niedziela, 23 marca 2014

Jubileusz podzielny przez trzy i dziewięć

Pan C. pod powłoką twardości i zdecydowania widzianych od zewnątrz, tak naprawdę ma naturę wrażliwca. Dla wielu pewnie to wada i skaza, której nie powinien ujawniać, a tym bardziej się z nią obnosić, ale co tam... niech inni mają z tym problem.
W miniony piątek wszyscy zachwycali się pogodą, kwiatami, ciepłem i dłuższym dniem oraz rozpoczynającym się weekendem. Natomiast Pan C. uruchomił wehikuł czasu i przeniósł się o dwadzieścia siedem lat do pewnej soboty, która przypadała wtedy w pierwszy dzień wiosny. Za oknem nie było już śniegu. ale było dżdżysto i ponuro, jak dzisiaj. Koleżanka Małżonka od dziewiątej rano odczuwała skurcze zwiastujące rozwiązanie. Pan C. marzył, by pierwszym dzieckiem była dziewczynka. To pragnienie było wręcz obsesyjne, bo w jego rodzinie, jak dotąd, rodzili się sami chłopcy. Brat Pana C. stracił nadzieję na córkę po czwartym synu. Siostra też miała syna, więc teraz wszystko - nomen omen - było w jego rękach.
Koleżanka Małżonka znała nastawienie Pana C. i obawiała się możliwego rozczarowania. Pogotowie było już drodze, gdy Koleżanka Małżonka powiedziała do niego:
- Ale wiesz przecież, że może się nam urodzić chłopiec?
- Oczywiście! Nieważne, co się urodzi, najważniejsze, żeby dziewczynka... znaczy się, żeby było zdrowe - szybko poprawił się Pan C.


Ty bowiem utworzyłeś moje nerki,
Ty utkałeś mnie w łonie mej matki.
Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie,
godne podziwu są Twoje dzieła.
I dobrze znasz moją duszę,
nie tajna Ci moja istota,
kiedy w ukryciu powstawałem,
utkany w głębi ziemi.

/Psalm 139, 13-15, BT/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz