wtorek, 10 lutego 2015

Le­karze mniemają, że wiele po­mog­li cho­remu, gdy pot­ra­fili na­dać cho­robie od­po­wied­nią nazwę* (602)

Hela nie należy do osób, które pod wpływem byle jakiego przeziębienia kładą się do łóżka. Jest zdecydowanie innym rodzajem konstruktu niż Marian, którego na łopatki rozkłada prozaiczny stan podgorączkowy. Zdarza się jednak, ale to niezmiernie rzadko, gdy Hela złożona niemocą zjawia się u lekarza rodzinnego. Tak było i tym razem.
Jej ulubiony doktor, którego z racji medycznej dociekliwości nazywa Einsteinem, zwyczajowo przeprowadził dokładny wywiad dotyczący samopoczucia Heli. W pewnym momencie uznał, że stan pacjentki jest naprawdę poważny i powiedział:
— A teraz proszę się rozebrać do pasa. Muszę panią dokładnie osłuchać.
Hela bez ociągania ściągnęła bluzkę spod której wychynął czarny i kształtny biustonosz. Lekarz podszedł i przystąpił do szczegółowego badania. Stetoskopem osłuchał Helę z przodu i z tyłu, uderzał palcami o plecy po prawej i po lewej stronie, kazał powiedzieć "A", zakasłać.
Po badaniu i wzięciu wypisanej recepty Hela powiedziała:
— Jestem panu wdzięczna, panie doktorze. Jeszcze raz serdecznie dziękuję.
— Ależ nie ma sprawy, pani Helu, to mój obowiązek — odpowiedział skromnie lekarz.
— Owszem, ale już nie pamiętam kiedy lekarz podczas badanie kazał mi się rozbierać.
— To było konieczne....
— Doprawdy? Bywałam bardziej chora, ale nie badano mi nawet pulsu. Eh, a jeszcze dwadzieścia lat temu — mówiła rozmarzona  to nawet stomatolog kazał mi się rozbierać.




*Immanuel Kant (1724-1804)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz