niedziela, 11 stycznia 2015

Co mnie nie zabije, to mnie wku*wi (592)

W sobotnie popołudnie Marian wybrał się na długi samotny spacer. Miał parę spraw do przemyślenia, ale nie przeszkodziło mu to wstąpić w drodze powrotnej do Pana C.
— Kawy, czy herbaty? — rzucił Pan C. zobaczywszy przyjaciela.
— Chętnie, ale... piwo.
— Piwo? A Hela?
— No weźże się! — fuknął Marian — Nie rób z niej takiej hetery.
— Nie muszę robić z niej hetery, wystarczy że jest helowata...
Grymas na twarzy Mariana sprawił, że Pan C. nie dokończył. Po chwili uśmiechnął się i dopowiedział:
— Przecież wiesz, że po tylu latach to nawet ją lubię.
— Od razu lepiej.
Pan C. wyszedł do kuchni i po chwili wrócił z dwoma butelkami piwa.
— Z butelki, czy ze szklanki?
— Dziś z butelki — powiedział Marian.
Pan C. zauważył, jakiś smutek w oczach Mariana.
— Czy coś się stało, Marian?
— Dlaczego pytasz?
— No przecież widzę, że coś nie teges, a znam cię nie od wczoraj.
— Masz rację.
— Chcesz o tym porozmawiać?
— Niekoniecznie, ale powiem tylko tyle: bywają takie dni, że "ku*wa mać" to za mało.
— Aha! — skwitował Pan C. — To lepiej się napijmy.


KLIKNIJ w zdjęcie, aby zobaczyć je w wyższej rozdzielczości.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz