niedziela, 20 kwietnia 2014

16 nisan

Szesnastego nisan 
Nie bez kozery kobiety uchodzą za spoiwo życia rodzinnego. Niektórzy nazywają je kapłankami domowego ogniska. I słusznie, bo to one troszczą się o dzieci, zastawiony dla domowników stół, czy schludność, czystość i ciepło. Dbają o ogród przy domu oraz groby bliskich. Właśnie ta ostatnia troskliwa właściwość jest uderzająca i uniwersalna bez względu na epokę i szerokość geograficzną. Za każdym razem, gdy Pan C. jest cmentarzu, kobiety stanowią większość pośród tych, którzy sprzątają groby i zapalają znicze.

Nie inaczej było w szesnastym dniu miesiąca nisan trzy tysiące siedemset dziewięćdziesiątego roku. Ni padał jednak deszcz, jak dzisiaj, gdy wspominamy ten dzień. Jak podaje Marek, w dość oszczędnej w słowa i najmniej skażonej Ewangelii, w pierwszym dniu tygodnia (hebr. יום ראשון - Yom Rishon) trzy kobiety o świcie udały się na starożytny cmentarz, gdzie w grobie wydrążonym w skale złożono ciało Jehoszui (hebr. יהושוע - Yehōšua) skazanego przez Sanhedryn na śmierć za bluźnierstwo. Śmiał uważać się za syna Najwyższego, a rola Piłata w zatwierdzeniu wyroku była czysto instrumentalna. Maria Magdalena, Maria i Salome chciały dopełnić obowiązku wobec ciała zmarłego i wzięły ze sobą wonne olejki, by namaścić jego ciało. Nie zdążyły tego uczynić przed szabatem. Nie towarzyszył im żaden z uczniów Jehoszui, by nie skazić się przez kontakt z truchłem tego, który jeszcze w dniu Paschy był ich Mistrzem.
- Nie wiem, jak poradzimy same odsunąć kamień, którym zastawiono grób? - pytała z troską pierwsza z nich.
Gdy dotarły na miejsce zobaczyły, że grób stoi otworem. Ktoś ze współczesnych mógłby to skomentować ni mniej, ni więcej: "Kopary im opadły!"
Zaciekawione przemogły niepokój, jaki ogarnął je w pierwszym momencie. Ostrożnie, trzymając się blisko siebie, weszły do grobu. Na miejscu, gdzie jeszcze w piątek było złożone ciało zawinięte w płótno, siedział młodzik strojny w białą tunikę.
Ta zaskakująca obecność nieznajomego wzbudziła w nich lęk. Chłopak uśmiechnął się i łagodnym głosem powiedział:
- Cześć, dziewczyny. Nie bójcie się! 
- Ale, gdzie on jest? - zapytała jedna z nich.
- Nie ma go tutaj. Ot, zmartwychwstał i tyle. Powiedzcie Kefasowi i pozostałym, że będzie na nich czekał w Galilei.

Czyż to nie paradoks? - pomyślał Pan C. - Najpierw Jahwe za pośrednictwem anioła informuje Miriam, że ta będzie matką jego syna. Teraz znów to kobiety są tymi, które jako pierwsze dowiadują się o jego zmartwychwstaniu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz