sobota, 30 listopada 2013

Zielone oczy miała

Wzajemne wyświadczanie przysług to pomiędzy przyjaciółmi, jakimi są Pan C. i Marian, to chleb powszedni. A jeśli wziąć pod uwagę bliskość zamieszkania to wszystko jest możliwe. Hela, mimo wszelkich zastrzeżeń, jakie Pan C. mógł mieć wobec niej na początku jej znajomości z Marianem, zawsze się mu podobała.
Pewnego wieczoru do drzwi domu Pana C. zadzwoniła Hela.
- Cześć - rzuciła. - Wiem, że jesteś zaskoczony moją obecnością, ale...
- W żadnym razie! Wejdź do środka.
- Zazwyczaj przychodziłam z Marianem. Dziś postanowiłam sprawy wziąć w swoje ręce.
- No tak - przytaknął Pan C. lekko skonsternowany.
Wzięła głęboki wdech, jakby to, o czym za chwilę powie, było dla niej bardzo ważne.
- Chcę dziś poszaleć: popić, potańczyć i kochać się całą noc! Masz wolny wieczór?
Pan C. zastygł w bezdechu. Po chwili spojrzał w zielone oczy Heli, to znów spuścił wzrok na jej biust, który skrywał zielony stanik kusząco wystający spod bluzki. Poczuł dojmującą suchość w ustach, przesunął koniuszkiem języka po wargach i powiedział:
- Tak, Helu. Dziś mam wolny wieczór.
- Uff! - odetchnęła. - To znakomicie. Zostawię ci pod opieką naszego pieska.




Pomysł podsunięty przez kuzyna Andrzeja (Barnaba).

poniedziałek, 25 listopada 2013

Po dysonansie... kicz

Tyle się kpiło i wytrząsało nad tym, co można było swego czasu znaleźć na jarmarcznych i odpustowych stoiskach. Okazuje się, że współczesny handel tak krytykowaną estetykę, nie dość, że nie odrzucił, ale adoptował i przeniósł do dużych obiektów. A ściernisko, na którym kiedyś stały wozy i konie pożywiające się obrokiem, zostały zastąpione podziemnymi parkingami.
Jedynie ludzka skłonność do błyskotek i blichtru pozostała niezmienna.


piątek, 22 listopada 2013

Dysonans poznawczy

Kiedyś były popularne rysunkowe zagadki. W niektórych gazetach, także w Szpilkach, umieszczano obok siebie na pozór podobne obrazki. Zadanie polegało na znalezieniu dziesięciu drobnych różnic. Tylko najbardziej spostrzegawczy czytelnicy odnotowywali wszystkie. 
Pamięć emocjonalna Pana C. przywołała to dawne wspomnienie podczas słuchania poniższego teledysku.
Wielcem ciekaw, jakie niezgodności odnotują PT Czytelnicy?


Dla mających problem z ustaleniem dysonansu podaję linkę do tekstowiska.

niedziela, 17 listopada 2013

Praworęczność w zarządzaniu

Człowiek uczy się całe życie! Ta stara prawda natrętnie wypełniła myśli Pana C. podczas konferencji, w której uczestniczył w minioną sobotę. Tematem przewodnim były produkty finansowe jednego z banków mającego ambicję podbicia rynku kredytów gotówkowych.
Prowadzący spotkanie, po zwyczajowym powitaniu uczestników, przeszedł gładko - tak w każdym razie zamierzał - do przedstawienia reprezentantów banku.
- Witam pana Błażeja Kowalskiego, dyrektora regionu centralnego.
Oklaski były odpowiedzią sali, gdy wymieniony wstał i pokazał uśmiechnięte lico.
- Chciałem także powitać panią Monikę.... chyba jeszcze do nas nie dojechała - skonstatował z żalem.
- Na pewno dotrze - zapewnił donośnie przedstawiony przed chwilą dyrektor.
Prowadzący chciał uchodzić za obeznanego z rolami i relacjami wewnątrz banku. W niezamierzony sposób, który nadawałby się do freudowskiej analizy, powiedział konfidencjonalnie:
- Pani Monika, którą niebawem poznamy, jest... prawą ręką dyrektora.
W tym momencie salę wypełnił tubalny śmiech. Niektórym paniom, które porozumiewawczo spoglądały na siebie, śmiech wycisnął łzy.


piątek, 15 listopada 2013

Opieranie się a role płciowe

Pan C. z racji wieloletniego niezdrowego trybu pracy, braku dbałości o kondycję, a także z powodu numeru PESEL, zaczął odczuwać bóle w szyjnym odcinku kręgosłupa.
- Po prostu jesteś stary - skwitowała Hela, a Marian skwapliwie przytaknął, gdy Pan C. poskarżył się na dolegliwości.
Gdy żadne masaże, ćwiczenia i tabletki nie przyniosły ulgi, Pan C. odważnie udał się do rodzinnej pani doktor, która po wywiadzie szybko poleciła go prześwietlić. Po obejrzeniu zdjęć niezwłocznie wysłała go do neurologa. Stan emocji i wiary w siebie został w Panu C. skutecznie podkopany. W duchu przyznał, że Hela postawiła najsłuszniejszą diagnozę. Młodość się skończyła, a Pan C. wszedł w pierwszą fazę starości.
Neurolog dopisał tabletki i skierował na rehabilitację. Po dwóch dniach dolegliwości zaczęły ustępować. Nie wiadomo, czy wpływ miały zaordynowane zabiegi, czy rehabilitantka o wdzięcznym imieniu Angelika. Podczas czwartej lub piątej wizyty Pan C. usiadł, jak zwykle na krześle w gabinecie i oczekiwał na zabieg. Angelika podeszła od tyłu z akwawibratorem w ręce i powiedziała:
- Niech się pan opiera.
Panu C. rozbłysł w głowie czerwony refleks niczym światłą STOP. Strumień świadomości wybiegł znacznie dalej niż odczuwane dolegliwości. Zaskoczony i zarazem stremowany wypalił:
- Miałem zapisane tylko zabiegi rehabilitacyjne. Jestem nieprzygotowany. Nie wiedziałem, że było zaordynowane coś więcej.

Nowe "kościoły"






poniedziałek, 11 listopada 2013

Telekomunikacja damsko-męska

W świąteczny poranek, gdy aromat kawy wypełniał kuchnię i salon, Hela usiadła z filiżanką kawy nieopodal mężczyzny swojego życia. Dłuższą chwilę w milczeniu kontemplowała wzajemną obecność.
- Marian - zagadnęła - czy może dzwoniłeś dzisiaj do mnie?
- Skąd ci to przyszło do głowy? - odpowiedział zaskoczony.
- No tak sobie pomyślałam, bo wiesz... sąsiad często dzwoni do żony.
- On pracuje za granicą, więc to normalne.
- Wiem, wiem! - przytaknęła skwapliwie Hela. - A my jesteśmy codziennie ze sobą.
- Czy mam poszukać pracy za granicą? - rzucił cierpko Marian.
- Skądże znowu?! - żachnęła się Hela.
Po chwili dodała już spokojniejszym tonem:
- A wiesz, ile blasku widzę w jej oczach po każdym telefonie od męża?


czwartek, 7 listopada 2013

Pani Edytka

Pan C. obsługuje biznesowo klientkę o wdzięcznym imieniu Edyta: w skrócie i dyskursie Pani Edytka
Pani Edytka ma taką szczególną namolność, którą zamęcza Pana C. dziesiątkami telefonów z pytaniami uściślającymi rzeczy i sprawy dawno już nazwane i wyjaśnione. Udzielane odpowiedzi nie wnoszą nic nowego, co nie byłoby już Pani Edytce przekazane. Relacje są na tyle zażyłe (bez podtekstów), że Pan C. znakomicie wyczuwa w jej głosie każda zmianę nastroju.
Nie tak dawno Pani Edytka zadzwoniła do Pana C. z samego rana zanim zdążył zwilżyć usta smakiem gorzkiej i mocnej kawy. Po wymianie stosownych uprzejmości rozpoznał w jej głosie kiepski stan emocji.
- Coś czuję - powiedział do swojej klientki - że chciałaby pani wypowiedzieć się nieco dosadniej.
- Ale pan ma wyczucie Panie C. No tak, jakby mnie pan znał.
- Czy powiedzenie teraz kurwa mać! przyniosłoby pani ulgę?
- Hm! Panie C. rozwinęłabym to bardziej...
- To znaczy jak bardzo bardziej, pani Edytko? - dopytał rezolutnie Pan C. czując, że klienta tylko czeka na przyzwolenie.
- Panie C. - zadeklarowała uroczyście - jest tak, że kurwa mać, chujnia i padaka!

poniedziałek, 4 listopada 2013

Bez komentarza

Marian uwielbia kuchnię Heli i właściwie nie było niczego do tej pory, co by mu nie smakowało. W końcu z przechodem trzydzieści lat praktyki małżeńskiej i kulinarnej to nie w kij dmuchał. W każdym razie tak było do dzisiaj.
Hela podała obiadową nowość podejrzaną w jakimś programie o gotowaniu. Marian siedział nad talerzem, wąchał dyskretnie i nawet spróbował. Hela zauważyła, że jakoś tak niespiesznie - mimo deklarowanego głodu - zajada się jej nowym osiągnięciem. To, że zachwytu nie wyrażał też było znaczące. 
- Maniek, jesz tę zupę?! - syknęła do mężczyzny swojego życia. - Bo jak nie, to dodam śmietany i dam psu.


niedziela, 3 listopada 2013

De aesthetica mortis

Śmierć przybywa zawsze nie w porę. Jest z nią tak, jak z terminem płacenia podatków, czy spłatą rat. Można próbować oburzać się na tę niesprawiedliwość, wierzgać i złorzeczyć, ale... nie pozostaje nic innego, jak tylko poddać się temu, co nieuchronne. 

Ból oczekiwania można łagodzić mądrymi sentencjami:
Śmierć wcale nas nie dotyczy. Bo gdy my istniejemy, śmierć jest nieobecna, a gdy tylko śmierć się pojawi, wtedy nas już nie ma.
Epikur (341-271 AC)
Od czasów antycznych spotykany jest na nagrobkach taki napis:
Quod tu es, fui, quod sum, tu eris
/czym jesteś i ja byłem, czym jestem, ty będziesz/