poniedziałek, 16 listopada 2015

Dialogi na cztery nogi (640)

Przed bardzo wielu laty, gdy Pan C. był młodym człowiekiem, przyszło mu prowadzić zajęcia z historii filozofii dla studentów wychowania fizycznego. Generalnie... Generalnie to Pan C. nie cierpi, gdy ktokolwiek używa w rozmowie, czy innych formach wypowiedzi, słowa "generalnie". Brnijmy jednak dalej! Generalnie zajęcia ze studentami przebiegały bez szczególnych fajerwerków, Pan C. omawiał nurty i kierunki filozoficzne, które od czasu do czasu okraszał anegdotami o filozofach. W sytuacji, gdy Sokrates wydawał się najprzyjaźniejszy intelektualnemu potencjałowi słuchaczy, jeden z nich zabrał głos:
- Czy może mi pan powiedzieć, po co nam Sokrates?! Przecież nie będziemy mówić o nim na boisku!
Wszyscy skupili wzrok i uwagę na Panu C. w nadziei, że został przygwożdżony siłą argumentu.
- Tu nie chodzi o boisko, pańskich uczniów, ani nawet nie chodzi o Sokratesa. Tu chodzi o coś ważniejszego... o pana.
- Bez sensu! - skwitował student.