wtorek, 16 grudnia 2014

Cokolwiek się powie o kobiecie – jest prawdą* (587)

W nielicznych chwilach względnego spokoju, jakie zdarzają się w godzinach pracy, Hela przegląda niektóre zakamarki internetu. Nie są to miejsca szczególnie ambitne, ale takie, które w krótki i dowcipny sposób przekazują oczywiste mądrości o życiu, kobietach i mężczyznach.
Własnie trafiła na niżej cytowaną mądrość:
"Ludzie dzielą się na trzy kategorie: młodych, dojrzałych i tych, którzy dobrze wyglądają".
Ciekawe, do której kategorii się zaliczam?  pomyślała i z nostalgią spojrzała przez okno. Tę zadumę przerwał Pan C. przyjaciel jej Mariana.
 A ty, co tutaj robisz?  zapytała.
 Byłem w pobliżu i pomyślałem, że jeśli nie będziesz zbytnio zajęta, to napiję się z tobą herbaty.
 Nie ma sprawy. Zaraz coś zaparzę  powiedziała Hela. 
Pan C. bacznie się ją obserwował, gdy wstała, by przygotować filiżanki i zagotować wodę.
 Co tak mi się przyglądasz?  zapytała czując na sobie jego wzrok.
 Musze przyznać, Helu — odpowiedział lekko zakłopotany — że... dobrze wyglądasz.

*Friedrich Nietzsche

niedziela, 7 grudnia 2014

Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon* (585)

M. postanowił wrócić do snu, z którego wyrwało go potknięcie o pufę. Nie lubi zostawiać niedokończonych spraw, a zwłaszcza tych, które wzbudzają w nim silne emocje i ciekawość. 

Pod plecami poczuł miękkość dywanu, której jakoś nie kojarzył z tym, co widział każdego dnia pod stopami. 
 Co ty wyprawiasz?! — powiedział nieznajomy z ironią. — Nie musisz przede mną uciekać. Powiem więcej: nie powinieneś.
— Dziwi się pan? — powiedział M. przyjmując pomocną dłoń i otrzepując się jakby chciał strzepnąć piasek w ubrania. — Zjawia się pan nie wiadomo skąd, nie wiem kim jest i co chce ode mnie.
Nieznajomy ponownie rozsiadł się w fotelu należącym do M. i gestem wskazał mu miejsce na kanapie. M. usiadł. Targał nim gniew, ale jednak zwyciężyła ciekawość.
— Wyczuwam, że skoro wróciłeś do przerwanego snu, to chcesz wiedzieć, po co tu jestem — powiedział nieznajomy.
— W rzeczy samej — powiedział M. — Chciałbym wiedzieć przede wszystkim kim pan jest?
— Odpowiedź jest prosta i trudna zarazem. Cokolwiek powiem wyda się mało wiarygodne i nieprawdopodobne.
— Proszę spróbować jakoś to wszystko sensownie wyjaśnić — nalegał M.
— Zacznę od tego, że bardzo lubisz "Mistrza i Małgorzatę"...
— To prawda, ale jaki to ma związek z tą sytuacją.
— Jakby ci tu powiedzieć, żebyś właściwie to przyjął.
—  Najprościej, jak tylko pan potrafi — powiedział M.
Nastała cisza. Była tak dojmująca, że M. słyszał korniki  drążące drewnianą podłogę. 
— Jestem Woland — przedstawił się nieznajomy.
— Wolne żarty — zaoponował M.
— Niekoniecznie, mój drogi. Weź pod uwagę, że sytuacja w jakiej się znalazłeś nie jest żartem. Nie przyszedłem, by wyprawiać jakieś brewerie podobne tym, które zmyślił i opisał Bułhakow. Przez jakiś czas będę twoim szczególnym kompanem i rozmówcą. Dziś tylko kilka podpowiedzi wprowadzających w naszą znajomość.
Wypowiadając ostatnią kwestię uśmiechnął się, choć w oczach nie było żadnego uśmiechu. Były bez wyrazu. M. poczuł, jak zimny dreszcz przeszywa go od stóp do głów.
— Pamiętasz ostatnie kuszenie opisane w ewangeliach? — zapytał Woland.
— Oczywiście, ale nie odbywam czterdziestodniowego postu, nie jestem Jehoszua Ha-Nocri... nie jestem żaden Mashiah!
— Nie jesteś — potwierdził spokojnie Woland. — Zważ jednak, że historia lubi się powtarzać.
— Chyba jako farsa — skwitował M.
— Niekoniecznie — powiedział Woland.
W tym momencie M. poczuł, jak jakaś niewidzialna siła porywa go z miejsca i wyciąga przez okno. Unosił się w powietrzu tak, jak w snach z dzieciństwa. Pożałował, że zechciał rozwikłać zagadkę snu. 
— Nie obawiaj się — usłyszał głos Wolanda — pokażę ci to, co może stać się twoim udziałem. Jeśli tylko zechcesz.
— Dlaczego miałbym tego chcieć?
— Znalazłeś się w sytuacji granicznej. Jeszcze nie jesteś świadomy, ale stanąłeś na cienkiej linii oddzielającej to, co znasz i w czym tkwisz od ponad pięćdziesięciu lat, od tego, co jest równoległe, nie mniej realne, choć niewidoczne.
W dole majaczyło miasto spowite nocą. Świetlne iluminacje zdobiły kościoły, budynki publiczne i pomniki, a oświetlonymi ulicami mknęły samochody. M. widział, że zniżają lot i zbliżają się do ratusza, który po raz pierwszy miał okazję widzieć z tej perspektywy. Stanęli na placu przed siedzibą władz miasta.
— To wszystko — powiedział Woland wykonując gestem wokoło —  łącznie z miastem, jest moje. Ludzkie namiętności, żądza władzy i pieniądza są w moim wyłącznym zarządzaniu. Widzisz ile banków jest w pobliżu siedziby władz miasta? To wszystko jest w szczególnym układzie ze sobą, choć nie wszyscy są tego świadomi. Zarządzam tym wszystkim, bo jestem panem pogranicza. 
— W jakim sensie jest twoje? To ludzie tworzą dobra, pomnażają dochody i wybierają władzę....
— Tak, tak — zaśmiał się Woland — takie jest oficjalne mniemanie. 
Stojąc na wprost ratusza Woland spojrzał na M. i zapytał:
— Czy chciałbyś, aby to, co w tobie w tak niespodziewany sposób zamieszkało, przestało cię dręczyć i zaprzątać emocje?
— Skąd pan o tym wie?
— Wiem wszystko. Jeśli tylko się zgodzisz, to po wyborach zyskasz dwie rzeczy: pozbędziesz się nieproszonego gościa i wprowadzisz się do tego budynku przed nami. Będziesz miał udział w zarządzaniu ludzkimi namiętnościami i pieniądzem, które tak naprawdę są różnymi obliczami tego samego.
— Czy to rodzaj propozycji nie do odrzucenia?
— Możesz odrzucić, ale... czyż tak naprawdę nie chcesz jej przyjąć? 




* Ewangelia według Mateusza 4,9 (BT)

sobota, 6 grudnia 2014

Maniak z kamieniem alchemika (584)

Są okoliczności, w których bezwiednie poddajemy się temu, co współgra z naszymi emocjami. Wystarczy usiąść w fotelu, zamknąć oczy i... słuchać.


/.../ For all of you who must discover,
For all who seek to understand,
For having left the path of others
You find a very special hand.
And it is a holy thing, 

and it is a precious time
And it is the only way
Forget-me-nots among the snow, 
it's always been and so it goes
To ponder his death and his life eternally /.../

piątek, 28 listopada 2014

Bogiem a prawdą (583)

Właśnie przed chwilą zauważyłem, że pojawiło się kolejne wyświetlenie bloga. Numer, jaki pokazywał licznik składał się z sześciu dwójek. Tyle wyświetleń miało miejsce odkąd przeniosłem się z wordpressa na blogspot. Statystyki mnie nie obchodzą (ponoć), ale Bogiem a prawdą miło jest widzieć zainteresowanie odliczane przeskakującymi cyframi.


środa, 19 listopada 2014

Śmierć - jed­na z nielicznych, niepoz­na­nych rzeczy, która nie kusi* (580)

Przed bardzo wielu laty, gdy Pan C. był pilnym studentem filozofii miał zajęcia z lektoratu języka łacińskiego. W zajęciach tych uczestniczył też Roman, który z łaciną klasyczną radził sobie w sposób mniej niż umiarkowany. Podczas jednych z zajęć studenci po kolei tłumaczyli łacińskie sentencje. Romkowi przypadła w udziale fraza memento mori**.
- Jakby pan przetłumaczył tę sentencję? - zwrócił się do Romka wykładowca.
Twarz Romka wyrażała kompletną pustkę. Nerwowo rozejrzał się wokół, ale nikt nie był w stanie mu podpowiedzieć, gdyż pytający stał o krok od niego.
- Panie Romanie... - ponaglał.
- Więc tę sentencję... - zaczął dukać Romek - możemy przetłumaczyć... 
- Zna pan tłumaczenie?
- Tak - potwierdził Roman. - tłumaczymy ją jako... "nie zapomnij umrzeć".


* panna.filozof (z sieci)
** memento mori (łac.) - pamiętaj o śmierci

sobota, 15 listopada 2014

Męski kod ubioru (578)

Pan C. uważał, że jest w miarę oczytany, że zna z grubsza różne trendy intelektualne, modowe i tym podobne. Nie straszne mu były gendery, dżendery, qeery tudzież inne diabły i szatany. Cały spokój i wszystko, co było dotąd pewne jak amen w pacierzu, legło w gruzach, gdy stanął przed taką oto reklamą. Czy, aby być postrzeganym jako mężczyzna powinien od teraz ubierać się w damskie ciuchy?!



niedziela, 9 listopada 2014

Sny za­leżą od po­zyc­ji śpiącego* (577)

M. wsunął klucz w zamek, dwukrotnie przekręcił, nacisnął klamkę i lekko pchnął drzwi do środka mieszkania. Przekroczył próg, postawił torbę, zdjął płaszcz i powiesił go na wieszaku. Już miał iść w głąb, gdy poczuł bliżej nieokreślony przyjemny zapach. Nozdrzami mocniej wciągnął powietrze.
- Dziwne - mruknął do siebie.
Wszedł do salonu, w którym panował półmrok. Podszedł do okien i podciągnął rolety. Odwrócił się i stanął jak wryty. W jego ulubionym fotelu siedział mężczyzna w czarnym jak sadza garniturze, takimże krawacie i śnieżnobiałej koszuli. Uderzała nieskazitelna czerń bez pyłków i jakichkolwiek zagnieceń. 
- Jak się pan tu dostał? I tak w ogóle, co pan tutaj robi?! - zapytał M. z wyraźnym zdenerwowaniem w głosie.
Intruz uśmiechnął się życzliwie i niespiesznie podniósł z fotela. Postąpił krok ku M., który dopiero teraz zauważył, że buty intruza są oblepione obrzydliwą mazią. Na podłodze były ślady kroków, a wokół unosił się ten sam dziwny zapach, który przykuł jego uwagę zaraz po wejściu do mieszkania. Teraz odczuwał go intensywniej.
- Zagoszczę u ciebie na dłużej - powiedział nieznajomy.
Wyglądał na zadbanego pięćdziesięciolatka, choć mógł mieć znacznie więcej. Gładko ogolona twarz, ciemne oczy, gęsta przycięta czupryna pokryta szronem.
- Jeśli natychmiast nie opuści pan mojego mieszkania zmuszony będę wezwać pomoc.
- Doprawdy? - intruz odpowiedział ironią. - Może jednak się nieco uspokoisz? Jak powiedziałem wcześniej, spędzimy ze sobą nieco czasu. Jak mnie bliżej poznasz, to nawet polubisz.
- Żartuje pan...
- Skończ z tym oficjalnym tonem! Od dłuższego czasu jestem częścią twojego życia. Przyjmij to do wiadomości i na razie nie próbuj dociekać dlaczego. Wszystko w swoim czasie.
- Jak to?
- Jestem twoim najmroczniejszym snem, ale nie przejmuj się. Można ze mną żyć... chyba.
Wypowiadając te słowa mężczyzna postąpił dwa kroki w kierunku M. Ten cofnął się, lecz nie zauważył stojącej za nim pufy. Wystrzelił ramionami w górę i poczuł jak pada bezwładnie na plecy.

M. obudził się z krzykiem. Po chwili zorientował się, że leży na prawym boku z podkurczonymi kolanami. Serce waliło jak młotem. Oddychał głęboko. Po chwili się uspokoił. Pod głową wyczuł poduszkę, a na sobie cienką kołdrę.
Rozpoczął się kolejny dzień.


Dom Wolanda


*Stanisław Jerzy Lec

piątek, 7 listopada 2014

Życie jest naprawdę proste, lecz upieramy się by je komplikować* (576)

Po kilkudniowym przygotowaniu Marian poszedł na zlecone badania USG. Towarzyszyła mu Hela, która chciała dopilnować, by nie uciekł sprzed drzwi gabinetu lekarskiego. Po zgłoszeniu swojej obecności Marian usiadł na krześle przy drzwiach numer sześć. Hela pozostała przy recepcjonistce, z która ucięła sobie niezobowiązującą pogawędkę.
- Wie pani - mówiła kobieta spragniona słuchacza - jestem tak uzależniona od smartfona, że muszę go mieć cały czas pod ręką.
- Ale dlaczego? - zapytała Hela z lekkim zdziwieniem.
- Mam dostęp do e-maila i do facebooka. Zawsze ktoś może coś do mnie napisać, więc muszę być w zasięgu, by odpisać.
Hela słuchała z życzliwym zainteresowaniem, ale jej mina mówiła coś przeciwnego. Absolutnie nie rozumiała ekscytacji kobiety, która zauważyła to i przerwała słowotok. Wychyliła się ku Heli zapytała:
- A pani to jaki ma telefon?
- Nic szczególnego - odpowiedziała Hela. - Mam taki zwykły do dzwonienia i odbierania  rozmów. Czasami piszę esemesy. Służy mi także jako budzić. Ot i wszystko.
- Może pani pokazać? - poprosiła recepcjonistka.
Hela sięgnęła z torebki telefon i położyła na kontuarze.
- Ależ to blackberry! - wykrzyknęła fanka smarfonów i oklapła, jakby zeszło z niej całe powietrze.

Światełko w tunelu
*Konfucjusz

wtorek, 4 listopada 2014

Twarz buraka jest nieskalana myślą* (575)

- Ściągnęłam cię myślami - powiedziała kobieta do mężczyzny, który stanął w drzwiach jej mieszkania.
Zaskoczony uwagą kobiety zapytał:
- Co znaczy "ściągnąć myślami"? Możesz mi to przybliżyć?
- Hm... jakby ci to wytłumaczyć - powiedziała kobieta marszcząc czoło. - Bardziej to czuję niż wiem.
- Czy ściąganie myślami przypomina ściągnięcie brwi, gdy jest się zagniewanym?
- Nie! - zaprzeczyła kobieta. - To zupełnie coś innego.
- Jak ściągnięcie ciężaru z barków?
- To już bliższe właściwemu znaczeniu, ale powinno mieć bardziej pozytywny wydźwięk.
Mężczyzna nieznacznie się uśmiechnął, co nie uszło uwadze kobiety.
- Czyżbyś pomyślał jeszcze o czymś innym?
- Może to jest, jak... ściągnięcie tobie majtek?
Purpura pokryła twarz kobiety.
- Burak! - syknęła.


*Nonsensopedia

poniedziałek, 3 listopada 2014

Dziecięce uwiel­bienie dla ba­lonów jest tak wiel­kie, że wielu do­rosłych uk­ry­wa choć je­den w so­bie* (574)

Pan C. nie lubi odwiedzać cmentarzy na przełomie października i listopada. Omija je szerokim łukiem, by nie narażać się na zgiełk i targowisko próżności, w jakie zamieniają się cmentarze. Wybiera miejsca ciche i spokojne, jakim są ostępy leśne. Las i lekki szum wiatru, to wszystko, co daje mu spokój i odprężenie.
Jakżeż był zaskoczony, gdy pośrodku lasu spotkał samotnie spacerującego Mariana.
- A ty co tutaj robisz? Nie jesteś na grobach?
- Z Helą załatwiliśmy wszystko dzień przed dniem Wszystkich Świętych.
- I słusznie - skwitował Pan C. i zaczął się baczniej przyglądać przyjacielowi. Jego twarz wydawała się jakaś tak szara, oczy i policzki lekko zapadnięte, a i cały był jakiś taki skurczony w sobie.
- Wszystko u ciebie w porządku? - zapytał po chwili.
- Tak - potwierdził Marian. - Generalnie tak... Dlaczego pytasz?
- Bo wyglądasz, jakoś tak... jakby zeszło z ciebie powietrze.  
- Też mi coś! - żachnął się Marian. - Pojutrze mam badanie USG brzucha. Ciekawe, jak byś się czuł i wyglądał, gdyby lekarz zalecił ci przed badaniem zażywanie codziennie po dwanaście tabletek espumisanu?


Basen wypełniony powietrzem

niedziela, 26 października 2014

To męska rzecz być daleko, a kobiety wiernie czekać* (572)

Kilka dni temu Pan C. był świadkiem zaskakującej w formie rozmowy Heli z Marianem. Właściwie to znając tych dwoje nie powinien być zdziwiony, a... jednak. 
- Nie lubię, gdy wyjeżdżasz - powiedziała Hela z widocznym rozżaleniem.
- Ale przecież zawsze wracam. To tylko kilka dni - powiedział Marian dopinając torbę.
- Mam to gdzieś! - fochnęła Hela i odwróciła się w kierunku okna.
Nie byłaby sobą, gdyby po chwili nie podeszła do Mariana i nie zadała przygwożdżającego pytania:
- Wiesz, co bym zrobiła na twoim miejscu, gdybym miała wyjechać bez ciebie?
Marian trwał w oniemieniu, jak ryba wyjęta z wody.
- Ale, co niby byś zrobiła? - zapytał rzutem na taśmę.
- Nie mogłabym tak, jak ty zostawić mnie i spokojnie wyjechać. Na twoim miejscu to bym się... pochlastała.

Bez związku z wpisem. Podróżny fotozapis.



* Alicja Majewska, Jeszcze się tam żagiel bieli

piątek, 24 października 2014

Krótkie pi­sanie bie­rze się z le­nis­twa czytelników* (571)

Świat opisywany i zamykany w słowach kurczy się niepomiernie, choć zdawać by się mogło, że jest wprost przeciwnie. Internet, portale społecznościowe, portale informacyjne, interaktywna telewizja, cuda niewidy wianki na wodzie... Im więcej technologii, tym mniej tekstów godnych przeczytania.
Przed bardzo wielu laty, gdy era Gomułki przechodziła w dekadę Gierka, Pan C. rozsmakował się w czytaniu i spotkaniach ze światami znajdowanymi w książkach. Do dziś pamięta zapach papieru pokrytego farbą drukarską i ten szczególny łachot odczuwany w nozdrzach, koniuszkami uszu i z tyłu głowy. Po otwarciu książki wyłączał się i przenosił w inny wymiar. Czas i przestrzeń otoczenia ulegały zawieszeniu.
Dziś o poranku czytał gazetę. Niby nic szczególnego, bo gazety w formie papierowej jeszcze się ukazują, choć w coraz mniejszych nakładach. Sam zresztą korzysta ze zdobyczy technologii, ale książka, czy gazeta w formie papierowej nadal stanowią dla niego frajdę. W pewnym momencie, gdy doczytywał jeden z artykułów, pomyślał, że jest mastodontem lub co najmniej przedstawicielem jakiegoś gatunku na wymarciu.


*Jacek Wejroch


środa, 22 października 2014

Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie, w tym właśnie sęk!* (568)


*Michaił Bułhakow
_____________________________________
Dopisek
Czuję się w obowiązku wyjaśnić, że w ostatnim czasie nikt z moich bliskich nie odszedł. Powyższy wpis jest emocjonalną reakcją na jesień, mgłę, opadające liście... świadomość przemijania.


środa, 15 października 2014

Wizjoner* (567)

Mam szczęście trafiać na zaskakujące teksty, które są swoistego rodzaju studium przypadku. Gumtree to siedlisko ludzi naiwnych, ofiar losu, optymistów i... wizjonerów*. Z kimś o usposobieniu tego ostatniego mamy do czynienia w poniższym zrzucie ekranu. Przedstawiona treść najwięcej i najdobitniej mówi o autorze ogłoszenia. Wystarczy kliknąć w zdjęcie, by je powiększyć.
Niebieskie podkreślenie: Caddi

Case study

wtorek, 14 października 2014

Ryzyko oczywiście przysłowiowo* (566)


Wypis z ogłoszeń na portalu Gumtree. Szczególne poczucie humoru PT Autora i styl ogłoszenia oryginalne. Robin Hood z kompanionami wykazywali się większą finezją w łupieniu.
Podkreślenia i kwadratowe nawiasy: Caddi.


Szukam osoby, która pożyczy [mi] pieniądze lub podjęła by, ryzyko oczywiście przysłowiowo*[i] wzięła by na siebie kredyt, oczywiście ja spłacam uczciwie, [...] obiecuję dużą prowizję, wszystko zależy od kwoty, kto pomoże opłaci się, bo zarobisz. Tylko poważne i konkretne propozycje.

Las Sherwood

sobota, 11 października 2014

Miłość – wieczna wiosna kobiety i wieczna jesień mężczyzny* (565)



* Helen Rowland, Love is woman's eternal spring, man's eternal fall.

PS. Niepisany powód, dla którego Zuzanna wróciła do Pana C., to jesień i chłodne noce. Jezioro i szuwary to niezbyt zdrowe miejsce dla kogoś w jej wieku. Jednak to, co najciekawsze zostanie dopiero opowiedziane. Gorąca kąpiel, szlafrok i szklaneczka czegoś mocniejszego zawsze rozwiązuje jej język i skłania do zwierzeń.


niedziela, 5 października 2014

Każdy by przysiągł, że płocha, zalotna, że zmienia kochanków jak rękawiczki; łakome żądze gonią, gdziekolwiek wionie przelotny cień jej spódniczki* (564)

Spotkał ją.
Nie spodziewał się tego i nic nie wskazywało, że znów się pojawi w jego życiu.
Szedł utwardzoną ścieżką wzdłuż północnego brzegu jeziora. Przybrzeżną taflę wody zdobiły trzciny, tatarak i coraz liczniejsze liście, forpoczta jesieni.
- Cześć, Panie C. - usłyszał za plecami.
Zaskoczony niespodziewanym powitaniem odwrócił się, ale nikogo nie dostrzegł. Głos wydał mu się niepokojąco znajomy.
- Zuzanna? - zapytał niepewnie.
Spostrzegł, jak ktoś przedziera się przez szuwary i zmierza w jego kierunku. To była ona, nic a nic się niezmieniona, tyle że mokra. Żywiej zabiło mu serce i musiał odczekać chwilę, aż wyrówna się oddech.
- No co się tak przyglądasz? Ducha żeś zobaczył? - zapytała najwyraźniej rozbawiona jego zdumioną miną.
- Nie, ale nie spodziewałem się ciebie. Zniknęłaś tak nagle.
- Nie byłam ci potrzebna, ale czuje w starych kościach, że znów nadszedł mój czas.

Zabrał ją do domu. Zmoczone łachmany wrzucił do pralki, napuścił gorącej wody do wanny, by wygrzała wychłodzone ciało. Po pół godzinie przyszła do salonu otulona ciepłym szlafrokiem, który kupił jej przed trzema laty. Usiadła z podkurczonymi stopami na fotelu. Zawsze tak robiła, gdy opiekowała się Panem C. Sięgnęła szklaneczkę ballantinesa, który już na nią czekał.
- To opowiadaj - powiedziała po pierwszym łyku.
- Ale co mam opowiadać?
- Nie ściemniaj! Wiesz, że nie byłoby mnie tutaj.
- No dobrze... Marian i Hela wyjechali.

Marian i Pan C., małoletni sprawcy podpalenia stodoły.
W tle samochód milicji, która przyjechała z powiatu, by przesłuchać piromanów.

