środa, 21 października 2015

Nigdy nie wiadomo, ile większego niefartu oszczędził człowiekowi jego pech* (638)

Pan C. nie wierzy w przesądy, nie boi się czarnego kota, który przebiegnie mu drogę, bo tak po prawdzie  żaden jeszcze nie zaryzykował, przechodzi bez obaw pod drabiną, owszem, bywa niezborny, ale wszystko w normie i bez jakiejkolwiek traumy. W sumie to ma rację Janusz Wiśniewski, gdy pisze To, czy czarny kot sprowadza nieszczęście, zależy głównie od tego, czy jest się człowiekiem, czy myszą. Jednak ta ostatnia kwestia nie do końca jest jasna i rozstrzyga się dopiero w momencie, gdy dosięga nas zdarzenie losowe.

Pewna kobieta i na dodatek blondynka, choć tak naprawdę kolor włosów nie ma żadnego znaczenia, odwiedziła ubezpieczyciela. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, tysiące ludzi robi to samo, jednak to, co nastąpiło chwilę po opuszczeniu biura może budzić refleksję. Zadowolona i z nową polisą OC i AC uruchomiła ubezpieczony  samochód. Wycofała we wjazd posesji, przy której było biuro i bez zwyczajowego spojrzenia w prawo w lewo i w prawo dynamicznie włączyła się do ruchu. 
Pech, bo nie czarny kot przecież, chciał, że w tym czasie ulicą jechała zgodnie z przepisami Koleżanka Małżonka Pana C. Widziała z daleka opisany manewr cofania, ale gdy znalazła się na wysokości wjazdu blondynka z impetem włączyła się do ruchu.
Finał zdarzenia? Nic szczególnego, bo tylko uszkodzone prawe tylne drzwi, prawe tylne nadkole, próg i zawieszenie prawego koła. Obydwie panie nieco wystraszone, ale całe i zdrowe.
W tym momencie przypomina mi się znane powiedzenie miej oczy dookoła głowy i stare hasło najbardziej znanego ubezpieczyciela przezorny zawsze ubezpieczony.



Cormac McCarthy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz