piątek, 28 listopada 2014

Bogiem a prawdą (583)

Właśnie przed chwilą zauważyłem, że pojawiło się kolejne wyświetlenie bloga. Numer, jaki pokazywał licznik składał się z sześciu dwójek. Tyle wyświetleń miało miejsce odkąd przeniosłem się z wordpressa na blogspot. Statystyki mnie nie obchodzą (ponoć), ale Bogiem a prawdą miło jest widzieć zainteresowanie odliczane przeskakującymi cyframi.


środa, 19 listopada 2014

Śmierć - jed­na z nielicznych, niepoz­na­nych rzeczy, która nie kusi* (580)

Przed bardzo wielu laty, gdy Pan C. był pilnym studentem filozofii miał zajęcia z lektoratu języka łacińskiego. W zajęciach tych uczestniczył też Roman, który z łaciną klasyczną radził sobie w sposób mniej niż umiarkowany. Podczas jednych z zajęć studenci po kolei tłumaczyli łacińskie sentencje. Romkowi przypadła w udziale fraza memento mori**.
- Jakby pan przetłumaczył tę sentencję? - zwrócił się do Romka wykładowca.
Twarz Romka wyrażała kompletną pustkę. Nerwowo rozejrzał się wokół, ale nikt nie był w stanie mu podpowiedzieć, gdyż pytający stał o krok od niego.
- Panie Romanie... - ponaglał.
- Więc tę sentencję... - zaczął dukać Romek - możemy przetłumaczyć... 
- Zna pan tłumaczenie?
- Tak - potwierdził Roman. - tłumaczymy ją jako... "nie zapomnij umrzeć".


* panna.filozof (z sieci)
** memento mori (łac.) - pamiętaj o śmierci

sobota, 15 listopada 2014

Męski kod ubioru (578)

Pan C. uważał, że jest w miarę oczytany, że zna z grubsza różne trendy intelektualne, modowe i tym podobne. Nie straszne mu były gendery, dżendery, qeery tudzież inne diabły i szatany. Cały spokój i wszystko, co było dotąd pewne jak amen w pacierzu, legło w gruzach, gdy stanął przed taką oto reklamą. Czy, aby być postrzeganym jako mężczyzna powinien od teraz ubierać się w damskie ciuchy?!



niedziela, 9 listopada 2014

Sny za­leżą od po­zyc­ji śpiącego* (577)

M. wsunął klucz w zamek, dwukrotnie przekręcił, nacisnął klamkę i lekko pchnął drzwi do środka mieszkania. Przekroczył próg, postawił torbę, zdjął płaszcz i powiesił go na wieszaku. Już miał iść w głąb, gdy poczuł bliżej nieokreślony przyjemny zapach. Nozdrzami mocniej wciągnął powietrze.
- Dziwne - mruknął do siebie.
Wszedł do salonu, w którym panował półmrok. Podszedł do okien i podciągnął rolety. Odwrócił się i stanął jak wryty. W jego ulubionym fotelu siedział mężczyzna w czarnym jak sadza garniturze, takimże krawacie i śnieżnobiałej koszuli. Uderzała nieskazitelna czerń bez pyłków i jakichkolwiek zagnieceń. 
- Jak się pan tu dostał? I tak w ogóle, co pan tutaj robi?! - zapytał M. z wyraźnym zdenerwowaniem w głosie.
Intruz uśmiechnął się życzliwie i niespiesznie podniósł z fotela. Postąpił krok ku M., który dopiero teraz zauważył, że buty intruza są oblepione obrzydliwą mazią. Na podłodze były ślady kroków, a wokół unosił się ten sam dziwny zapach, który przykuł jego uwagę zaraz po wejściu do mieszkania. Teraz odczuwał go intensywniej.
- Zagoszczę u ciebie na dłużej - powiedział nieznajomy.
Wyglądał na zadbanego pięćdziesięciolatka, choć mógł mieć znacznie więcej. Gładko ogolona twarz, ciemne oczy, gęsta przycięta czupryna pokryta szronem.
- Jeśli natychmiast nie opuści pan mojego mieszkania zmuszony będę wezwać pomoc.
- Doprawdy? - intruz odpowiedział ironią. - Może jednak się nieco uspokoisz? Jak powiedziałem wcześniej, spędzimy ze sobą nieco czasu. Jak mnie bliżej poznasz, to nawet polubisz.
- Żartuje pan...
- Skończ z tym oficjalnym tonem! Od dłuższego czasu jestem częścią twojego życia. Przyjmij to do wiadomości i na razie nie próbuj dociekać dlaczego. Wszystko w swoim czasie.
- Jak to?
- Jestem twoim najmroczniejszym snem, ale nie przejmuj się. Można ze mną żyć... chyba.
Wypowiadając te słowa mężczyzna postąpił dwa kroki w kierunku M. Ten cofnął się, lecz nie zauważył stojącej za nim pufy. Wystrzelił ramionami w górę i poczuł jak pada bezwładnie na plecy.

M. obudził się z krzykiem. Po chwili zorientował się, że leży na prawym boku z podkurczonymi kolanami. Serce waliło jak młotem. Oddychał głęboko. Po chwili się uspokoił. Pod głową wyczuł poduszkę, a na sobie cienką kołdrę.
Rozpoczął się kolejny dzień.


Dom Wolanda


*Stanisław Jerzy Lec

piątek, 7 listopada 2014

Życie jest naprawdę proste, lecz upieramy się by je komplikować* (576)

Po kilkudniowym przygotowaniu Marian poszedł na zlecone badania USG. Towarzyszyła mu Hela, która chciała dopilnować, by nie uciekł sprzed drzwi gabinetu lekarskiego. Po zgłoszeniu swojej obecności Marian usiadł na krześle przy drzwiach numer sześć. Hela pozostała przy recepcjonistce, z która ucięła sobie niezobowiązującą pogawędkę.
- Wie pani - mówiła kobieta spragniona słuchacza - jestem tak uzależniona od smartfona, że muszę go mieć cały czas pod ręką.
- Ale dlaczego? - zapytała Hela z lekkim zdziwieniem.
- Mam dostęp do e-maila i do facebooka. Zawsze ktoś może coś do mnie napisać, więc muszę być w zasięgu, by odpisać.
Hela słuchała z życzliwym zainteresowaniem, ale jej mina mówiła coś przeciwnego. Absolutnie nie rozumiała ekscytacji kobiety, która zauważyła to i przerwała słowotok. Wychyliła się ku Heli zapytała:
- A pani to jaki ma telefon?
- Nic szczególnego - odpowiedziała Hela. - Mam taki zwykły do dzwonienia i odbierania  rozmów. Czasami piszę esemesy. Służy mi także jako budzić. Ot i wszystko.
- Może pani pokazać? - poprosiła recepcjonistka.
Hela sięgnęła z torebki telefon i położyła na kontuarze.
- Ależ to blackberry! - wykrzyknęła fanka smarfonów i oklapła, jakby zeszło z niej całe powietrze.

Światełko w tunelu
*Konfucjusz

wtorek, 4 listopada 2014

Twarz buraka jest nieskalana myślą* (575)

- Ściągnęłam cię myślami - powiedziała kobieta do mężczyzny, który stanął w drzwiach jej mieszkania.
Zaskoczony uwagą kobiety zapytał:
- Co znaczy "ściągnąć myślami"? Możesz mi to przybliżyć?
- Hm... jakby ci to wytłumaczyć - powiedziała kobieta marszcząc czoło. - Bardziej to czuję niż wiem.
- Czy ściąganie myślami przypomina ściągnięcie brwi, gdy jest się zagniewanym?
- Nie! - zaprzeczyła kobieta. - To zupełnie coś innego.
- Jak ściągnięcie ciężaru z barków?
- To już bliższe właściwemu znaczeniu, ale powinno mieć bardziej pozytywny wydźwięk.
Mężczyzna nieznacznie się uśmiechnął, co nie uszło uwadze kobiety.
- Czyżbyś pomyślał jeszcze o czymś innym?
- Może to jest, jak... ściągnięcie tobie majtek?
Purpura pokryła twarz kobiety.
- Burak! - syknęła.


*Nonsensopedia

poniedziałek, 3 listopada 2014

Dziecięce uwiel­bienie dla ba­lonów jest tak wiel­kie, że wielu do­rosłych uk­ry­wa choć je­den w so­bie* (574)

Pan C. nie lubi odwiedzać cmentarzy na przełomie października i listopada. Omija je szerokim łukiem, by nie narażać się na zgiełk i targowisko próżności, w jakie zamieniają się cmentarze. Wybiera miejsca ciche i spokojne, jakim są ostępy leśne. Las i lekki szum wiatru, to wszystko, co daje mu spokój i odprężenie.
Jakżeż był zaskoczony, gdy pośrodku lasu spotkał samotnie spacerującego Mariana.
- A ty co tutaj robisz? Nie jesteś na grobach?
- Z Helą załatwiliśmy wszystko dzień przed dniem Wszystkich Świętych.
- I słusznie - skwitował Pan C. i zaczął się baczniej przyglądać przyjacielowi. Jego twarz wydawała się jakaś tak szara, oczy i policzki lekko zapadnięte, a i cały był jakiś taki skurczony w sobie.
- Wszystko u ciebie w porządku? - zapytał po chwili.
- Tak - potwierdził Marian. - Generalnie tak... Dlaczego pytasz?
- Bo wyglądasz, jakoś tak... jakby zeszło z ciebie powietrze.  
- Też mi coś! - żachnął się Marian. - Pojutrze mam badanie USG brzucha. Ciekawe, jak byś się czuł i wyglądał, gdyby lekarz zalecił ci przed badaniem zażywanie codziennie po dwanaście tabletek espumisanu?


Basen wypełniony powietrzem