskości i nie miała żadnych zahamowań. Wymarzona kochanka.
W tym momencie dało się słyszeć, jak spowiednik wierci się w konfesjonale i głośno przełyka ślinę.
- Czy żałujesz, że złamałeś szóstce przykazanie?
- I tak i… nie - odpowiedział Pan C.
- Nie rozumiem.
- Właściwie to żałuje, ale nie z powodu, o którym ksiądz mógłby myśleć, ani tym bardziej z powodu cudzołóstwa, które nigdy nie miało miejsca. Tak naprawdę żałuję, że nigdy się to nie wydarzyło.
- Jak to? - żachnął się spowiednik - Opowiadałeś o czymś, co nie miało miejsca?
- Nie miało miejsca, ale było i jest prawdziwe… To moje najbardziej grzeszne myśli.

* z internetu
**Uwalniam cię od twoich grzechów w imię Ojca, i Syna, i Ducha świętego.



sobota, 16 kwietnia 2016

Niektórzy ludzie nie mogą odżałować błędów, których nie popełnili* (659)

Jakiś czas temu Pan C. wziął udział w spotkaniu, które, nomen omen, zorganizowano w salce konferencyjnej domu studenckiego “Jowita”. Gdy tylko przekroczył próg miejsca, które opuścił jakieś trzydzieści lat temu, dopadła go pamięć emocjonalna.
Był ciepły maj, który epatował zielenią, a Pan C. był po obronie pracy magisterskiej. Właśnie przyjechała Koleżanka Małżonka, którą odebrał z dworca PKP i przyprowadził do akademika. Podał jej klucz do pokoju numer 707 i poprosił, by pojechała windą, natomiast sam zajął się dopełnieniem formalności związanych z wymeldowaniem. Po kwadransie był na siódmym piętrze. Drzwi pokoju zastał zamknięte, pukał kilka razy, ale po chwili uświadomił sobie, że żony tu nie ma.
“Pomyliła piętra i pewnie czeka gdzieś na korytarzu” - pomyślał.
Znalazł ją dwa pietra niżej. Stała z założonymi rękoma oparta o parapet okna na końcu holu. Jej mina nie wróżyła nic dobrego.
- Dlaczego nie czekasz na mnie w pokoju?
- Chyba żartujesz - burknęła.
- Dlaczego?
- Udajesz, bo liczysz na moją naiwność?
Ruszyła z miejsca, wsunęła klucz do zamka najbliższych drzwi, przekręciła dwa razy i otworzyła je na oścież.
- Ale to nie jest mój pokój!
- Jak to nie? Przecież otworzyłam.
Podszedł, zajrzał do środka i oniemiał. Na sznurkach rozciągniętych przez środek pokoju wisiały dwa biustonosze, kilka par damskich majtek i rajstopy.
- Mój pokój jest dwa pietra wyżej - jęknął struchlały. - To jest numer 507, a ja mam 707.
- O, jasny gwint! - syknęła Koleżanka Małżonka.

*Aleksy Andrejew



czwartek, 14 kwietnia 2016

Gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła* (658)

Czasami, gdy Pan C. potrzebuje wytchnienia, umyka do miejsc, które kipią dobrą energią. W ostatnich dniach spotkał się z dobrym znajomym, którego nie widział kilka lat. Różnica wieku widoczna, ale w kontakcie i poglądach niezauważalna.
Cisza i spokój miejsca, a także pora roku, pozwoliły spokojnie sączyć dobre piwo, ocenić rzeczywistość polityczno-gospodarczą gminy i snuć wizję pomyślnej przyszłości. Nie obyło się bez wspomnień miłych chwil i... pięknych kobiet. Znacząca różnica w peselach w żaden sposób nie zaburzyła równowagi w tej części rozmowy.
- Wiesz - powiedział Pan C. - mam wrażenie, że zbliżam się do tego etapu życia, że w kwestii kobiet mogę więcej...
- To niemożliwe!
- Gdybyś nie przerywał, to byś usłyszał, że w tej materii mogę więcej niż kiedykolwiek, ale... powiedzieć.
- Uspokoiłeś mnie. Kamień z serca.
- No nie żartuj, chyba nie jest aż tak źle z tobą?
- No nie - powiedział znajomy z uśmiechem. - Wszystko jeszcze mogę, ale jak śpiewał Joe Cocker... z niewielką pomocą przyjaciół**.





*Henri Estienne
*With a little help from my friends, Joe Cocker

wtorek, 12 kwietnia 2016

Zdro­wy rozsądek to zbiór up­rzedzeń na­bytych do osiem­naste­go ro­ku życia* (657)

- Marian - powiedział Pan C. - tak na marginesie snu o raju, to w twoim przypadku sny są niczym proroctwa. Owszem, stwierdzam to posta factum, ale są w nich jakieś ważne przesłania.
- Mam wiele takich snów i żałuję, że ich wszystkich nie spisałem. Najciekawsze jest to, że się powtarzają, jakby chciały, abym je zapamiętał. Nie tak tak dawno śniło mi się, że byłem u adwokata, by porozmawiać o sytuacji z Helą.
- Może u Marka?
- A z kim mógłbym tak otwarcie porozmawiać? Powiedział mi coś niezwykle ważnego, co ma zastosowanie nie tylko w tej konkretnej mojej sprawie, ale generalnie w życiu.
- O, Marian! Gdy słyszę ten ton, to tylko utwierdzam się, że im jesteś starszy, tym bardziej filozoficzny. Ale mów dalej!
- Wysłuchał mnie i powiedział ni mniej, ni więcej: Marian, ty po prostu nie myśl! Jak już myślisz, to przynajmniej nie mów. Ale jak już mówisz, to tego nie pisz. Jeśli zaś popełniłeś ten błąd i napisałeś, to, broń Boże, nie podpisuj!"

[edit:2016-04-20]*Albert Einstein


piątek, 8 kwietnia 2016

Przeczu­cie - jed­na z tych rzeczy, które ciężko wy­jaśnić, ale warto docenić* (656)

Prawo serii jest prawidłowością, która - jeśli wcześnie rozpoznana - pozwala właściwie zareagować na sekwencję zdarzeń. A jeszcze, gdy okaże się, że mamy do czynienia ze spotkaniem Pana C. z Marianem, to za księdzem Natankiem możemy powtarzać: "Wiedz, że coś się dzieje!".
- I co tam w domu? - zapytał Pan C.
- Bez zmian
- Żadnych oznak puszczania lodów?
- Może jakieś, ale niewyczuwalne w oczywisty sposób.
- Marian, proszę cię, zlituj się i nie filozofuj. Po takim czasie mógłbyś się przyzwyczaić do milczenia Heli.
- Łatwiej powiedzieć, trudniej wykonać. Ostatnio mam sny...
- Nie żartuj! Czyżby dopadł cię syndrom starotestamentowych proroków?
- Mówię serio, ale skoro nie wierzysz to nic więcej nie powiem.
- Daj spokój i mów!
Marian rozparł się w fotelu, wziął głęboki oddech. Było widać, że gotów jest mówić.
- Śniło mi się, że byłem Adamem, którego stworzył Najwyższy i umieścił w raju...
- No to zaglebiście! - przerwał Pan C.
- Tak tylko ci się wydaje - powiedział Marian. - Wyobraź sobie, że Jahwe zażądał ode mnie żebra.
- To trzeba było je dać. W końcu chodziło o Ewę, którą chciał zrobić. Dałeś?
- Zaprotestowałem! On mówił: " Marian, daj żebro!", a ja twardo: "Nie ma mowy!". Ten znowu: "Marian, daj mi żebro, to zrobię z niego coś fajnego". Stanowczo odmówiłem, a ten znowu nalega: "Dlaczego, nie chcesz dać żebra? Przecież to dla ciebie?"
- I co odpowiedziałeś Bogu?
- No jak to, co? Powiedziałem: "Nie dam, bo mam.... złe przeczucia".

* z internetu

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

A kiedy za­sypiamy, we śnie widzi­my roz­sta­nie. Ale to dob­ry sen, bo się budzi­my z niego* (655)

W poprzednim wpisie było o Marianie i Panu C. To normalne i nie dziwi, że dwóch przyjaciół znajduje czas na rozmowy od serca. Nie dziwi także, że Hela korzysta z okazji i spotyka się na pogaduchy z Dancią.
- A co tam u was? - rzuciła Dancia. - Nadal awantura bez słów?
- Tak - powiedziała Hela - ale przetrzymam go, aż się złamie.
- Dasz radę?
- Nie wiem. Mnie samą zaczyna to już męczyć....
- No widzisz? Może daj temu spokój i wróćcie do normalności.
Hela spojrzała na Dancię i dolała sobie gorzkiej żołądkowej.
- Wiesz, Danciu, w zasadzie to mam wątpliwości, czy dobrze robię. Od jakiegoś czasu prześladuje mnie ten sam sen.
- Opowiedz proszę.
- Śni mi się, że opuszczam Mariana. Biorę walizki i ostentacyjnie wychodzę z domu. On siedzi w fotelu i patrzy w okno. Trzaskam drzwiami, ale zanim dochodzę do auta słyszę huk wystrzału...
- Ojej! - westchnęła Dancia. - Zastrzelił się?
- Biegnę przerażona do domu, serce wali jak oszalałe i wiesz, co widzę w salonie?
- Nie.
- Bydlak jeden! Najzwyczajniej w świecie otworzył szampana!

*Wisława Szymborska

sobota, 2 kwietnia 2016

Milczenie jest jednym z najtrudniejszych argumentów do obalenia* (654)

Po dłuższej przerwie Marian znów umówił się z Panem C. na spotkanie w okolicznościach mniej formalnych niż praca. Poszli do ulubionego baru z widokiem na jezioro. Zamówili piwo i rozmawiali w sumie o wszystkim i o niczym. Pan C. wyczuł, że Mariana coś męczy i tylko nie wie, jak zacząć rozmowę.
- A tak poza tym to u was wszystko w porządku? - zapytał Pan C.
- Chyba się rozwiodę z Helą - wypalił Marian.
- Że co?!
- Rozwiodę się z nią.
- Ale dlaczego?
- Hela nie odzywa się do mnie od pół roku.
Pan C. uniósł piwo, pociągnął dwa łyki i spojrzał Marianowi w oczy.
- Stary! Dwa razy się zastanów zanim zrobisz jakiś pochopny krok. Dziś trudno znaleźć taką kobietę, jak Hela i na dodatek taką, która milczy.

*Josh Billings





piątek, 1 kwietnia 2016

Żad­nej ko­biety nie kochał tak bar­dzo. Żad­nej nie był tak oddany. Do mo­men­tu, kiedy na­rodziła mu się córka* (653)

Kilkanaście lat temu, przy okazji rodzinnego spotkania, Pan C. rozmawiał z Bogusiem, który miał dwoje dzieci. Nieco wcześniej urodzone niż te, które udało się spłodzić Panu C.
- Wiesz - powiedział Boguś w przypływie szczerości - gdy Tomek wszedł w okres nastoletni to przyprowadzał do domu różne dziewczyny. Jedne ładniejsze od drugich. Zazdrościłem mu, gdy się zamykał z nimi w pokoju, ale byłem z niego dumny.
- A teraz już tak nie czujesz?
- Tomek już się ustatkował, założył rodzinę, ale mam problem z Agnieszką.
- Jaki problem? - zapytał Pan C. - Przecież i dobrze się uczy, jest zdrowa i chyba wszystko dobrze?
- Jakie dobrze? - żachnął się Boguś - jak Tomek przyprowadzał dziewczyny to mówiłem "moja krew", ale gdy widzę przychodzących do Agnieszki, to serce mi krwawi... Nie mogę znieść, gdy cudzy synowie wchodzą mi w szkodę.

Córeczka Pana C.
* z internetu