piątek, 29 sierpnia 2014

Pluralis singularis (547)

Pan C. po ciężkim dniu pracy wybrał się na spacer. Chciał rozprostować kości i nieco rozruszać zastałe mięśnie. Pogoda sprzyjała niespiesznej wędrówce, podczas której miał okazję przeglądać  się w witrynach mijanych sklepów. W pewnym momencie zobaczył kuszący napis "Gofry i lody". Wspiął się po schodkach i znalazł się w niewielkim pomieszczeniu sam na sam ze sprzedawczynią.
- Dzień dobry - powiedział na powitanie Pan C.
- Dzień dobry - odpowiedziała młoda dziewczyna podchodząc do lady. - Czym mogę panu służyć?
- Poproszę duże lody śmietankowe.
- Czy mógłby pan powtórzyć? - poprosiła dziewczyna.
- Poproszę lody śmietankowe*.
- Ale ile?
- Jak to ile?
- No przecież powiedział pan "lody" w liczbie mnogiej.




* lód, lody 

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Cukier krzepi*, wódka jeszcze lepiej (546)

- Marian, wiem, że czasami sceptycznie podchodzisz do mojego bzika związanego ze zdrową żywnością. Wiesz też, jaką wagę przywiązuję do tego, co i gdzie kupujemy.
- Czy ostatnio kupiłem coś, co nie spełniałoby tych wymogów? Zawsze zwracam uwagę na zawartość wszystkich "E" i te inne świństwa, które dodają.
- Ludzie utracili pierwotny instynkt przy wyborze jedzenia. Próbuję co nieco z tego ocalić.
- To prawda - skwitował Marian marszcząc ze zrozumieniem czoło - weź na przykład takiego psa lub kota...
- Psa? Co ty pleciesz, Maniek?
- No taki pies lub kot pije tylko wodę. Nalej mu kawy lub wódki to nawet nie spróbuje.
- Phi! Nie piją, bo nie wiedzą, co dobre. Zwierzęta są po prostu głupie.


*Przedwojenny slogan reklamowy autorstwa Melchiora Wańkowicza


środa, 20 sierpnia 2014

Pomocna sugestia (545)

Późnym popołudniem Marian w spokoju oddawał się lekturze ulubionego tygodnika. W tle leniwie migotał włączony telewizor, z którego wyzierały na Mariana gadające głowy polityków, a żołądek cichutko pomrukiwał syty zjedzonym obiadem. Było miło, przyjemnie i spokojnie, gdy z tego błogiego stanu wyrwał go głos Heli:
- Maniuś, gdybyś tak na moment podniósł głowę znad gazety...
- Czy coś się stało?
- Nie - odpowiedziała Hela - ale spójrz na ten stolik w kącie.
- Czy coś z nim nie tak? - zapytał i spojrzał we wskazanym kierunku.
- Wszystko w porządku, ale może byś zauważył, co na nim postawiłam?
Marian zmarszczył czoło, wytężył wzrok i zapytał niepewnie:
- Wazonik?
- No własnie - zaszczebiotała zalotnie. - Nawet nalałam już do niego wody...
- Ale po co?
- Bo, gdyby tak się zdarzyło i zechciałbyś kupić mi kwiaty to... wystarczy je tylko wstawić.




poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Ostatnia misja Apollo (544)

Ostatnią załogową misją na Księżycu oficjalnie był Apollo 17. Rok później, jak donoszą wyznawcy spiskowej teorii dziejów, amerykański departament obrony przy współudziale NASA zorganizował tajną misję Apollo 18. Do dziś wszystkie oficjalne czynniki amerykańskiego rządu zaprzeczają, że taka misja miała miejsce. Problem ze znalezieniem dowodów na potwierdzenie tego przedsięwzięcia wynikał ze znacznej modyfikacji księżycowego lądownika (LM), który znacząco różnił się od tych, które wcześniej wylądowały na srebrnym globie. 
Opisywana misja zamiast na Księżycu, zakończyła się kilkanaście kilometrów od Bornego Sulinowa. To własnie tam od czasów wojny Sowieci mieli tajną bazę z nuklearnymi pociskami. Gdy w 1992 roku opuścili Polskę, lądownik był jednym z niewielu przedmiotów, które nie zostały wywiezione do Rosji. Dobrze zachowany moduł księżycowy znalazł godne zastosowanie i stanowi zwieńczenie wieży jednego z kościołów. Odkrył to Pan C., gdy poszukiwał jadłodajni dla ubogich. Na szczęście, jak zawsze zresztą, miał przy sobie aparat i stosownie rzecz udokumentował.

Lunar Module, Apollo 18

piątek, 15 sierpnia 2014

Sennik egipski, czyli o tym, co się przytrafiło Heli w kościele (543)

- Wiesz, Maniuś - zaszczebiotała Hela zaraz po przebudzeniu - śniło mi się, że byłam u spowiedzi.
- Ale przecież nie chodzisz do spowiedzi - przytomnie zareagował Marian.
- No właśnie - kontynuowała Hela - i dlatego to wszystko wydaje się takie dziwne.
- Może to jednak jakiś znak, byś naprawiła relacje z kościołem i Najwyższym?
- Oj tam! Wystarczy, że ty się z Nim wadzisz. Ciągle szperasz po tych bibliach i nic z tego nie wynika. Wiesz jeszcze mniej niż wcześniej.
Nastąpiła chwila cisza, którą przerwał Marian.
- Więc może wreszcie powiesz, co ci się śniło?
- No tak... Poszłam do spowiedzi, ale ta spowiedź była jakaś dziwna.
- Dlaczego dziwna?
- Miałam jakieś trzydzieści lat więcej niż teraz i byłam to ja, ale jakby nie ja. Nie potrafię tego jaśniej wyrazić. W każdym razie nie byłam twoją żoną. Mieszkałam sama.
- Aha... to jedyne, co wyrzucił z siebie Marian.
- Wyznawałam temu młodemu księdzu wszystkie swoje grzechy z ostatniego miesiąca. O tym, że pokłóciłam się z tą sąsiadką z naprzeciwka, że byłam niemiła dla tej tłustej ekspedientki w warzywnym i takie tam różne pierdoły. Już się wydawało, że wszystko zmierza do finału, gdy ten wyskoczył jak filip z konopi...
- Że co?!
- Że pstro!! - sarknęła Hela. - Zapytał się, czy jestem samotna, a gdy to potwierdziłam drążył dalej: czy spotykam się z innymi mężczyznami i czy uprawiam z nimi seks.
- O jasny gwint z nakrętką! Ale świnia. I co mu odpowiedziałaś?
- No jak to, co? Powiedziałam stanowczo i zdecydowanie prawdę: "Proszę księdza, owszem, panną byłam, dziecko miałam, ale co to, to nie!"

Galasy, czyli bastardy dębu (by STH Holka)

sobota, 9 sierpnia 2014

Najskromniejszy zakątek raju (540)

Przed laty opowiedziano Panu C. legendę o pochodzeniu obrazu Matki Boskiej Kodeńskiej. Książę Mikołaj Sapieha, bohater narracji, zapadł na tajemniczą chorobę, która wyssała zeń wszystkie siły i sprawiła, że odczuwał strach przed walką. Niektórzy uznali go wówczas za tchórza. Postanowił zawalczyć o odwagę i uzdrowienie i udał się z pielgrzymkę do Rzymu. Trafił przed obraz Matki Boskiej Gregoriańskiej, przed którym przez wiele dni gorliwie się modlił. Znalazłszy uzdrowienie chciał za zgoda papieża obraz zabrać do Polski. Jego starania spełzły na niczym i nie pomogło wstawiennictwo opłaconych kardynałów.
Mikołaj postanowił obraz wykraść. Po wielu perturbacjach, kluczeniu leśnymi i górskimi ostępami, uniknął pościgu i dotarł z cudownym obrazem do Kodnia na Podlasiu. Cenny wizerunek został umieszczony w miejscowym kościele. Czyn uzdrowionego księcia spotkał się z reakcją papieża, który obłożył go klątwą. Po wielu latach, doceniając późniejsze zasługi Mikołaja dla Kościoła, Urban VIII zdjął z niego ekskomunikę.
Obraz zmienił imię na Matki Boskiej Kodeńskiej, Mikołaj, który uprowadził go niczym brankę, u kresu życia snuł taką wizję:
- Modlę się do Matki Bożej, że gdy już znajdę się po drugiej stronie, to w raju chcę zająć najdalszy zakątek. I niech tam stoi skromny drewniany domek ocieniony drzewami, a tuż obok niech płynie strumyk z rześką wodą. W takim miejscu będę odpoczywał, słuchał szelestu liści, plusku wody, śpiewu ptaków i czytał księgi, których lekturę odkładałem na inny czas.