poniedziałek, 21 września 2015

Hołdem dla artysty jest, gdy go okradają* (632)

Na godzinę czternastą Pan C. umówił się z klientem. Wyszedł z biura i udał się w kierunku parkingu. Uszedł około pięćdziesięciu metrów i zaczął się zastanawiać, czy aby na pewno samochód zaparkował w miejscu, w którym szukał. Rozejrzał się najpierw w prawo, później w lewo i... nic.
- Ki diabeł? - mruknął pod nosem.
W tym momencie najzwyczajniej w świecie uświadomił sobie, że samochód został skradziony. Przeszedł jeszcze raz wzdłuż parkingu i nadal nic.
Zrezygnowany sięgnął po telefon i zadzwonił pod numer 997. Policjant profesjonalnie odpytał o zdarzenie i zakomunikował, że w ciągu pięciu minut podjedzie radiowóz. Nie minęły trzy minuty, gdy odezwał się dzwonek telefonu.
- Komenda miejska policji, starszy aspirant K. Czy to pan zgłaszał kradzież samochodu?
- Tak.
- Samochód nie został ukradziony, tylko odholowany na parking miejski.
- Jak to odholowany.
- Samochód zjechał z parkingu i zablokował dwa pasy ruchy. Zabezpieczyliśmy drogę, ale nikt się nie zgłaszał, więc musieliśmy podjąć decyzje o usunięciu. Nie zaciągnął pan ręcznego hamulca.
- I co teraz?
- Musi pan zapłacić w kasie miejskiej za holowanie i parking. Z pokwitowaniem może pan odebrać samochód.
- A ile kosztuje ta przyjemność? - dopytał ucieszony Pan C.
- Około pięciu stów.

Post scriptum
Jeszcze tego samego dnia wieczorem Pan C. odebrał maila o z intrygującą opowieścią:
Dzisiaj po raz drugi widziałem Cię na żywo po 15 latach
Na pewno raz Cię kiedyś już widziałem, ale nie wiem kiedy, ale wczoraj widziałem Pana C. po raz drugi, siwiutkiego, jak ja zresztą, sprawiającego wrażenie jakby przed chwilą gwizdnęli mu samochód, albo po prostu zapomniał, gdzie zaparkował, albo po prostu skończyły mu się dopalacze.
W sumie to też wyglądało jakby żona nakryła cię na lewiźnie.
Waldek L. były H. później PGF, a teraz wolny człowiek pracujący u najlepszego szefa na świecie czyli u siebie.



*Georges Braque


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz