piątek, 15 sierpnia 2014

Sennik egipski, czyli o tym, co się przytrafiło Heli w kościele (543)

- Wiesz, Maniuś - zaszczebiotała Hela zaraz po przebudzeniu - śniło mi się, że byłam u spowiedzi.
- Ale przecież nie chodzisz do spowiedzi - przytomnie zareagował Marian.
- No właśnie - kontynuowała Hela - i dlatego to wszystko wydaje się takie dziwne.
- Może to jednak jakiś znak, byś naprawiła relacje z kościołem i Najwyższym?
- Oj tam! Wystarczy, że ty się z Nim wadzisz. Ciągle szperasz po tych bibliach i nic z tego nie wynika. Wiesz jeszcze mniej niż wcześniej.
Nastąpiła chwila cisza, którą przerwał Marian.
- Więc może wreszcie powiesz, co ci się śniło?
- No tak... Poszłam do spowiedzi, ale ta spowiedź była jakaś dziwna.
- Dlaczego dziwna?
- Miałam jakieś trzydzieści lat więcej niż teraz i byłam to ja, ale jakby nie ja. Nie potrafię tego jaśniej wyrazić. W każdym razie nie byłam twoją żoną. Mieszkałam sama.
- Aha... to jedyne, co wyrzucił z siebie Marian.
- Wyznawałam temu młodemu księdzu wszystkie swoje grzechy z ostatniego miesiąca. O tym, że pokłóciłam się z tą sąsiadką z naprzeciwka, że byłam niemiła dla tej tłustej ekspedientki w warzywnym i takie tam różne pierdoły. Już się wydawało, że wszystko zmierza do finału, gdy ten wyskoczył jak filip z konopi...
- Że co?!
- Że pstro!! - sarknęła Hela. - Zapytał się, czy jestem samotna, a gdy to potwierdziłam drążył dalej: czy spotykam się z innymi mężczyznami i czy uprawiam z nimi seks.
- O jasny gwint z nakrętką! Ale świnia. I co mu odpowiedziałaś?
- No jak to, co? Powiedziałam stanowczo i zdecydowanie prawdę: "Proszę księdza, owszem, panną byłam, dziecko miałam, ale co to, to nie!"

Galasy, czyli bastardy dębu (by STH Holka)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz