czwartek, 9 stycznia 2014

Afryka dzika*

Uniwersytety honorują zacnych uczonych, a czynią to zazwyczaj wtedy, gdy zastępy ambitnych uczniów zajęły miejsca mentorów.
Profesor Pawłowski, brat Antosia Pawłowskiego**, był podróżnikiem, który znał Afrykę od podszewki. Nie było miejsca, którego by nie znał i O każdym z nich mógł godzinami opowiadać z pasją i znawstwem. Zdrowie zmusiło go do rezygnacji z pracy na wydziale geografii, który zorganizował i któremu przez wiele lat przewodził. Schorowany i zmęczony życiem przeszedł na zasłużoną emeryturę. Kilka miesięcy później wychowankowie, wdzięczni za wykształcenie i ustąpienie im miejsca, zorganizowali konferencję naukową poświęconą jego dorobkowi. Profesor ze wzruszeniem słuchał referatów, którego przypominały jego prawdziwe i mniej lub bardziej wydumane osiągnięcia. Prowadzący konferencję zwrócił się do swojego mistrza:
- Panie profesorze! Byłoby nam niezmiernie miło, gdyby zechciał pan opowiedzieć teraz jedną ze swoich afrykańskich przygód, o których wiele słyszeliśmy.
Dwóch byłych doktorantów pomogło wstać profesorowi i podprowadziło go na podwyższenie. Usiadł na fotelu, wziął do ręki mikrofon, wzrokiem ogarnął salę, wziął głęboki oddech i drżącym głosem zaczął opowiadać.
- Pamiętam, jakby to było wczoraj. Byłem pierwszym z całej ekipy, który wstał i opuścił namiot o brzasku. Przeciągnąłem się, zrobiłem kilka skłonów i przysiadów.
- Profesor zawsze był wysportowany - dobiegły głosy z sali.
- Poszedłem nad strumień - kontynuował - który płynął kilkanaście metrów od obozowiska. Pochyliłem się, by nabrać w dłonie wody i dokonać porannych ablucji, gdy kątem oka dostrzegłem po drugiej stronie strumienia lwa.
Po sali rozległ się szmer zadowolenia. Słuchacze czuli, że za chwilę usłyszą niesamowitą opowieść o tym, co było udziałem profesora.
- Momentalnie się wyprostowałem - mówił profesor Pawłowski. - Lew zrobił krok do przodu, ja krok do tyłu. Lew znów krok do przodu, ja krok do tyłu. Czułem, jak adrenalina spręża moje ciało. A lew znów krok do przodu… zesrałem się.
- Ależ panie profesorze - próbował ratować sytuację prowadzący - kto wie, co nam by się przytrafiło podczas spotkania z lwem. Żaden z nas nie dorównuje panu odwagą.
- Ależ ja nie wtedy… tylko teraz - wyjaśnił wyraźnie rozluźniony profesor.

 * Opowieść zasłyszana i zapamiętana we wrześniu 1996 roku w Sankt Petersburgu i na nowo dziś opowiedziana .
** Antoś Pawłowski - bohater nowego cyklu opowiastek Pana C. Postać prawdziwa, choć doniesienia o  jego wyczynach obrosły legendą i nie wiadomo, gdzie prawda, a gdzie fantazja opowiadających.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz