niedziela, 29 grudnia 2013

Boskie tworzywo

Jakiś czas temu znajomy Mariana popełnił tekst, w którym w dość specyficzny sposób opisał materię pewnego kobiecego uda. Ten szczegół żeńskiej anatomii nowatorsko porównał z berylem  Zrobił to na tyle intrygujaco, że odtąd Marian doświadczał związanego z tym natręctwa myśli.
– Dlaczego akurat udo berylowe, a nie na przykład alabastrowe? – pytał sam siebie.
Beryl wydawał się szorstki i brudny w przeciwieństwie do alabastru, który emanował metafizyczną czystością. A i sam alabaster, o ile jawił się dość sterylnym dla oka, o tyle w dotyku był już zimny.

W niedzielę Marian i Pan C. wybrali się na spacer na Złota Górę. Niespiesznie wspinali się na szczyt, gdy ich oczom ukazał widok konstrukcji, której jeszcze tydzień temu tam nie było. Dostrzegli potężne drewniane bale osadzone w ziemi i wznoszące się w górę jako osnowa potężnej czworobocznej wieży widokowej. W tym momencie Marian wykrzyknął:
– Mam! Mam! Wreszcie znalazłem właściwe porównanie!
– Co znowu? – zapytał Pan C. – Zachowujesz się, jak Archimedes. Dobrze, że nie jesteś w wannie, bo byłbyś gotów nago wyskoczyć na ulicę.
– Już wiem, dlaczego ani beryl, ani też alabaster nie oddają powabu kobiecych ud.
– Weźże i uspokój się – skarcił go Pan C. – Co cię wzięło z tymi udami?
Marian nic nie odpowiedział, tylko podszedł do budowanej wieży, objął gruby bal rękoma i przywarł policzkiem. Zamknął oczy i trwał tak przez chwilę, jakby przeniósł się w inny wymiar. Odwrócił się powoli i powiedział:
– Drewno jest takie silne i ciepłe. No prawie tak, jak uda Heli.
– Prawie, a czyni różnicę – dopowiedział z uśmiechem Pan C.

Złota Góra, budowa wieży widokowej (191 m n.p.m.)

sobota, 28 grudnia 2013

A wąż był bardziej przebiegły*

Znużona świętami Hela kolejny dzień odpoczywała w salonie. Nie dała się namówić na żaden spacer. Tak więc we dwoje z Marianem tkwili w fotelach, coś tam oglądali w telewizji, drzemali lub czytali... Czasami nawet ze zrozumieniem. W pewnym momencie Hela się usiadła na brzegu fotela i zagadnęła mężczyznę swojego życia:
- Maniuś, kochanie! Jest tak pochmurnie i sennie. A może napiłbyś kawy?
- A wiesz, że chętnie - przytaknął wciągając nozdrzami powietrze, jakby aromat kawy już wypełniał przestrzeń.
- Świetnie! To zrób też i dla mnie.


*Genesis 3,1

piątek, 27 grudnia 2013

Wrzutka

Świąteczne obżarstwo rozleniwia. Z jednej strony człowiek najchętniej siedziałby, nic nie robił i tylko gapił się bezmyślnie w telewizor nadający po raz setny znane seriale, z drugiej zaś, nie wiedzieć czemu, nosi go coś i rzuca jak marynarzem po pokładzie podczas sztormu.
Hela z Marianem siedzieli leniwie i nawet niewiele odzywali, znaczy się Marian miał niewiele do powiedzenia. W pewnym momencie wstał i, niczym Felicjan Dulski, zaczął przemierzać salon z kąta w kąt. W odstępach kilkunastu sekund przechodził pomiędzy Helą a ekranem telewizora przesłaniając wyświetlany film.
- Marian! - zawołała w pewnym momencie Hela. - Co ty tak chodzisz i chodzisz?
- Bo myślę o seksie..
- No to chodź! - powiedziała z błyskiem w oku.
- No przecież chodzę - odparował nie dostrzegając intencji Heli i smukłego uda, które wychynęło dyskretnie spod poły jej szlafroka.

sobota, 21 grudnia 2013

Zamiast epilogu

Po przeszło sześciu latach aktywnego blogowania udaję się na dłuższy urlop. Nie mam pojęcia ile to potrwa. Życie jest wystarczająco absorbujące, by właśnie jemu poświęcić najwięcej uwagi. 
Zostawiam tym wszystkim, którzy polubili Mariana i Helę oraz ich najwierniejszego przyjaciela Pan C., zbiór krótkich historyjek, którymi uobecniali się na tym blogu. Przedstawione w zbiorze opowiastki są autonomiczne i można je czytać w dowolnej kolejności. Myślą przewodnią są relacje pomiędzy Helą a Marianem widziane oczami ich przyjaciela Pana C. Incydentalnie pojawiają się w nich inne postaci, w tym Pan C., ale tylko jako dopełnienie. 
Pomysł na taką narrację zrodził się spontanicznie na początku 2011 roku i zastąpił dotychczasową formułę bloga prowadzonego od września 2007 roku. Może za jakiś czas wykluje się nowy pomysł. Któż to wie...

Dla korzystających z czytnika upominek w formacie epub: Marian i Hela 
Dla tradycjnalistów format pdf: Marian i Hela

wtorek, 17 grudnia 2013

Wtorek, 06:57:52

Nieliczni narzekają, że niektórzy postrzegają rzeczywistość w czarno-białych kolorach. Nie zgadzam się z nimi, bo te dwa podstawowe i skrajne barwy dają wolną przestrzeń naszej niczym nie skrępowanej wyobraźni.


piątek, 13 grudnia 2013

Pismo obrazkowe

To na dole zdjęcia jest zrozumiałe i klarowne. Natomiast, co oznacza kółko w kwadracie nie jestem w stanie rozgryźć. Żadne skojarzenie nie jest podpowiedzią.
A tak na marginesie, to produkcja i dostarczanie do firm takich przyklejanek z zakresu bhp i ppoż jest ponoć dobrym biznesem.



czwartek, 12 grudnia 2013

Detoks pilnie poszukiwany

"Dwa lata temu na moich zajęciach z hiszpańskiego poznałam pewną dziewczynę…..nazwijmy ją Magdą. Była bardzo cicha i zamknięta, i nieprzystępna, jakby się chciała odizolować od reszty grupy. Taki trochę odLudek". Tak napisała Julia K. o osobach, które po bliższym poznaniu stały się wobec niej złośliwe i nieznośnie toksyczne. 

Pan C. przeglądając internet przypadkiem napotkał zdjęcie bezwiednie i trafnie oddające wyobrażenie ludzkich toksyn, o które czasami przychodzi nam się ocierać.


środa, 11 grudnia 2013

Lubię gdy...

... skojarzenia doprowadzają mnie do takiego stanu wrzenia, że nie jestem w stanie oprzeć się sprawieniu sobie przyjemności. 
W jednym z komentarzy pod poprzednim wpisem, nolens volens, wychynęła piwniczka na Wichrowych Górkach. Znam to miejsce, znam jego metafizyczny klimat, znam też zacnych Gospodarzy i... wiele czytałem o zasobach tego miejsca. Świeży kurz ze spokojem osiada na butelkach z winem i pokrywa wcześniejsze warstwy. Zawartość flaszy leżakuje i czeka dnia, gdy pojawią się goście godni tego szlachetnego trunku w kolorze bordeaux.
Dziś tylko przedsmak.

sobota, 7 grudnia 2013

Niemy krzyk*

Jedyne, co może zrobić karp, umieszczony w dużej plastikowej wannie z wodą, to czekać na nieuniknione. Nie wrzeszczy, jak opętany, bo nie ma głosu. Po wyciągnięciu z wody wyrywa się z siatki, trzepocze płetwami, jakby chciał odfrunąć, ślizga się po posadzce, haustami wsysa powietrze zamiast wody i... woła niemym krzykiem. Nikt jednak nie słyszy jego cierpienia, gdy strach i ból rozrywają mu skrzela.

Pan C. postanowił: już nigdy nie zje karpia.


*skojarzenie tytułu zamierzone

POST SCRIPTUM

czwartek, 5 grudnia 2013

Orkan i koza

Przysiadła w nocy na chwilę, by pogrozić sceptykom i tym wszystkim, którzy wyrażają się o niej z lekceważeniem. Pan C. nabrał respektu, bo już woli mróz niż orkan, który ma nadejść od strony braci Skandynawów.
Pamiętacie tego Icka, który to poskarżył się rabinowi na ciasnotę w swojej jednoizbowej chacie? Mieszkał w niej z żoną, piątką dzieci i teściową. Rabin kazał mu na tydzień wprowadzić do izby kozę. Po tygodniu zaś kazał mu ją wyprowadzić. Icek po wyprowadzce kozy był tak szczęśliwy, że ze łzami w oczach podziękował rabinowi za radę i już nigdy nie narzekał na ciasnotę.


wtorek, 3 grudnia 2013

A świstak zawijał w sreberka

Rękodzieło ma w sobie coś osobistego znaczonego cierpliwością i poświęconym czasem. Od świąt dzieli nas tylko czas adwentu. Wczoraj wspomniała o tym eNNka. Różnie to oczekiwanie przeżywamy, ale jest to czas szczególny, gdy myślimy o bliskich i chcemy dać cząstkę siebie.