Fot. Gazeta Poznańska


*Kazimiera Iłłakowiczówna, Zuzanna

ZUZANNA ODNALEZIONA
CHWILE Z ZUZANNĄ


sobota, 4 października 2014

Spotkałem kogoś, kto jest szczery [...]. Zdumiało mnie to* (563)

W minioną środę Pan C. spotkał się w akademiku z Dzieckiem Płci Właściwej, z którym nie widział się prawie dwa tygodnie. Wizyta miała charakter roboczy. Rozpoczynający się rok akademicki wymagał dostarczenia wyposażenia niezbędnego do wiedzenia spokojnego (?) życia studenckiego.
Po rytualnym "Cześć, tato" syn zaczął baczniej przyglądać się ojcu.
- Byłeś u fryzjera?
- Tak, tydzień temu.
- U tego samego, co zawsze? - dopytywał.
- Coś mnie podkusiło i poszedłem do innego salonu - przyznał Pan C. - Nie jestem zadowolony.
- Szczerze mówiąc... dobrze to nie wygląda.

François Cluzet


czwartek, 2 października 2014

Dla mężczyzn palenie jest potrzebą, u kobiet to kokieteria* (562)

Pan C. odwiedził instytucję, która zajmuje się szeroko rozumianym zdrowiem i jego profilaktyką.
 Wychodząc został bezczelnie zaczepiony wzrokiem przez dziewczynę z plakatu.
Minął ją bez słowa.
* Erich Maria Remarque


wtorek, 30 września 2014

Ksiuty* (561)

Pan C., gdy był jeszcze pisany "pan c." dużo czasu spędzał z mamą, która opiekowała się nim w systemie McDrive24h. Zawsze musiał mieć ją w zasięgu wzroku lub głosu, a wtedy się czuł bezpiecznie. Gdy skończył trzy lata ukochana rodzicielka postanowiła w ograniczonym zakresie wrócić do życia towarzyskiego. Ustaliła, że pan c. raz w tygodniu przez dwie godziny będzie pod opieką starszego rodzeństwa. 
Malcowi nie bardzo się to podobało i zaczął dopytywać:
- Dokąd idziesz, mamusiu?
- Idę na ksiuty
- To weź mnie ze sobą - nalegał ze łzami w oczach.
- Nie mogę. Ksiuty są tylko dla dorosłych.
Wyobraźnia dziecka nie mogła sobie z tym poradzić i w jakikolwiek sposób zwizualizować tego, czym są ksiuty, w których nie może uczestniczyć. Rozdzierające serce sceny rozgrywały się co tydzień i nie pomagało, że mama za każdym razem wracała.
Za którymś razem, gdy pan c. po raz kolejny chciał "pójść na ksiuty" mama wyraziła zgodę. Młodziutki pan c. z roześmianą buzią i przeszczęśliwy kroczył obok niej.
- Pamiętaj - uprzedzała - nie wolno ci się odzywać, ani wiercić. Musisz grzecznie i cicho siedzieć.
- Dobrze, mamusiu - obiecał pan c. przekonany, że będzie uczestnikiem czegoś niezwykłego i tajemnego.
Jakżesz był zaskoczony, gdy dotarli do domu pani Jadzi. Mama i pani Jadzia usiadły przy stole, a on usiadł na stołeczku ustawionym w kąciku. Gdy pani Jadzia wyszła do kuchni mama przypomniała panu c., by nie odzywał się, nie wiercił i nie hałasował. Kiwając głową potwierdził, że zrozumiał polecenie.
Po chwili wróciła pani Jadzia z kawą i ciastem.
Mama i pani Jadzia przez cały czas trwania ksiutów nie odeszły od stołu, popijały kawę, smakowały ciasto (sam też został poczęstowany) i rozmawiały o dzieciach, nieznanych mu koleżankach i dalszych znajomych. W ciągu tych długich dwóch godzin nie wydarzyło się nic, co wstrząsnęłoby jego emocjami i żadne nadzwyczajne zjawiska nie miały miejsca.
- Mamo... - powiedział pan c., gdy już wracali do domu.
- Tak syneczku?
- Już nigdy nie pójdę z tobą na ksiuty.
- A to dlaczego? Przecież tak bardzo chciałeś.
- Ksiuty są bardzo nudne.



*  W powyższym wpisie "ksiuty" użyte są w znaczeniu plotki, pogaduchy. Inne znaczenie to umizgi, zaloty, zalecanki, amory.


czwartek, 25 września 2014

Sztuka manipulacji (558)

- Marian, jestem lekko poirytowana tym, co zrobiłeś.
- Znów coś, o czym nie mam bladego pojęcia?
- Bez zająknięcia stwierdzasz, że nie wiesz o co chodzi?
- A co mam stwierdzać, skoro podnosisz problem nie wyjawiając na czym polega?
- Manipulujesz mną!
- Jakieś żarty...
- Robisz to w wyrafinowany sposób, ale przejrzałam cię.
- Kiedy to robię?
Zapadła cisza, a wyraz twarzy Mariana potwierdzał całkowitą pustkę w głowie.
- Dzisiaj zrobiłeś to po raz kolejny, ale dopiero przed chwilą sobie to uświadomiłam.
- Doprawdy?
- Tak! Zapytałam, czy smakowało ci to nowe danie, a ty odpowiedziałeś z taką charakterystyczną mniamniusią minką "Uwielbiam twoją kuchnię". W pierwszym momencie poczułam się nawet doceniona. ale przemyślałam wszystko. Teraz wiem, że masz w tym ukryty cel. Jeszcze nie wiem o co chodzi, ale jak się dowiem to porozmawiamy.

Wrzosowiska Kłomino

środa, 24 września 2014

Drabina Jakubowa* - wariacje na temat (557)

Pan C. po raz pierwszy ujrzał ten mural ponad miesiąc temu, choć z nieco większej odległości.
Wrażenie i trwoga, które poczuł można streścić słowami:
Ta drabina z dziewczyną zaraz runie! Biegnę ją podtrzymać!


*Rodzaju 28, 10-22



piątek, 29 sierpnia 2014

Pluralis singularis (547)

Pan C. po ciężkim dniu pracy wybrał się na spacer. Chciał rozprostować kości i nieco rozruszać zastałe mięśnie. Pogoda sprzyjała niespiesznej wędrówce, podczas której miał okazję przeglądać  się w witrynach mijanych sklepów. W pewnym momencie zobaczył kuszący napis "Gofry i lody". Wspiął się po schodkach i znalazł się w niewielkim pomieszczeniu sam na sam ze sprzedawczynią.
- Dzień dobry - powiedział na powitanie Pan C.
- Dzień dobry - odpowiedziała młoda dziewczyna podchodząc do lady. - Czym mogę panu służyć?
- Poproszę duże lody śmietankowe.
- Czy mógłby pan powtórzyć? - poprosiła dziewczyna.
- Poproszę lody śmietankowe*.
- Ale ile?
- Jak to ile?
- No przecież powiedział pan "lody" w liczbie mnogiej.




* lód, lody 

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Cukier krzepi*, wódka jeszcze lepiej (546)

- Marian, wiem, że czasami sceptycznie podchodzisz do mojego bzika związanego ze zdrową żywnością. Wiesz też, jaką wagę przywiązuję do tego, co i gdzie kupujemy.
- Czy ostatnio kupiłem coś, co nie spełniałoby tych wymogów? Zawsze zwracam uwagę na zawartość wszystkich "E" i te inne świństwa, które dodają.
- Ludzie utracili pierwotny instynkt przy wyborze jedzenia. Próbuję co nieco z tego ocalić.
- To prawda - skwitował Marian marszcząc ze zrozumieniem czoło - weź na przykład takiego psa lub kota...
- Psa? Co ty pleciesz, Maniek?
- No taki pies lub kot pije tylko wodę. Nalej mu kawy lub wódki to nawet nie spróbuje.
- Phi! Nie piją, bo nie wiedzą, co dobre. Zwierzęta są po prostu głupie.


*Przedwojenny slogan reklamowy autorstwa Melchiora Wańkowicza


środa, 20 sierpnia 2014

Pomocna sugestia (545)

Późnym popołudniem Marian w spokoju oddawał się lekturze ulubionego tygodnika. W tle leniwie migotał włączony telewizor, z którego wyzierały na Mariana gadające głowy polityków, a żołądek cichutko pomrukiwał syty zjedzonym obiadem. Było miło, przyjemnie i spokojnie, gdy z tego błogiego stanu wyrwał go głos Heli:
- Maniuś, gdybyś tak na moment podniósł głowę znad gazety...
- Czy coś się stało?
- Nie - odpowiedziała Hela - ale spójrz na ten stolik w kącie.
- Czy coś z nim nie tak? - zapytał i spojrzał we wskazanym kierunku.
- Wszystko w porządku, ale może byś zauważył, co na nim postawiłam?
Marian zmarszczył czoło, wytężył wzrok i zapytał niepewnie:
- Wazonik?
- No własnie - zaszczebiotała zalotnie. - Nawet nalałam już do niego wody...
- Ale po co?
- Bo, gdyby tak się zdarzyło i zechciałbyś kupić mi kwiaty to... wystarczy je tylko wstawić.




poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Ostatnia misja Apollo (544)

Ostatnią załogową misją na Księżycu oficjalnie był Apollo 17. Rok później, jak donoszą wyznawcy spiskowej teorii dziejów, amerykański departament obrony przy współudziale NASA zorganizował tajną misję Apollo 18. Do dziś wszystkie oficjalne czynniki amerykańskiego rządu zaprzeczają, że taka misja miała miejsce. Problem ze znalezieniem dowodów na potwierdzenie tego przedsięwzięcia wynikał ze znacznej modyfikacji księżycowego lądownika (LM), który znacząco różnił się od tych, które wcześniej wylądowały na srebrnym globie. 
Opisywana misja zamiast na Księżycu, zakończyła się kilkanaście kilometrów od Bornego Sulinowa. To własnie tam od czasów wojny Sowieci mieli tajną bazę z nuklearnymi pociskami. Gdy w 1992 roku opuścili Polskę, lądownik był jednym z niewielu przedmiotów, które nie zostały wywiezione do Rosji. Dobrze zachowany moduł księżycowy znalazł godne zastosowanie i stanowi zwieńczenie wieży jednego z kościołów. Odkrył to Pan C., gdy poszukiwał jadłodajni dla ubogich. Na szczęście, jak zawsze zresztą, miał przy sobie aparat i stosownie rzecz udokumentował.

Lunar Module, Apollo 18

piątek, 15 sierpnia 2014

Sennik egipski, czyli o tym, co się przytrafiło Heli w kościele (543)

- Wiesz, Maniuś - zaszczebiotała Hela zaraz po przebudzeniu - śniło mi się, że byłam u spowiedzi.
- Ale przecież nie chodzisz do spowiedzi - przytomnie zareagował Marian.
- No właśnie - kontynuowała Hela - i dlatego to wszystko wydaje się takie dziwne.
- Może to jednak jakiś znak, byś naprawiła relacje z kościołem i Najwyższym?
- Oj tam! Wystarczy, że ty się z Nim wadzisz. Ciągle szperasz po tych bibliach i nic z tego nie wynika. Wiesz jeszcze mniej niż wcześniej.
Nastąpiła chwila cisza, którą przerwał Marian.
- Więc może wreszcie powiesz, co ci się śniło?
- No tak... Poszłam do spowiedzi, ale ta spowiedź była jakaś dziwna.
- Dlaczego dziwna?
- Miałam jakieś trzydzieści lat więcej niż teraz i byłam to ja, ale jakby nie ja. Nie potrafię tego jaśniej wyrazić. W każdym razie nie byłam twoją żoną. Mieszkałam sama.
- Aha... to jedyne, co wyrzucił z siebie Marian.
- Wyznawałam temu młodemu księdzu wszystkie swoje grzechy z ostatniego miesiąca. O tym, że pokłóciłam się z tą sąsiadką z naprzeciwka, że byłam niemiła dla tej tłustej ekspedientki w warzywnym i takie tam różne pierdoły. Już się wydawało, że wszystko zmierza do finału, gdy ten wyskoczył jak filip z konopi...
- Że co?!
- Że pstro!! - sarknęła Hela. - Zapytał się, czy jestem samotna, a gdy to potwierdziłam drążył dalej: czy spotykam się z innymi mężczyznami i czy uprawiam z nimi seks.
- O jasny gwint z nakrętką! Ale świnia. I co mu odpowiedziałaś?
- No jak to, co? Powiedziałam stanowczo i zdecydowanie prawdę: "Proszę księdza, owszem, panną byłam, dziecko miałam, ale co to, to nie!"

Galasy, czyli bastardy dębu (by STH Holka)

sobota, 9 sierpnia 2014

Najskromniejszy zakątek raju (540)

Przed laty opowiedziano Panu C. legendę o pochodzeniu obrazu Matki Boskiej Kodeńskiej. Książę Mikołaj Sapieha, bohater narracji, zapadł na tajemniczą chorobę, która wyssała zeń wszystkie siły i sprawiła, że odczuwał strach przed walką. Niektórzy uznali go wówczas za tchórza. Postanowił zawalczyć o odwagę i uzdrowienie i udał się z pielgrzymkę do Rzymu. Trafił przed obraz Matki Boskiej Gregoriańskiej, przed którym przez wiele dni gorliwie się modlił. Znalazłszy uzdrowienie chciał za zgoda papieża obraz zabrać do Polski. Jego starania spełzły na niczym i nie pomogło wstawiennictwo opłaconych kardynałów.
Mikołaj postanowił obraz wykraść. Po wielu perturbacjach, kluczeniu leśnymi i górskimi ostępami, uniknął pościgu i dotarł z cudownym obrazem do Kodnia na Podlasiu. Cenny wizerunek został umieszczony w miejscowym kościele. Czyn uzdrowionego księcia spotkał się z reakcją papieża, który obłożył go klątwą. Po wielu latach, doceniając późniejsze zasługi Mikołaja dla Kościoła, Urban VIII zdjął z niego ekskomunikę.
Obraz zmienił imię na Matki Boskiej Kodeńskiej, Mikołaj, który uprowadził go niczym brankę, u kresu życia snuł taką wizję:
- Modlę się do Matki Bożej, że gdy już znajdę się po drugiej stronie, to w raju chcę zająć najdalszy zakątek. I niech tam stoi skromny drewniany domek ocieniony drzewami, a tuż obok niech płynie strumyk z rześką wodą. W takim miejscu będę odpoczywał, słuchał szelestu liści, plusku wody, śpiewu ptaków i czytał księgi, których lekturę odkładałem na inny czas.