niedziela, 27 kwietnia 2014

Cóż powiedzieć? No jest zarąbiście!

I niech mi jakaś pryszczata feministka powie, że urodzenie i wychowanie dzieci to tylko ich sprawa. Poniżej dowód, że to ojcowie dzielnie zajmują się potomnymi i na równi biorą udział w ich wychowaniu. 
Mówię wam, że ten feminizm propagowany przez jakąś tam Środę, Nowicką i każdą inną Szczukę, jest passé.

Jurek i jego dumny ojciec Feluś.

sobota, 26 kwietnia 2014

Przyjaciel Alzheimer

- Mam problem i nijak nie mogę sobie  z nimi poradzić - rzucił od niechcenia dziadek Józef.
- Jaki znów problem? - zapytał syn.
- Jak się nazywa twoja żona?
- No jak to jak? Tak samo, jak ja - odpowiedział.
- Absolutnie nie - zaprzeczył dziadek.
- Tato, jak się nazywasz? - rozwikłanie dylematu wzięła z w swoje ręce synowa.
- Kowalczyk.
- A jak się nazywa twój syn.
- No jak to jak... też Kowalczyk
- Ty Kowalczyk, syn Kowalczyk to, jak nazywa się żona twojego syna i zarazem synowa?
- Już wiem! Tomkiewicz!


Duchy drzew

środa, 23 kwietnia 2014

No i się doczekałem!!!

Przyszedł na świat dzisiaj w nocy. Ma na imię Jurek. Dlaczego tak? Bo dzisiaj są imieniny Jerzego.
Prawda, że śliczny? Inkubacja trwała przepisowo siedemnaście dni. Jajo solidarnie i przemiennie  wysiadywali matka i ojciec. Przy czym ten ostatni poświęcał temu mniej czasu. Jednak za każdym razem, gdy zwalniał gołąbkę z obowiązku, poprawiał gniazdo i układał gałązki. 




niedziela, 20 kwietnia 2014

16 nisan

Szesnastego nisan 
Nie bez kozery kobiety uchodzą za spoiwo życia rodzinnego. Niektórzy nazywają je kapłankami domowego ogniska. I słusznie, bo to one troszczą się o dzieci, zastawiony dla domowników stół, czy schludność, czystość i ciepło. Dbają o ogród przy domu oraz groby bliskich. Właśnie ta ostatnia troskliwa właściwość jest uderzająca i uniwersalna bez względu na epokę i szerokość geograficzną. Za każdym razem, gdy Pan C. jest cmentarzu, kobiety stanowią większość pośród tych, którzy sprzątają groby i zapalają znicze.

Nie inaczej było w szesnastym dniu miesiąca nisan trzy tysiące siedemset dziewięćdziesiątego roku. Ni padał jednak deszcz, jak dzisiaj, gdy wspominamy ten dzień. Jak podaje Marek, w dość oszczędnej w słowa i najmniej skażonej Ewangelii, w pierwszym dniu tygodnia (hebr. יום ראשון - Yom Rishon) trzy kobiety o świcie udały się na starożytny cmentarz, gdzie w grobie wydrążonym w skale złożono ciało Jehoszui (hebr. יהושוע - Yehōšua) skazanego przez Sanhedryn na śmierć za bluźnierstwo. Śmiał uważać się za syna Najwyższego, a rola Piłata w zatwierdzeniu wyroku była czysto instrumentalna. Maria Magdalena, Maria i Salome chciały dopełnić obowiązku wobec ciała zmarłego i wzięły ze sobą wonne olejki, by namaścić jego ciało. Nie zdążyły tego uczynić przed szabatem. Nie towarzyszył im żaden z uczniów Jehoszui, by nie skazić się przez kontakt z truchłem tego, który jeszcze w dniu Paschy był ich Mistrzem.
- Nie wiem, jak poradzimy same odsunąć kamień, którym zastawiono grób? - pytała z troską pierwsza z nich.
Gdy dotarły na miejsce zobaczyły, że grób stoi otworem. Ktoś ze współczesnych mógłby to skomentować ni mniej, ni więcej: "Kopary im opadły!"
Zaciekawione przemogły niepokój, jaki ogarnął je w pierwszym momencie. Ostrożnie, trzymając się blisko siebie, weszły do grobu. Na miejscu, gdzie jeszcze w piątek było złożone ciało zawinięte w płótno, siedział młodzik strojny w białą tunikę.
Ta zaskakująca obecność nieznajomego wzbudziła w nich lęk. Chłopak uśmiechnął się i łagodnym głosem powiedział:
- Cześć, dziewczyny. Nie bójcie się! 
- Ale, gdzie on jest? - zapytała jedna z nich.
- Nie ma go tutaj. Ot, zmartwychwstał i tyle. Powiedzcie Kefasowi i pozostałym, że będzie na nich czekał w Galilei.

Czyż to nie paradoks? - pomyślał Pan C. - Najpierw Jahwe za pośrednictwem anioła informuje Miriam, że ta będzie matką jego syna. Teraz znów to kobiety są tymi, które jako pierwsze dowiadują się o jego zmartwychwstaniu. 

piątek, 18 kwietnia 2014

Tak jakby*

Pan C. zadzwonił do dziecka płci właściwej tuż przed dziewiątą rano. Pora iście barbarzyńska, jak dla studenta, który w danym dniu nie ma zajęć.
- Cześć, synu - zwrócił się najczulej jak potrafi.
- Cześć, tato - ozwał się głos chrypiący, zaspany i grzęznący w oparach snu.
- Czy może jesteś już gotowy do wyjazdu?
- No... tak jakby* - odpowiedział głos.
- Aha!
Tak jakby*

*  partykuła oznaczająca, że wyrażony w zdaniu pogląd może nie jest prawdziwy, ale jest bliski prawdy /Wikisłownik/


czwartek, 17 kwietnia 2014

Małe radości

Pan C. nie należy do osób zbyt wylewnych, jeśli idzie o składanie życzeń świątecznych. Nie kryje jednak wzruszenia, gdy otrzymuje przesyłki z takimi oto ręcznie wykonanym załącznikami, które dotarły znad Dunajca.



niedziela, 13 kwietnia 2014

Cały mój Paryż, dwie drogi na krzyż

Tytuł posta to nieco zmieniony wers piosenki śpiewanej przez nieodżałowanej pamięci Andrzeja Zauchę. Dziś, jak nigdy dotąd, wysłuchałem jej ze zrozumieniem.
Każdy marzy na miarę możliwości i tego, co go ogranicza.
Właśnie o tym ta piosenka.




C'est la vie - cały twój Paryż z pocztówek i mgły
C'est la vie - wymyślony...
C'est la vie - ciebie obchodzi, przejmujesz się tym.

C'est la vie - podmiejski pociąg rozwozi twe dni
C'est la vie - wciąż spóźniony...
C'est la vie - cały twój Paryż, dwie drogi na krzyż
Knajpa, kościół, widok z mostu
Knajpa, kościół i ten bruk - ideał nie tknął go...

Knajpa, kościół, widok z mostu
Knajpa, kościół i ten bruk - tak realny...
Zostaniesz tu - ile można tak żyć na palcach
Zostaniesz tu - po złudzenia
Zostaniesz tu - w "Kaskadzie" nocą też grają walca
Już na rogu kumple jak grzech
Odwrotu już nie ma...
Nie, nie nie...
Wypijesz to wszystko do dna, także dziś...
Jak co dnia...

C'est la vie - cały twój Paryż z pocztówek i mgły
C'est la vie - wymyślony...
C'est la vie - cały twój Paryż, dwie drogi na krzyż
Knajpa, kościół, widok z mostu
Knajpa, kościół i ten bruk - ideał nie tknął go...

piątek, 11 kwietnia 2014

Ecclesia semper reformanda

I niech ktoś mi powie, że Kościół nie dostosowuje się do wymogów współczesności, albo że nie idzie z duchem czasu!



Jedzie pociąg z daleka
na nikogo nie czeka

środa, 9 kwietnia 2014

O tym, jak Bóg wysłuchuje modlitw

Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, to opowiedz mu o swoich planach. Pan C. jest przykładem człowieka, wobec którego Najwyższy wypróbował poczucie humoru. Bywalcom tego bloga nie od dziś wiadomo, że Pan. C. chce zostać dziadkiem. Często użala się nad sobą, że dzieci go nie rozumieją i nie chcą w żaden sposób sprawić, by poczuł się spełniony i szczęśliwy.
W osobistych relacjach z Najwyższym nie unika rozmów o rzeczach dla siebie ważnych. Jednym z wiodących wątków tych rozmów są wnuki. Mądrzy i wierzący ludzie mówią, że nie ma modlitw, których Bóg nie wysłuchuje, ale z jednym istotnym zastrzeżeniem, gdy są wypowiadane z nastawieniem: nie moja, ale twoja wola niech się stanie.
Tak, tak! I tak właśnie się stało. W rzadko odwiedzanym kąciku tarasu kilka dni temu gołębica założyła gniazdo i zniosła jajo, które teraz sumiennie wysiaduje.
- Dziękuję ci, Najwyższy, żeś mnie wysłuchał - powiedział z sarkazmem Pan C. tuż po odkryciu. - Następnym razem dwa razy się zastanowię zanim o cokolwiek poproszę.



poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Contra spem spero

Pan C. chcąc nie chcąc popadł w refleksyjny nastrój. Nie jest to skutek jakiegoś wiosennego przesilenia, ale wyznania, jakie poczyniła zaprzyjaźniona z nim siostra Judyta. Silna i wspaniała kobieta... człowiek.
Zanim przejdziecie dalej, wysłuchajcie w skupieniu śpiewanej modlitwy.


Płacze... Tak po prostu, po ludzku.

Wpis z 30 marca:
[...] Moja meta jest bliżej niż myślałam. I znów Pan Bóg mnie zaskoczył i wszystkich, którym jestem bliska. Mam metę czyli przerzut, który zaskoczył przede wszystkim prowadzących lekarzy... Herceptyna nie zadziałałała. Nie zostało zakończone pierwsze leczenie..., i zostało kilka dni temu przerwane, bo NIC już nie pomoże. Prawdopodobnie jest więcej niż jedna meta. Jestem w trakcie badań. Ta, która przybliża nieuchronnie dojście do ostatniej mojej mety, to przerzut do kości w kilku miejscach. W styczniu miałam scyntygrafie kości. Kości były czyste. Od miesiąca czułam się słabo. Siostry stwierdziły, że mam za duże tempo pracy, zaangażowania, ale nic nie zaszkodzi zrobić następną scyntygrafie... Po dwóch miesiącach od pierwszej scyntygrafii jest kilka przerzutów w kościach. 3 kwietnia mam pierwsze naświetlanie, które jest leczeniem paliatywnym. Następne naświetlania, lekarstwa i przepisane środki przeciwbólowe także są po to, aby przyczynić się do tego, aby mniej bolało [...]

Wpis z 7 kwietnia:
Wszyscy zmierzamy w jedną stronę tylko w innej kolejności. I jak dobrze, że niebo nie jest za punkty! „Kiedy człowiek jest bliżej tej drugiej strony widzi, że żyjemy nie zważając na samo życie. Śpimy, nie zwracając uwagi na to, co się nam śni. Patrzymy tylko na budzik. Interesuje nas wyłącznie mijający czas, posuwamy się do przodu, odkładając na potem to, czego naprawdę byśmy pragnęli. Koncentrujemy się na „potem”, nie na „teraz”... /Terezani/ Zostało mi mało czasu, ale postaram się jeszcze zadziwić, przerazić, wzruszyć, pobyć sama ze sobą, rozbawić kogoś do łez, pocieszyć, a może jeszcze zdołam zobaczyć polarne zorze, które obudzą mnie ze snu... Kilka dni spędziłam w Bydgoszczy. Mam kolejną metę tym razem do wątroby... Zmiana leczenia, które nie zmieni sedna sprawy, co najwyżej opóźni... Życie jest wspaniałe i okrutne. Życie to również śmierć. Moja choroba jest dobrem czy złem? Jest, i to jest najważniejsze! Gdyby jej nie było nie postawiłabym sobie wielu pytań, które mają dla mnie zasadnicze znaczenie. Tylko ból skłania do zadawania sobie pytań.


czwartek, 3 kwietnia 2014

Na ojcowskim szlaku

Dzisiaj dotarła kartka, którą Pierworodne Szczęście wysłało do mnie 12 lutego (data stempla pocztowego!!!). Wiem, jak było jej przykro, że nie doszła na urodziny, które obchodziłem pod koniec lutego. Ale co tam, potwierdza się stara zasada, że co się odwlecze nie uciecze. 
Dla takich drobnych gestów, dla tych kilku skreślonych słów na kartce, warto być ojcem. Powiem więcej: uwielbiam być tatą, choć... coraz częściej zaczynam myśleć o zostaniu dziadkiem. Niestety, tych spraw nie mogę wziąć w swoje ręce /śmiech/. Wypada mi tylko cierpliwie czekać.

PS. Patrząc na zdjęcie uświadomiłem sobie, że zbyt często postrzegam moje dzieci, jak to słoniątko.