czwartek, 27 lutego 2014

Odwiedziny

Około trzynastej nie mógł się oprzeć i pojechał do niej. Nie odwiedzał jej od listopada. Nie, żeby zapomniał, albo uznał, że jest nieważna. Zawsze przyjmowała go z otwartymi ramionami i nie czyniła wyrzutów. Czasami tylko cicho mówiła na powitanie: Długo cię nie było, tęskniłam.
Chłodny powiew wiatru od strony pobliskiego jeziora smagał mu policzki. Zatrzymał się o dwa kroki od niej. Przez chwilę stał w milczeniu, jakby nasłuchiwał, co mu tym razem powie. Niespiesznie wyjął znicz, ale taki bez tandetnych ozdób. Zapalił go i drżącą ze wzruszenia ręką postawił na kamiennym nagrobku.
Wariat? W żadnym razie.
Przyjechał do tej, która pięćdziesiąt trzy lata temu, w szczęśliwym bólu wydała go na ten najlepszy ze światów. Był właśnie poniedziałek i podawano szpitalny obiad. Zapach mielonych z ziemniakami i zasmażaną kapustą przyspieszył poród.
Kilkanaście minut później donośnym krzykiem obwieścił swoje narodziny.

Zobacz też: PASTELOWY (S)POKÓJ




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz