sobota, 4 stycznia 2014

O usiłowaniu

Na rynku wydawniczym roi się od książek i filmów opisujących w uproszczonej formie alternatywną historię świata, funkcjonowania władzy i Kościoła. Człowiek już tak ma, że szczególne zainteresowanie wzbudza w nim zbrodnia, wojna, katastrofa, czy choćby dostęp do tajemnej wiedzy. Posłuch zyskują błyskotliwi kreatorzy fikcji, jak Dan Brown, który dzięki temu zyskał rozgłos i pieniądze. Wypada uczciwie przyznać, że jego powieści czyta się z przyjemnością, a jeszcze milej ogląda nakręcone na ich podstawie filmy.
I jak tu przyjąć, że w zalewie taniej sensacji i sprzyjaniu tanim gustom, możliwe jest przebicie się prawdy o rzeczywistych okolicznościach, w jakich nie doszło do popełnienia grzechu pierworodnego? Otóż można, jeśli się tylko dopuści odrobinę wyobraźni, szczyptę poczucia humoru i krztynę dobrej woli. Ostatnio stało się modne posługiwanie tak zwanym eksperymentem myślowym. Pan C., występujący tu w roli narratora, podchodził do tego dość sceptycznie, ale nie byłby sobą, gdyby nie spróbował.

Upłynęło już kilka miesięcy od stworzenia nieba, ziemi i wszystkiego, co napełniało świat. Centrum wszystkiego był ogród Eden i dwoje ludzi, których Najwyższy postawił na szczycie wszelkiego stworzenia. Marian, najpierwszy ze wszystkich ludzi, i Hela, kość z jego kości, wiedli żywot spokojny i beztroski. Ale jak to z tą beztroską bywa diabeł tkwił w szczegółach, które beztroskę zamieniły w troskę, a nawet zgryzotę Heli. Zmysł smaku był udziałem Heli w większym stopniu niż Mariana. Lubiła pożywiać się rożnego rodzaju owocami, które rosły w Edenie i codziennie po wielokroć sprawiała przyjemność swemu podniebieniu. Niestety, w ślad za tym pojawiły się pierwsze fałdki tłuszczu, który ku jej zgryzocie odłożył się na udach, brzuchu, czy ramionach.  Najmniej wszedł w piersi, choć tu byłby najmilej widziany.
- Marian, spójrz proszę i powiedz, czy nie jestem zbyt gruba?
- Ależ, Heluś - żachnął się Marian - własnie taka jak teraz podobasz mi się najbardziej.
- Tak, ale te moje pośladki… no taki pasztet?! - dalej narzekała. - Poza tym zobacz - tu wzrokiem wskazała na swój biust - czy nie uważasz, że wyglądałby lepiej, gdyby był większy?
Ten dialog podsłuchał Pawian, który kombinował, w jaki to sposób pozyskać sojuszników w buncie przeciwko Gospodarzowi Edenu. Okazja się nadarzyła, gdy Hela samotnie spacerowała po ogrodzie i wypatrywała smakowitych owoców. Ku jej niekłamanej rozpaczy apetyt nadal dopisywał. Właśnie przechodziła obok drzewa, z którego nie wolno było im spożywać owoców. W tym momencie najbardziej obiektywny narrator musi przyznać, że owoce tego drzewa wyglądały kusząco, a Hela prowadziła wewnętrzną walkę, by bezwiednie nie zerwać choćby jednego.
- Dzień dobry, Helu - zagadnął uprzejmie Pawian. - Czy to prawda, że Gospodarz zabronił wam spożywać owoców z tego drzewa?
- Owszem - odpowiedziała Hela zaskoczona obecnością tego dziwnego interlokutora - nie możemy jeść z tego drzewa, ani nawet go dotykać, abyśmy nie pomarli.
- Nie ma takiej opcji, nie pomrzecie - powiedział Pawian z przekonaniem. - Gospodarz wie, że owoce z tego drzewa są dobre na odchudzanie, ale w swej zazdrości nie chciał, abyś skorzystała z ich dobrodziejstwa. Woli je eksportować do innych ogrodów.
- Naprawdę? Myślisz, że chciałby nas oszukać? - pytała z niedowierzaniem Hela.
Pawian wymownym spojrzeniem zmierzył Helę z góry na dół tak, że poczuła to w miejscach, które były jej największym kompleksem.
- A tak na marginesie - zagadnął - to jak tam ta twoja dieta i odchudzanie?
Na te słowa Hela poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. Zacisnęła pięści, przymrużyła oczy i wycedziła przez zaciśnięte zęby:
- Pawian, spierdalaj na drzewo!

Drzewo Pawiana

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz