środa, 14 października 2015

Czasem kom­ple­men­ty - brzmią, jak os­karżenie* (637)

Pan C. zauważył, że Marian przyszedł do pracy rozpromieniony. Niekoniecznie był to wynik wygranej w Lotto, ale widomy znak, że coś się zadziało.
- Wszystko u ciebie i Heli w porządku? - zapytał prowokująco.
- A owszem - odpowiedział z uśmiechem Marian.
- Wyglądasz na bardzo zadowolonego - ciągnął Pan C. - Czyżby to skutek miłego wieczoru we dwoje?
- Oj tam! Znasz tylko jeden powód zadowolenia mężczyzny.
Pan C. spojrzał badawczo na Mariana, zmierzył go od stóp do głów i powiedział:
- No wyduś wreszcie z siebie, co wprawiło cię w tak dobry nastrój?
- Ktoś mógłby sądzić, że nic szczególnego, a jednak coś. Wczoraj byliśmy z Helą w mieście. Mijaliśmy sklepowe witryny. Jak wiesz, w żaden sposób nie byłem zainteresowany tym widokiem, natomiast Hela wręcz przeciwnie. Sadziłem, że czegoś wypatruje, ale byłem w błędzie.
- Naprawdę? Niemożliwe, to do niej niepodobne.
- A jednak, ale przyczynę tego wgapiania się w witryny poznałem później.
- Nie rozumiem.
- To proste - powiedział Marian. - Wieczorkiem usiedliśmy przy lampce wina, w tle leciał jakiś film, gadka szmatka, gdy w pewnym momencie Hela wyskoczyła z tekstem: "Wiesz, Maniuś, we dwoje bardzo ładnie wyglądamy. Teraz, jak zeszczuplałeś i zacząłeś nosić garnitur, to jesteś taki przystojny, takie ciacho, że... aż coś".
- Zawsze podobałeś się kobietom i stąd Hela była zazdrosna.
- Owszem, ale nie pamiętam kiedy ostatni raz Hela potraktowała mnie takim komplementem. Wiedziałem, że jestem przystojny, ale  żeby aż tak? Jestem w szoku.

*ciche myśli (z sieci)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz