poniedziałek, 30 marca 2015

A po grze wstępnej jest gra... występna* (613)

Niedzielna poranna kawa. Marian i Hela siedzą w fotelach, a za oknem ni to wiosna, ni jesień. W tym miejscu narrator poczynił następujące zastrzeżenie:  "poranna kawa" o godzinie jedenastej to może i nadużycie, ale zmiana czasu i godzinne przyspieszenie jest wystarczającym uzasadnieniem posłużenia się tym określeniem.
— Maniuś — powiedziała rozczulona Hela — mówiłam ci już wielokrotnie, że jesteś moim bohaterem.
— Oj tam przestań — krygował się Marian.
— Wiesz, że lubię cię takim, jak minionej nocy, gdy wróciliśmy z imienin.
— Ale ci się zebrało na wspominki.
— Narzekasz? — zapytała.
— W żadnym razie — zaprzeczył Marian — tylko tak jakoś się zawstydziłem... chyba.
— Nie masz powodu i zaraz powiem ci dlaczego.
Marian uważniej spojrzał na Helę i dostrzegł filuterny błysk w jej spojrzeniu.
— To była najdłuższa gra wstępna, jaką miałam z tobą od wielu lat.
— No coś ty... — wyrzucił z siebie zaskoczony — trwało to chyba jak zwykle.
— Widzisz, Maniuś, jesteś w mylnym błędzie, że tak się wyrażę. Błogosławiona zmiana czasu sprawiła, że trwało to godzinę i piętnaście minut.
— Jak to?
— Od za pięć druga do dziesięć po trzeciej.

Drzewo poznania dobrego i złego 
- tylko tyle zostało po raju -
(okolice Gostynina, mazowieckie)
* Rosti (znalezione w sieci).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz