poniedziałek, 3 listopada 2014

Dziecięce uwiel­bienie dla ba­lonów jest tak wiel­kie, że wielu do­rosłych uk­ry­wa choć je­den w so­bie* (574)

Pan C. nie lubi odwiedzać cmentarzy na przełomie października i listopada. Omija je szerokim łukiem, by nie narażać się na zgiełk i targowisko próżności, w jakie zamieniają się cmentarze. Wybiera miejsca ciche i spokojne, jakim są ostępy leśne. Las i lekki szum wiatru, to wszystko, co daje mu spokój i odprężenie.
Jakżeż był zaskoczony, gdy pośrodku lasu spotkał samotnie spacerującego Mariana.
- A ty co tutaj robisz? Nie jesteś na grobach?
- Z Helą załatwiliśmy wszystko dzień przed dniem Wszystkich Świętych.
- I słusznie - skwitował Pan C. i zaczął się baczniej przyglądać przyjacielowi. Jego twarz wydawała się jakaś tak szara, oczy i policzki lekko zapadnięte, a i cały był jakiś taki skurczony w sobie.
- Wszystko u ciebie w porządku? - zapytał po chwili.
- Tak - potwierdził Marian. - Generalnie tak... Dlaczego pytasz?
- Bo wyglądasz, jakoś tak... jakby zeszło z ciebie powietrze.  
- Też mi coś! - żachnął się Marian. - Pojutrze mam badanie USG brzucha. Ciekawe, jak byś się czuł i wyglądał, gdyby lekarz zalecił ci przed badaniem zażywanie codziennie po dwanaście tabletek espumisanu?


Basen wypełniony powietrzem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz