niedziela, 7 grudnia 2014

Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon* (585)

M. postanowił wrócić do snu, z którego wyrwało go potknięcie o pufę. Nie lubi zostawiać niedokończonych spraw, a zwłaszcza tych, które wzbudzają w nim silne emocje i ciekawość. 

Pod plecami poczuł miękkość dywanu, której jakoś nie kojarzył z tym, co widział każdego dnia pod stopami. 
 Co ty wyprawiasz?! — powiedział nieznajomy z ironią. — Nie musisz przede mną uciekać. Powiem więcej: nie powinieneś.
— Dziwi się pan? — powiedział M. przyjmując pomocną dłoń i otrzepując się jakby chciał strzepnąć piasek w ubrania. — Zjawia się pan nie wiadomo skąd, nie wiem kim jest i co chce ode mnie.
Nieznajomy ponownie rozsiadł się w fotelu należącym do M. i gestem wskazał mu miejsce na kanapie. M. usiadł. Targał nim gniew, ale jednak zwyciężyła ciekawość.
— Wyczuwam, że skoro wróciłeś do przerwanego snu, to chcesz wiedzieć, po co tu jestem — powiedział nieznajomy.
— W rzeczy samej — powiedział M. — Chciałbym wiedzieć przede wszystkim kim pan jest?
— Odpowiedź jest prosta i trudna zarazem. Cokolwiek powiem wyda się mało wiarygodne i nieprawdopodobne.
— Proszę spróbować jakoś to wszystko sensownie wyjaśnić — nalegał M.
— Zacznę od tego, że bardzo lubisz "Mistrza i Małgorzatę"...
— To prawda, ale jaki to ma związek z tą sytuacją.
— Jakby ci tu powiedzieć, żebyś właściwie to przyjął.
—  Najprościej, jak tylko pan potrafi — powiedział M.
Nastała cisza. Była tak dojmująca, że M. słyszał korniki  drążące drewnianą podłogę. 
— Jestem Woland — przedstawił się nieznajomy.
— Wolne żarty — zaoponował M.
— Niekoniecznie, mój drogi. Weź pod uwagę, że sytuacja w jakiej się znalazłeś nie jest żartem. Nie przyszedłem, by wyprawiać jakieś brewerie podobne tym, które zmyślił i opisał Bułhakow. Przez jakiś czas będę twoim szczególnym kompanem i rozmówcą. Dziś tylko kilka podpowiedzi wprowadzających w naszą znajomość.
Wypowiadając ostatnią kwestię uśmiechnął się, choć w oczach nie było żadnego uśmiechu. Były bez wyrazu. M. poczuł, jak zimny dreszcz przeszywa go od stóp do głów.
— Pamiętasz ostatnie kuszenie opisane w ewangeliach? — zapytał Woland.
— Oczywiście, ale nie odbywam czterdziestodniowego postu, nie jestem Jehoszua Ha-Nocri... nie jestem żaden Mashiah!
— Nie jesteś — potwierdził spokojnie Woland. — Zważ jednak, że historia lubi się powtarzać.
— Chyba jako farsa — skwitował M.
— Niekoniecznie — powiedział Woland.
W tym momencie M. poczuł, jak jakaś niewidzialna siła porywa go z miejsca i wyciąga przez okno. Unosił się w powietrzu tak, jak w snach z dzieciństwa. Pożałował, że zechciał rozwikłać zagadkę snu. 
— Nie obawiaj się — usłyszał głos Wolanda — pokażę ci to, co może stać się twoim udziałem. Jeśli tylko zechcesz.
— Dlaczego miałbym tego chcieć?
— Znalazłeś się w sytuacji granicznej. Jeszcze nie jesteś świadomy, ale stanąłeś na cienkiej linii oddzielającej to, co znasz i w czym tkwisz od ponad pięćdziesięciu lat, od tego, co jest równoległe, nie mniej realne, choć niewidoczne.
W dole majaczyło miasto spowite nocą. Świetlne iluminacje zdobiły kościoły, budynki publiczne i pomniki, a oświetlonymi ulicami mknęły samochody. M. widział, że zniżają lot i zbliżają się do ratusza, który po raz pierwszy miał okazję widzieć z tej perspektywy. Stanęli na placu przed siedzibą władz miasta.
— To wszystko — powiedział Woland wykonując gestem wokoło —  łącznie z miastem, jest moje. Ludzkie namiętności, żądza władzy i pieniądza są w moim wyłącznym zarządzaniu. Widzisz ile banków jest w pobliżu siedziby władz miasta? To wszystko jest w szczególnym układzie ze sobą, choć nie wszyscy są tego świadomi. Zarządzam tym wszystkim, bo jestem panem pogranicza. 
— W jakim sensie jest twoje? To ludzie tworzą dobra, pomnażają dochody i wybierają władzę....
— Tak, tak — zaśmiał się Woland — takie jest oficjalne mniemanie. 
Stojąc na wprost ratusza Woland spojrzał na M. i zapytał:
— Czy chciałbyś, aby to, co w tobie w tak niespodziewany sposób zamieszkało, przestało cię dręczyć i zaprzątać emocje?
— Skąd pan o tym wie?
— Wiem wszystko. Jeśli tylko się zgodzisz, to po wyborach zyskasz dwie rzeczy: pozbędziesz się nieproszonego gościa i wprowadzisz się do tego budynku przed nami. Będziesz miał udział w zarządzaniu ludzkimi namiętnościami i pieniądzem, które tak naprawdę są różnymi obliczami tego samego.
— Czy to rodzaj propozycji nie do odrzucenia?
— Możesz odrzucić, ale... czyż tak naprawdę nie chcesz jej przyjąć? 




* Ewangelia według Mateusza 4,9 (BT)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz