czwartek, 31 grudnia 2015

Zabawa zaczyna się, gdy po kilku piwach idziesz środkiem drogi z pustą butelką (644)

- Zazdroszczę policjantom i strażakom - powiedział Marian.
- O czym ty mówisz? - zapytała Hela podnosząc wzrok znad filiżanki porannej kawy.
- No jak o czym? Nie mają dylematu, czy iść na sylwestra, czy nie iść. Nie myślą w co się ubrać...
- Phi! Znowu coś wymyślasz.
- Nic nie wymyślam -  mówił dalej Marian. - Oni nie zastanawiają się, czy się napić, a jeśli tak, to skoro pili na lewą nóżkę, czy wypada też na prawą.
- Coś się stało w związku z upływem kolejnego roku?
- Nic, absolutnie nic. Po prostu zazdroszczę im, że nie muszą dokonywać wyboru, nawet tego, czy zatańczyć z żoną znajomego, czy z własną. A jeszcze te rozmowy do rana o życiu i jego beznadziei.
Hela odstawiła kawę i powiedziała:
- Wiesz co, Maniuś?
- No co, no co?
- Jesteś po prostu stary!

sobota, 26 grudnia 2015

środa, 9 grudnia 2015

Nigdy nie wracaj do miejsca, w którym byłeś szczęśliwy* (642)

Okoliczności czasu: lata czterdzieste dwudziestego pierwszego wieku.

Hela nigdy nie należała do osób religijnych, a z Najwyższym miała relacje co najmniej chłodne. Z upływem lat coraz częściej zaglądała do kościoła, ale robiła to w dni powszednie, gdy nie było zgiełku i tłumów. Gdy tak siedziała w ostatniej ławce skryta za kolumną, zauważyła, że do konfesjonału wszedł młody ksiądz. W mgnieniu oka postanowiła zrobić spowiedź z całego życia. Nie wiedzieć czemu, ale wszystkie grzechy, jakie miała ochotę wyznać dotyczyły relacjami z mężczyznami.
W pewnym momencie ksiądz wychylił się z konfesjonału, by przyjrzeć się pokutniczce.
- Proszę mi powiedzieć kiedy to wszystko miało miejsce?
- Bo ja wiem? Pewnie jakieś trzydzieści, a  może czterdzieści lat temu - odpowiedziała Hela.
- To dlaczego mi o tym mówisz?
- Hm! Jakby tu powiedzieć...? - zawahała się Hela.
- Najprościej - podpowiedział spowiednik
- Bo tak miło... powspominać.

*Agatha Christie

poniedziałek, 16 listopada 2015

Dialogi na cztery nogi (640)

Przed bardzo wielu laty, gdy Pan C. był młodym człowiekiem, przyszło mu prowadzić zajęcia z historii filozofii dla studentów wychowania fizycznego. Generalnie... Generalnie to Pan C. nie cierpi, gdy ktokolwiek używa w rozmowie, czy innych formach wypowiedzi, słowa "generalnie". Brnijmy jednak dalej! Generalnie zajęcia ze studentami przebiegały bez szczególnych fajerwerków, Pan C. omawiał nurty i kierunki filozoficzne, które od czasu do czasu okraszał anegdotami o filozofach. W sytuacji, gdy Sokrates wydawał się najprzyjaźniejszy intelektualnemu potencjałowi słuchaczy, jeden z nich zabrał głos:
- Czy może mi pan powiedzieć, po co nam Sokrates?! Przecież nie będziemy mówić o nim na boisku!
Wszyscy skupili wzrok i uwagę na Panu C. w nadziei, że został przygwożdżony siłą argumentu.
- Tu nie chodzi o boisko, pańskich uczniów, ani nawet nie chodzi o Sokratesa. Tu chodzi o coś ważniejszego... o pana.
- Bez sensu! - skwitował student.

środa, 21 października 2015

Nigdy nie wiadomo, ile większego niefartu oszczędził człowiekowi jego pech* (638)

Pan C. nie wierzy w przesądy, nie boi się czarnego kota, który przebiegnie mu drogę, bo tak po prawdzie  żaden jeszcze nie zaryzykował, przechodzi bez obaw pod drabiną, owszem, bywa niezborny, ale wszystko w normie i bez jakiejkolwiek traumy. W sumie to ma rację Janusz Wiśniewski, gdy pisze To, czy czarny kot sprowadza nieszczęście, zależy głównie od tego, czy jest się człowiekiem, czy myszą. Jednak ta ostatnia kwestia nie do końca jest jasna i rozstrzyga się dopiero w momencie, gdy dosięga nas zdarzenie losowe.

Pewna kobieta i na dodatek blondynka, choć tak naprawdę kolor włosów nie ma żadnego znaczenia, odwiedziła ubezpieczyciela. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, tysiące ludzi robi to samo, jednak to, co nastąpiło chwilę po opuszczeniu biura może budzić refleksję. Zadowolona i z nową polisą OC i AC uruchomiła ubezpieczony  samochód. Wycofała we wjazd posesji, przy której było biuro i bez zwyczajowego spojrzenia w prawo w lewo i w prawo dynamicznie włączyła się do ruchu. 
Pech, bo nie czarny kot przecież, chciał, że w tym czasie ulicą jechała zgodnie z przepisami Koleżanka Małżonka Pana C. Widziała z daleka opisany manewr cofania, ale gdy znalazła się na wysokości wjazdu blondynka z impetem włączyła się do ruchu.
Finał zdarzenia? Nic szczególnego, bo tylko uszkodzone prawe tylne drzwi, prawe tylne nadkole, próg i zawieszenie prawego koła. Obydwie panie nieco wystraszone, ale całe i zdrowe.
W tym momencie przypomina mi się znane powiedzenie miej oczy dookoła głowy i stare hasło najbardziej znanego ubezpieczyciela przezorny zawsze ubezpieczony.



Cormac McCarthy

środa, 14 października 2015

Czasem kom­ple­men­ty - brzmią, jak os­karżenie* (637)

Pan C. zauważył, że Marian przyszedł do pracy rozpromieniony. Niekoniecznie był to wynik wygranej w Lotto, ale widomy znak, że coś się zadziało.
- Wszystko u ciebie i Heli w porządku? - zapytał prowokująco.
- A owszem - odpowiedział z uśmiechem Marian.
- Wyglądasz na bardzo zadowolonego - ciągnął Pan C. - Czyżby to skutek miłego wieczoru we dwoje?
- Oj tam! Znasz tylko jeden powód zadowolenia mężczyzny.
Pan C. spojrzał badawczo na Mariana, zmierzył go od stóp do głów i powiedział:
- No wyduś wreszcie z siebie, co wprawiło cię w tak dobry nastrój?
- Ktoś mógłby sądzić, że nic szczególnego, a jednak coś. Wczoraj byliśmy z Helą w mieście. Mijaliśmy sklepowe witryny. Jak wiesz, w żaden sposób nie byłem zainteresowany tym widokiem, natomiast Hela wręcz przeciwnie. Sadziłem, że czegoś wypatruje, ale byłem w błędzie.
- Naprawdę? Niemożliwe, to do niej niepodobne.
- A jednak, ale przyczynę tego wgapiania się w witryny poznałem później.
- Nie rozumiem.
- To proste - powiedział Marian. - Wieczorkiem usiedliśmy przy lampce wina, w tle leciał jakiś film, gadka szmatka, gdy w pewnym momencie Hela wyskoczyła z tekstem: "Wiesz, Maniuś, we dwoje bardzo ładnie wyglądamy. Teraz, jak zeszczuplałeś i zacząłeś nosić garnitur, to jesteś taki przystojny, takie ciacho, że... aż coś".
- Zawsze podobałeś się kobietom i stąd Hela była zazdrosna.
- Owszem, ale nie pamiętam kiedy ostatni raz Hela potraktowała mnie takim komplementem. Wiedziałem, że jestem przystojny, ale  żeby aż tak? Jestem w szoku.

*ciche myśli (z sieci)

niedziela, 11 października 2015

Samobójca (636)

- Maniuś  - zagadnęła w niedzielne popołudnie Hela - co byś zrobił, gdybym cię zostawiła?
Na twarzy Mariana pojawiło się zaskoczenie i konsternacja.
- Ale o co ty mnie pytasz?
- No jak o co, Maniuś? O to, co byś zrobił, gdybym cię porzuciła?
- Pytasz serio, czy robisz sobie jaja?
- Serio.
- Więc dobrze, powiem ci - zaczął Marian - gdyby tak się stało, jak mówisz, to na pewno popełniłbym samobójstwo.
- Zrobiłbyś to, Maniuś?
- Oczywiście - potwierdził z przekonaniem - za każdym razem tak... robię.


czwartek, 1 października 2015

Lepsza od Internetu byłaby tylko telepatia* (634)

Hela czasami wyprawia się w miasto bez Mariana i samochodu. Właśnie był ten dzień i zbliżał się wieczór. Nie chciała wracać pieszo, więc zadzwoniła do d Mariana.
- Maniuś, wejdź na internet i napisz mi proszę godziny odjazdu autobusów MZK z centrum do naszego osiedla. Sama bym to sprawdziła, ale nie potrafię włączyć internetu w smartfonie.
- Chciałem ci tylko nieśmiało przypomnieć - powiedział Marian - że jesteś już w wieku pięćdziesiąt plus, od kilkunastu lat mamy dwudziesty pierwszy wiek, a ty nie potrafisz włączyć internetu w telefonie?
- Ha, ha, ha, kolego! - syknęła Hela - A ja ci przypominam, że też jesteś w podobnym wieku i za każdym razem sprawdzasz w internecie, jak długo gotuje się ziemniaki.
Na łączach nastąpiła chwila ciszy.
- No dobrze... znowu wygrałaś.


*Michael Dell

Hela i smartfon

wtorek, 29 września 2015

Teologia (633)

- Maniuś, papież, biskupi, a nawet świadkowie Jehowy, ciągle mówią o grzechu. Możesz mi powiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi?
- Szczerze mówiąc, to zbytnio się w te sprawy nie zagłębiałem.
- Ale możesz mi chociaż wytłumaczyć czym jest grzech?
- Hm! Jak na mój gust to coś w rodzaju... nieuprawnionej przyjemności.

"Dzieje grzechu" (1975)

poniedziałek, 21 września 2015

Hołdem dla artysty jest, gdy go okradają* (632)

Na godzinę czternastą Pan C. umówił się z klientem. Wyszedł z biura i udał się w kierunku parkingu. Uszedł około pięćdziesięciu metrów i zaczął się zastanawiać, czy aby na pewno samochód zaparkował w miejscu, w którym szukał. Rozejrzał się najpierw w prawo, później w lewo i... nic.
- Ki diabeł? - mruknął pod nosem.
W tym momencie najzwyczajniej w świecie uświadomił sobie, że samochód został skradziony. Przeszedł jeszcze raz wzdłuż parkingu i nadal nic.
Zrezygnowany sięgnął po telefon i zadzwonił pod numer 997. Policjant profesjonalnie odpytał o zdarzenie i zakomunikował, że w ciągu pięciu minut podjedzie radiowóz. Nie minęły trzy minuty, gdy odezwał się dzwonek telefonu.
- Komenda miejska policji, starszy aspirant K. Czy to pan zgłaszał kradzież samochodu?
- Tak.
- Samochód nie został ukradziony, tylko odholowany na parking miejski.
- Jak to odholowany.
- Samochód zjechał z parkingu i zablokował dwa pasy ruchy. Zabezpieczyliśmy drogę, ale nikt się nie zgłaszał, więc musieliśmy podjąć decyzje o usunięciu. Nie zaciągnął pan ręcznego hamulca.
- I co teraz?
- Musi pan zapłacić w kasie miejskiej za holowanie i parking. Z pokwitowaniem może pan odebrać samochód.
- A ile kosztuje ta przyjemność? - dopytał ucieszony Pan C.
- Około pięciu stów.

Post scriptum
Jeszcze tego samego dnia wieczorem Pan C. odebrał maila o z intrygującą opowieścią:
Dzisiaj po raz drugi widziałem Cię na żywo po 15 latach
Na pewno raz Cię kiedyś już widziałem, ale nie wiem kiedy, ale wczoraj widziałem Pana C. po raz drugi, siwiutkiego, jak ja zresztą, sprawiającego wrażenie jakby przed chwilą gwizdnęli mu samochód, albo po prostu zapomniał, gdzie zaparkował, albo po prostu skończyły mu się dopalacze.
W sumie to też wyglądało jakby żona nakryła cię na lewiźnie.
Waldek L. były H. później PGF, a teraz wolny człowiek pracujący u najlepszego szefa na świecie czyli u siebie.



*Georges Braque


czwartek, 10 września 2015

Dialogi na cztery nogi - klasyka (630)

- Wiesz, Marian - zagadnęła Hela - sporo myślę o nas i tym wszystkim, co jest między nami. Myślę, że to... miłość. Choć czasami sądzę, że miłość zaczyna się od wielkich uczuć, a kończy się na drobnych kłótniach*
- Ale wiesz, Helu, że kłótnie nie trwałyby długo, gdyby wina leżała tylko po jednej stronie**.
- Znów chcesz się ze mną kłócić? Ciągle te awantury i awantury.
- No i sama widzisz, dlaczego najbardziej lubię rozmawiać sam ze sobą. Oszczędzam w ten sposób czas i unikam kłótni***. 



sobota, 5 września 2015

Zna­cie to spoj­rze­nie, które rzu­ca wam ko­bieta, kiedy ma ochotę na seks? Ja też nie* (629)

Hela z Dancią zorganizowały babski wieczór. Jak zwykle bez udziału przypisanych im potomków Adama, na których rytualnie ponarzekały. Upływający czas i sączona miętowa gorzka żołądkowa pozwoliły płynnie przejść od spraw bieżących do spraw istotnych. Kobiety, mimo życiowej praktyczności, potrafią filozofować i widzieć rzeczywistość w wymiarze metafizycznym.
- Wiesz - powiedziała Dancia - ten seks, na który jesteśmy skazane przez naturę, czasami jest bardzo męczący.
- W jakim sensie? - zapytała Hela - Że w małżeństwie, czy jak?
- Tak w ogóle. Pomyśl tylko: trochę przyjemności, a później przynajmniej dwadzieścia lat obowiązków i poświęceń.
- Ale to już masz za sobą, ciąża ci teraz nie grozi.
- A nie mógł to Pan Bóg wymyśleć innej formy przedłużenia gatunku.
- Pewnie mógł - powiedziała Hela - ale po co? Tyle przyjemności by nas ominęło.
- Mój ciągle by chciał, choć nie zawsze może.
- Można się tylko przytulić i też jest dobrze - powiedziała Hela i zaraz zapytała zaniepokojona - Czy wy jeszcze uprawiacie seks?
- Owszem - odpowiedziała Dancia - często o tym rozmawiamy.


____________
*Steve Martin

niedziela, 30 sierpnia 2015

Mod­litwa nie po­lega na tym, żeby dużo myśleć, ale na tym, żeby bar­dzo kochać* (628)

- Nie mam już do ciebie cierpliwości - oznajmiła Hela, gdy Marian po raz drugi w tygodniu wrócił w stanie wskazującym na spożycie.
- Ale o co się rozchodzi - zapytał spowolnionym i lekko bełkotliwym głosem.
- Wiesz? - rzuciła - rozchodzi to się dupa krowie! A mnie chodzi o to, byś nie wracał pijany.
- Nie przesadzaj - skontrował Marian i machnął ręką - są sytuacje, że człowiek musi się napić.
- Jak znam życie, to oprócz twoich kumpli, były także koleżanki...
- Oooo! Poszły konie po betonie - powiedział Marian - Już się nakręciłaś.
Hela złożyła ręce, jak do modlitwy i zaczęła mówić:
- Panie Boże, daj mi dużo cierpliwości, bym mogła znieść jego impertynencje i zachowania...
- Hela! A od kiedy to stałaś się modląca i wierząca?
- Nie wierzę, ale pomodlić się nie zaszkodzi.
- To módl się dalej. Chętnie posłucham.
Spojrzała lodowato i kontynuowała.
- Daj mi Boże mądrość, bym mogła czasami go zrozumieć i dużo miłości, bym mogła mu wybaczyć.
- Pięknie, moja droga - powiedział i zaczął klaskać. - Proszę o więcej.
- Sam tego chciałeś - syknęła. - I nie proszę cię Boże o siłę, bo bym go chyba... zajebała.

_____________
*Teresa z Avila

niedziela, 23 sierpnia 2015

Weź się w garść i pójdź ze mną szu­kać ósme­go ko­loru tęczy* (627)

Gdy Marian wrócił z pracy i rozsiadł się wygodnie w fotelu, by odetchnąć po trudach dnia, usłyszał sakramentalne "Maniuś". Wiedział, że znów zostanie czymś zaskoczony.
- Tak? - powiedział wyczekująco.
- Wiesz może, jakim samochodem będzie teraz jeździć twoja córka?
- Myślę, że tym samym, którym będzie jeździć twoja.
- Nie czepiaj się - burknęła zbita z tropu. - Więc wiesz jakim?
- A skąd mam wiedzieć? - powiedział Marian. - Nie rozmawiałem z nią.
- A ja rozmawiałam - powiedziała Hela z uśmiechem.
- I?
- Na pytanie "Jaki to samochód?" odpowiedziała... błękitny.

__________________
*MałaCzarna (z sieci)

poniedziałek, 25 maja 2015

Im kobieta ma mniejszy biust tym ma większy rozum. Nie wiemy jednak jeszcze, dlaczego tak się dzieje* (624)

Po każdej bitwie mężczyźni wracają do domów i tego, co kręci ich najbardziej. Wczoraj odbyła się druga tura wyborów. Z Marianem kontakt był ograniczony, bo emocje i plemienne zachowania odebrały mu jasność myślenia. Hela cierpliwie czekała, aż kurz opadnie i wszystko wróci na właściwe tory. Zawsze tak było i tym razem też miała rację.
Marian postawił na ławie dwie szklanki z czymś mocniejszym i usiadł obok Heli na kanapie.
 Heluś, jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem.
Spojrzała na niego przenikliwie i skwitowała:
 Maniuś, lepiej powiedz od razu, że chcesz się ze mną kochać.
 I do tego jesteś taka... mądra.

*Chris Kleinke

wtorek, 12 maja 2015

Daj mi chodź jeden powód, żeby nie przelecieć tej pindy!* (622)

Pan C. cierpliwie czekał na swoją kolej przed drzwiami pracowni USG. Jego uwagę przykuła bordowa tabliczka z informacjami. Podszedł bliżej i przeczytał.
Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie bliżej nieokreślony niepokój. Ponownie przeczytał ostatnią linijkę i zaczął mieć wątpliwości, czy powinien jeszcze czekać.



 
*Andrzej Ziemiański, Toy Wars

niedziela, 10 maja 2015

Mężczyzną i niewiastą stworzył ich* (621)

Dlaczego o mężczyźnie, który nazywa się Thomas Neuwirth i występuje pod artystycznym pseudonimem Conchita Wurst, mówi się ONA? Pewnie z tego samego powodu, dla którego red. Stasiński w rozmowie z kolegą ze studiów zwraca się do niego "Aniu" zamiast "Krzysztof".
Inżynierowie dusz są przekonani, że kiedy zmienią podstawowe znaczenia słów, to uda się im zmienić relacje między ludźmi i przebudują społeczeństwo wolne od tradycji.


* Rodzaju 1, 27 (przekł. Jakuba Wujka)

wtorek, 5 maja 2015

Jak Żyd je kurę, to albo kura była chora, albo Żyd jest chory* (620)

Hela czasami odwiedza ulubionego lekarza. W jej wieku, nad wyraz dojrzałym, drobne dolegliwości to normalność, ale tym razem wizyta dotyczyła dokumentów do sanatorium.
— Jak sobie pani radzi po zjedzeniu ciężkich smażonych potraw?
— Sięgam do lodówki po piwo, a jak nie pomoże to idę po drugie.
— Świetnie  powiedział lekarz. — A są sytuacje, gdy odczuwa pani brak apetytu?
— Owszem, ale wtedy wystarczy szklaneczka białego wina.
— A jak radzi sobie pani z ciśnieniem?
— Najprościej, jak tylko można. Gdy mam niskie popijam koniak, a przy wysokim sączę czerwone wino. Najlepsze jest chilijskie cabernet sauvignon.
Lekarz skrzętnie notował w karcie pacjenta i kiwał głową z niedowierzaniem. W pewnym momencie spojrzał na Helę i zadał jeszcze jedno pytanie:
— A w ogóle to pija pani wodę mineralną?
— Panie doktorze — żachnęła się Hela — aż tak chora to nigdy nie byłam!



*Tadeusz Dołęga-Mostowicz, Ostatnia brygada
Inspiracja: dowcipy z brodą

piątek, 1 maja 2015

Jeśli jutro nigdy nie nadejdzie* (618)



Pan C. od zawsze wiedział i czuł, że skoro jest Dziś, to było też i Wczoraj i będzie Jutro.
Czasami jednak nachodzi go metafizyczna refleksja, jak by to było... jak to będzie, jeśli jutro nigdy nie nadejdzie? 

sobota, 18 kwietnia 2015

Niektóre zacho­dy słońca są tak różowe, że trud­no o większe bezguście* (616)

Pan C. jest człowiekiem starej daty, choć zna takich, których pesel sytuuje w przeszłości o wiele bardziej odległej. Jest niewiele rzeczy, które są w stanie go zbulwersować. I dobrze, bo w jego wieku jakiekolwiek napięcia mogą być groźne dla zdrowia. Dziś  stosując zasadę "po nitce do kłębka"  natrafił na teledysk Marii Niklińskiej. Ta gwiazdeczka jednego z polskich seriali od jakiegoś czasu próbuje sił w piosence. Pan C. musi przyznać, że pani Maria w treści i w nutkach brzmi znośnie, a nawet przyjemnie. Słuchanie jej nie obraża wrażliwości i porusza czułe struny. Jednak przy kolejnym odtworzeniu teledysku miał nieodparte wrażenie, że coś w tym wszystkim zgrzyta, że wyziera bliżej nieokreślony fałsz.
Po chwili zastanowienia był pewien, że nie razi go pokazana lesbijski dotyk i pocałunki, nie razi stylizacja zakonnicy, czy choćby świętokradcze przyjęcie komunii świętej. Dziwne? W żadnym razie, bo Pan C. w swoim życiu wiele widział i wiele słyszał, ale o tym już było.
Eureka! To, co w tym obrazie zgrzyta, to nadmiar światła. Światło odziera intymność z tajemnicy i czyni ją wulgarną. 


*Terry Pratchett

środa, 15 kwietnia 2015

Małżeństwo to bardzo sprawiedliwe urządzenie: żona musi codziennie gotować, mąż musi codziennie jeść* (615)

Pan C. zna Helę nie od dziś i właściwie mógłby przywołać wiele sytuacji z jej udziałem, które wzbudziłyby uśmiech. Dziś jednak puści wodze fantazji ożywionych zasłyszaną dykteryjką, która pasuje do Heli jak ulał. Wszyscy wiedzą, że Hela jest szczupła i nie ima się jej to, co jest zmorą wielu kobiet: zbędne kalorie.
W każdym większym mieście jest pizzeria Da Grasso. Do jednej z takich zajrzała Hela nie mając pomysłu na obiad. Marian był gdzieś na wyjeździe, a dla samej siebie nie chciała gotować.
Z menu wybrała pizzę sparare z serem, boczkiem wędzonym, pieczarkami, białą cebulą, świeżymi pomidorami, czosnkiem i oregano. Do tego dobrała sos pomidorowy i czosnkowy.  Przyjmujący zamówienie dopytał jeszcze o sposób podania:
— Na ile kawałkow pokroić pizzę?
— No tak normalnie, proszę pana — odpowiedziała Hela.
— Rozumiem, ale na sześć, czy na dwanaście kawałków?
— Proszę pana — żachnęła się Hela — oczywiście, że na sześć! Dwunastu kawałków nie poradzę zjeść sama.

*Alberto Sordi (1920-2003)


piątek, 3 kwietnia 2015

jutro wzniosę się jak orzeł* (614)

Są dni, gdy Pan C. milknie i ustępuje pola innym.
Jeśli już tu jesteś zrób to samo. Włącz odtwarzacz i śledź śpiewane frazy, a znajdziesz się tam...
cokolwiek to znaczy.

     jutro jutro już
     jutro jutro już
     jutro wzniosę jak orzeł
     ponad lasu wielkie morze
     jutro jutro już

     jutro przyjdzie dzień
     jutro przyjdzie dzień
     i zapłoną jak ogniska nasze twarze
     jakże chciałabym z bliska
     ujrzeć ujrzeć je

     jutro przyjdzie blask
     jutro przyjdzie blask
     kiedy tak brakuje blasku
     naszym oczom panie brzasku
     nie nie nie nie nie zostawiaj tak nas

     jutro przyjdzie zmierzch
     jutro przyjdzie zmierzch
     i przypłynie losu czarodziej
     i zabierze nasze łodzie
     w górę w górę rzek



* Marek Tercz

poniedziałek, 30 marca 2015

A po grze wstępnej jest gra... występna* (613)

Niedzielna poranna kawa. Marian i Hela siedzą w fotelach, a za oknem ni to wiosna, ni jesień. W tym miejscu narrator poczynił następujące zastrzeżenie:  "poranna kawa" o godzinie jedenastej to może i nadużycie, ale zmiana czasu i godzinne przyspieszenie jest wystarczającym uzasadnieniem posłużenia się tym określeniem.
— Maniuś — powiedziała rozczulona Hela — mówiłam ci już wielokrotnie, że jesteś moim bohaterem.
— Oj tam przestań — krygował się Marian.
— Wiesz, że lubię cię takim, jak minionej nocy, gdy wróciliśmy z imienin.
— Ale ci się zebrało na wspominki.
— Narzekasz? — zapytała.
— W żadnym razie — zaprzeczył Marian — tylko tak jakoś się zawstydziłem... chyba.
— Nie masz powodu i zaraz powiem ci dlaczego.
Marian uważniej spojrzał na Helę i dostrzegł filuterny błysk w jej spojrzeniu.
— To była najdłuższa gra wstępna, jaką miałam z tobą od wielu lat.
— No coś ty... — wyrzucił z siebie zaskoczony — trwało to chyba jak zwykle.
— Widzisz, Maniuś, jesteś w mylnym błędzie, że tak się wyrażę. Błogosławiona zmiana czasu sprawiła, że trwało to godzinę i piętnaście minut.
— Jak to?
— Od za pięć druga do dziesięć po trzeciej.

Drzewo poznania dobrego i złego 
- tylko tyle zostało po raju -
(okolice Gostynina, mazowieckie)
* Rosti (znalezione w sieci).


niedziela, 22 marca 2015

Kobiety bez towarzystwa mężczyzn więdną, a mężczyźni bez kobiet głupieją* (612)

Po zakupach zrobionych w galerii handlowej Marian z Helą wstąpili do czekoladziarni.
— Napijesz się kawy? — zapytał Marian, gdy usiedli przy stoliku.
— Chyba żartujesz? — prychnęła. — Poproszę gorąca i słodką czekoladę, a do tego szarlotkę.
— Miałaś ograniczać słodkie.
— Grzeszę umiarkowanie — powiedziała Hela— i będzie mi to wybaczone... chyba?
 No nie wiem, czy tak będzie.
 Jak to nie wiesz? — zapytała z narastająca irytacją.
Marian spojrzał na Helę i powiedział:
 Wszystko zależy od tego, co powie ci waga i spodnie, w które wchodziłaś miesiąc temu bez problemu.
— Wiesz co, Maniek?
— Tak?
 Powiem ci tylko tyle: jesteś świnia!



*Antoni Czechow

czwartek, 19 marca 2015

Najbardziej dziwacznym ze wszystkich zboczeń seksualnych jest zachowanie wstrzemięźliwości* (611)

— Wszystko w porządku u ciebie — powiedział ginekolog do Heli. — Cytologia bardzo dobra i właściwa dla kobiet, które regularnie uprawiają seks.
— A skąd wiesz?
— Lepsze wyniki mają tylko zakonnice. 
— O niedoczekanie.
— No myślę — powiedział lekarz przyzwyczajony do jej poczucia humoru.
— Czuję, że dopiero po pięćdziesiątce seks ma właściwy smak i walor. Trzydzieści lat temu, gdy Marian miał ochotę na amory, byłam zmęczona i niechętna. Najczęściej bolała mnie głowa.
— A teraz?
— Teraz odwrotnie! U mnie pełnia sił witalnych, a on albo zmęczony i zestresowany, albo boli go głowa. Wyobrażasz to sobie?
— Hm... — chrząknął lekko zmieszany lekarz — jestem w stanie sobie to wyobrazić.
— No właśnie. Z takim facetem to żyć się odechciewa.


Faceci po pięćdziesiątce są jak łódź wyciągnięta na brzeg i odwrócona do góry dnem.

*Rémy de Gourmont


środa, 18 marca 2015

Jak ją zobaczyłem, ciarki mi przeszły koło nosa* (610)

Dziś mały eksperyment. Wyobraźcie sobie, że w miejscu napisu "troll" znajduje się zdjęcie tego stwora. Już sama nazwa tego stwora wzbudza obrzydzenie i wstręt. Nie zawsze udaje się uniknąć kontaktu z tym czymś, ale można sobie z tym poradzić. Wystarczy tylko wyobrazić sobie tę kreaturę w najbardziej ośmieszającej pozie lub wyglądzie.
Puśćcie wodze wyobraźni, ulżyjcie sobie i opiszcie w kilku zdaniach, jak wygląda wasz...

TROLL

*Helmut Oracabessa



czwartek, 12 marca 2015

Życia nie można zrozumieć bez miłosiernej wyrozumiałości* (609)

— Witaj, kochanie — zawołała  Hela wchodząc do domu.
Marian w tym czasie siedział w fotelu, oglądał jakiś serial na HBO i popijał czerwone wino z Biedronki. 
— O, jesteś wreszcie — odpowiedział uradowany.
Wskazując na drugi kieliszek stojący na ławie zaproponował:
— Może dołączysz do mnie?
— Hm! Teraz rozumiem — powiedziała Hela i przytomnie dodała: — Wszystkiego najlepszego z okazji dnia mężczyzny!
— Dzisiaj jest takie święto?
— Tak — potwierdziła. — No nie mów, że nie wiedziałeś?
— Nie, ale jak dla mnie to moje święto trwa cały rok.
— No tak, masz rację — przyznała, by zaraz dopowiedzieć:  Maniuś, nie da się tego nie zauważyć.


 Czarny Staw Gąsienicowy, widok na Kościelec, lipiec 2013


*Oscar Wilde

niedziela, 8 marca 2015

O ósmomarcowej estetyce, jako najdalej idącym następstwie aktu stworzenia człowieka (607)

Człowiek, znaczy się mężczyzna, został skazany na kobietę już u zarania dziejów. I teraz, cokolwiek by nie przedsięwziął, nie jest w stanie tego wyroku odwrócić. Ale zacznijmy od okoliczności, w jakich do tego doszło.
Bóg-Jahwe, gdy już stworzył niebo i ziemię, a nadto wszelkie rośliny i zwierzęta doszedł do wniosku, że czegoś jeszcze mu w tym wszystkim brakuje. Siedział nad gliniastym brzegiem rzeki i moczył znużone stopy w ciepłym błotnistym dołku. Przyszedł mu do głowy pomysł, żeby ulepić coś z tego, co uprzednio stworzył  z niczego. Rozmoczona glina okazała się bardzo plastyczna i podatna na formowanie. Po godzinie zabawy zobaczył równą sobie wzrostem figurę, która pod wpływem ciepła schła i stawała się coraz twardsza. Na powierzchni było widać liczne pęknięcia. Jahwe obawiał się, że jak tak dalej pójdzie to wszystko znów zamieni się w proch. Chuchnął z głębi płuc i ożywił figurę.
 No, no!  cmoknął zadowolony z siebie. — Tylko, co ja teraz z tobą pocznę? Pojawiłeś się tak niespodziewanie.
— Nie bardzo rozumiem — powiedziała ożywiona istota. — Kim jestem?
— Jesteś Marian i będziesz człowiekiem, kimś nieco przypominającym mnie samego.
— Co będę robił?
— Dobre pytanie — powiedział Jahwe klepiąc się po udach. — Pozwól, że chwilę muszę się nad tym zastanowić, gdyż nie miałem ciebie w planie. Od niechcenia cię ulepiłem, z nudów...

W tak zwanym międzyczasie Najwyższy zbudował ogród, który otoczył kamiennym płotem. Postanowił, że nowe stworzenie, które nazwał człowiekiem, będzie strażnikiem tego miejsca. Marian w krótkim czasie zadomowił się w ogrodzie, który Jahwe nazwał Edenem. Snuł się po wszystkich możliwych ścieżkach, próbował wszelkich owoców i pilnował, choć tak naprawdę nie wiedział dlaczego i przed kim. O ile na początku wszystko było dla niego interesujące i wzbudzało ciekawość, o tyle po tygodniu zaczął się nudzić.
— Wiesz, Marian — powiedział Jahwe — widzę, że w pojedynkę jakoś sobie nie radzisz. Może chciałbyś kogoś podobnego do siebie?
— Nie zaszkodzi — powiedział Marian.
Najwyższy udał sie nad brzeg rzeki i zaczął lepić z gliny zwierzęta, ale żadne z nich nie wzbudziło w Marianie żywszej reakcji. Obojętnie nadawał im nazwy i z jakąś tęsknotą kierował wzrok za horyzont, sprawiał wrażenie, jakby kogoś wypatrywał. Jahwe postanowił problem samotności Mariana rozwiązać niekonwencjonalnie. Aby zyskać podobieństwo nowej istoty do Mariana wziął był go i uśpił. Niektórzy mówią, że Jahwe to anestezjolog, chirurg plastyczny i demiurg w jednym.
Jednym cięciem ostrego paznokcia rozplatał bok człowieka, rozciągnął mięśnie i bez pardonu wyłamał jedno z żeber.
— To będzie dobry materiał na nową istotę — powiedział do siebie z uznaniem.
Gdy Marian wybudził się ze snu, na ciele nie było śladu nacięcia i nie czuł żadnego bólu. Otworzył oczy i zobaczył Najwyższego w towarzystwie istoty, której wcześniej nigdy nie widział. Podciągnął się na łokciach i przyglądał z zaciekawieniem tej nowej postaci.
— No i co o niej sadzisz? — zapytał Jahwe.
— Niech się okręci dookoła — poprosił Marian.
Dostrzegł długie włosy, kształtne biodra, sprężyste i apetyczne piersi. Była w tej istocie jakaś miękkość i delikatność, do której można się przytulić, dotknąć i posmakować, jak owoc.
— Ale ona jest jakaś taka goła — zauważył z grymasem na twarzy. — Lico i tors gładkie, że o nogach nie wspomnę. Jedynie tuż pod brzuchem sympatyczny trójkątny boberek.
Bóg zawadiacko się uśmiechnął i ze zrozumieniem powiedział:
— Nie narzekaj i ciesz się, że jak dotąd nie wynalazłem żadnej maszynki do golenia. Kiedyś to nastąpi, a wtedy jej ciało będzie gładkie, jak toń jeziora w bezwietrzny i ciepły wieczór.

Pozostałości Edenu


wtorek, 10 lutego 2015

Le­karze mniemają, że wiele po­mog­li cho­remu, gdy pot­ra­fili na­dać cho­robie od­po­wied­nią nazwę* (602)

Hela nie należy do osób, które pod wpływem byle jakiego przeziębienia kładą się do łóżka. Jest zdecydowanie innym rodzajem konstruktu niż Marian, którego na łopatki rozkłada prozaiczny stan podgorączkowy. Zdarza się jednak, ale to niezmiernie rzadko, gdy Hela złożona niemocą zjawia się u lekarza rodzinnego. Tak było i tym razem.
Jej ulubiony doktor, którego z racji medycznej dociekliwości nazywa Einsteinem, zwyczajowo przeprowadził dokładny wywiad dotyczący samopoczucia Heli. W pewnym momencie uznał, że stan pacjentki jest naprawdę poważny i powiedział:
— A teraz proszę się rozebrać do pasa. Muszę panią dokładnie osłuchać.
Hela bez ociągania ściągnęła bluzkę spod której wychynął czarny i kształtny biustonosz. Lekarz podszedł i przystąpił do szczegółowego badania. Stetoskopem osłuchał Helę z przodu i z tyłu, uderzał palcami o plecy po prawej i po lewej stronie, kazał powiedzieć "A", zakasłać.
Po badaniu i wzięciu wypisanej recepty Hela powiedziała:
— Jestem panu wdzięczna, panie doktorze. Jeszcze raz serdecznie dziękuję.
— Ależ nie ma sprawy, pani Helu, to mój obowiązek — odpowiedział skromnie lekarz.
— Owszem, ale już nie pamiętam kiedy lekarz podczas badanie kazał mi się rozbierać.
— To było konieczne....
— Doprawdy? Bywałam bardziej chora, ale nie badano mi nawet pulsu. Eh, a jeszcze dwadzieścia lat temu — mówiła rozmarzona  to nawet stomatolog kazał mi się rozbierać.




*Immanuel Kant (1724-1804)


środa, 4 lutego 2015

Ko­bieta za­lot­na sądzi, że czas i la­ta pok­ry­wają zmar­szczka­mi i niszczą twarze tyl­ko in­nych kobiet* (600)

— Polubiłam ten sieciowy sklep Rossmanna — powiedziała Hela pokazując Marianowi reklamówkę z zakupami.
— A co w nim takiego, że wydaje się tak atrakcyjny?
— Przede wszystkim duży wybór różnych specyfików.
— Co dzisiaj kupiłaś?
— Nic szczególnego. Szampon, płyn do kąpieli, krem do rąk i do stóp oraz dwa kremy przeciw zmarszczkom.
— Przeciw zmarszczkom? Powiedz, że żartujesz — powiedział z ironią w głosie Marian.
— Wiem, wiem — powiedziała Hela nieco skruszona. — Sama ciągle to powtarzam, że żaden z tych kremów mi nie pomaga. Najważniejsze jednak, że dobrze się po nich czuję.

Śnieg wygładza każdą nierówność


*Jean de La Bruyére

poniedziałek, 2 lutego 2015

Bóg ukarał go i oddał w ręce kobiety* (599)

Marian nie należy do wybitnie usportowionych mężczyzn, którzy stosują dietę i dbają o rzeźbę ciała. Nie oznacza to jednak, że zapomina o kondycji i sprawność fizyczną. W miarę regularnie chodzi po lesie z kijami trekingowymi, rzadziej wybiera się na basen, a już całkiem rzadko do siłowni, by przetestować najnowsze urządzenia do ćwiczeń. W miniony weekend był właśnie taki czas, że chciał skorzystać z tej ostatniej formy aktywności.
— Heluś, może pójdziesz ze mną na siłownię i poćwiczysz na stepperze lub bieżni?
Hela przerwała czytanie książki i spojrzała na Mariana znad okularów.
— Myślisz, że jestem gruba?
— Ależ nie — zaprzeczył Marian. — Jak nie chcesz to nie....
— I do tego leniwa? — dopytywała coraz intensywniej.
— Uspokój się, Heluś.
— Czyżbyś uważał, że jestem histeryczką?
— Wiesz, że nie o to chodzi — tłumaczył Marian i bardzo żałował, że cokolwiek zaproponował.
— Teraz uważasz, że przeinaczam twoje słowa?
— Nie! — uniósł głos — Chciałem tylko powiedzieć, że nie musisz nigdzie ze mną iść.
— Tak?! Tu cię mam cwaniaku! — powiedziała Hela i zerwała się z fotela — A dlaczego tak ci zależy, żeby iść beze mnie?



*Biblia, Księga Judyty

środa, 21 stycznia 2015

Śniła mi się we śnie rzeczy­wis­tość. Z jaką ulgą się obudziłem* (596)

Marian nie należy do śpiochów. Irytuje Helę, gdy w wolne dni wstaje przed szóstą i tłucze się po domu jak Marek po piekle. Są jednak dni, że po pracy zje tylko obiad i odda się na godzinkę popołudniowej wersji Morfeusza. 
Kilka dni temu Marian położył się w salonie przed telewizorem i zasnął na nieco dłużej. Po kilku godzinach, tak około dwudziestej drugiej, podeszła do niego Hela, potrząsnęła za ramię i powiedziała:
— Marian, może pójdziesz już spać?
— O co ci chodzi?
— Już późno. Może pójdziesz spać? — powtórzyła.
— A co ja robię od paru godzin? — nad wyraz przytomnie zapytał Marian.


*Stanisław Jerzy Lec


poniedziałek, 19 stycznia 2015

Człowiek nie wie, co to życie, dopóki po raz pierwszy nie rozbierze kobiety* (595)

Hela wracała do domu z centrum handlowego. Po drodze mijała dom Danci, takiej przyjaciółki na każdą pogodę. Miała ochotę napić się dobrej kawy i chwilę rozmowy, która nie absorbuje zbytnio zwojów mózgowych.
— Cześć, Danciu — zawołała od progu kierując się prosto do kuchni.
— Cześć, Helu! Skąd się tu wzięłaś?
— Wzięłam dzień urlopu. Nie chciało mi się pracować.
— No, no! A co na to Marian?
— A co mu do tego? Pojechałam na zakupy i kupiłam wreszcie coś, co sprawi mi nieco przyjemności.
Dancia spojrzała na Helę i powiedziała podekscytowana:
— Wiedziałam, że wreszcie to zrobisz! Pokaż mi ten wibrator!
— No wiesz!? Jesteś gorsza niż faceci i tylko jedno ci w głowie — powiedziała ze śmiechem Hela. — Po prostu kupiłam... wymarzone buty.



*Carlos Ruiz Zafón