niedziela, 8 marca 2015

O ósmomarcowej estetyce, jako najdalej idącym następstwie aktu stworzenia człowieka (607)

Człowiek, znaczy się mężczyzna, został skazany na kobietę już u zarania dziejów. I teraz, cokolwiek by nie przedsięwziął, nie jest w stanie tego wyroku odwrócić. Ale zacznijmy od okoliczności, w jakich do tego doszło.
Bóg-Jahwe, gdy już stworzył niebo i ziemię, a nadto wszelkie rośliny i zwierzęta doszedł do wniosku, że czegoś jeszcze mu w tym wszystkim brakuje. Siedział nad gliniastym brzegiem rzeki i moczył znużone stopy w ciepłym błotnistym dołku. Przyszedł mu do głowy pomysł, żeby ulepić coś z tego, co uprzednio stworzył  z niczego. Rozmoczona glina okazała się bardzo plastyczna i podatna na formowanie. Po godzinie zabawy zobaczył równą sobie wzrostem figurę, która pod wpływem ciepła schła i stawała się coraz twardsza. Na powierzchni było widać liczne pęknięcia. Jahwe obawiał się, że jak tak dalej pójdzie to wszystko znów zamieni się w proch. Chuchnął z głębi płuc i ożywił figurę.
 No, no!  cmoknął zadowolony z siebie. — Tylko, co ja teraz z tobą pocznę? Pojawiłeś się tak niespodziewanie.
— Nie bardzo rozumiem — powiedziała ożywiona istota. — Kim jestem?
— Jesteś Marian i będziesz człowiekiem, kimś nieco przypominającym mnie samego.
— Co będę robił?
— Dobre pytanie — powiedział Jahwe klepiąc się po udach. — Pozwól, że chwilę muszę się nad tym zastanowić, gdyż nie miałem ciebie w planie. Od niechcenia cię ulepiłem, z nudów...

W tak zwanym międzyczasie Najwyższy zbudował ogród, który otoczył kamiennym płotem. Postanowił, że nowe stworzenie, które nazwał człowiekiem, będzie strażnikiem tego miejsca. Marian w krótkim czasie zadomowił się w ogrodzie, który Jahwe nazwał Edenem. Snuł się po wszystkich możliwych ścieżkach, próbował wszelkich owoców i pilnował, choć tak naprawdę nie wiedział dlaczego i przed kim. O ile na początku wszystko było dla niego interesujące i wzbudzało ciekawość, o tyle po tygodniu zaczął się nudzić.
— Wiesz, Marian — powiedział Jahwe — widzę, że w pojedynkę jakoś sobie nie radzisz. Może chciałbyś kogoś podobnego do siebie?
— Nie zaszkodzi — powiedział Marian.
Najwyższy udał sie nad brzeg rzeki i zaczął lepić z gliny zwierzęta, ale żadne z nich nie wzbudziło w Marianie żywszej reakcji. Obojętnie nadawał im nazwy i z jakąś tęsknotą kierował wzrok za horyzont, sprawiał wrażenie, jakby kogoś wypatrywał. Jahwe postanowił problem samotności Mariana rozwiązać niekonwencjonalnie. Aby zyskać podobieństwo nowej istoty do Mariana wziął był go i uśpił. Niektórzy mówią, że Jahwe to anestezjolog, chirurg plastyczny i demiurg w jednym.
Jednym cięciem ostrego paznokcia rozplatał bok człowieka, rozciągnął mięśnie i bez pardonu wyłamał jedno z żeber.
— To będzie dobry materiał na nową istotę — powiedział do siebie z uznaniem.
Gdy Marian wybudził się ze snu, na ciele nie było śladu nacięcia i nie czuł żadnego bólu. Otworzył oczy i zobaczył Najwyższego w towarzystwie istoty, której wcześniej nigdy nie widział. Podciągnął się na łokciach i przyglądał z zaciekawieniem tej nowej postaci.
— No i co o niej sadzisz? — zapytał Jahwe.
— Niech się okręci dookoła — poprosił Marian.
Dostrzegł długie włosy, kształtne biodra, sprężyste i apetyczne piersi. Była w tej istocie jakaś miękkość i delikatność, do której można się przytulić, dotknąć i posmakować, jak owoc.
— Ale ona jest jakaś taka goła — zauważył z grymasem na twarzy. — Lico i tors gładkie, że o nogach nie wspomnę. Jedynie tuż pod brzuchem sympatyczny trójkątny boberek.
Bóg zawadiacko się uśmiechnął i ze zrozumieniem powiedział:
— Nie narzekaj i ciesz się, że jak dotąd nie wynalazłem żadnej maszynki do golenia. Kiedyś to nastąpi, a wtedy jej ciało będzie gładkie, jak toń jeziora w bezwietrzny i ciepły wieczór.

Pozostałości Edenu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz