niedziela, 15 września 2013

Boskie poczucie humoru

Niedziela to dobry czas na nic-nie-robienie i pogaduchy o wszystkim i o niczym. Marian wysłuchał dzisiaj opowieści Ulubieńca Heli, o śmiesznej sytuacji z cyklu tych, które określa się mianem faktów autentycznych. 
W okresie siarczystych upałów, jakie nawiedziły naszą ukochaną ojczyznę w lipcu i sierpniu, Ulubieniec Heli spotkał się z kolegami w tak zwanym plenerze. Słońce bardzo szybko dało się we znaki na tyle, że udali się do najbliższego sklepu, by napić się czegoś orzeźwiającego. W lodówce był tylko napój o smaku mięty i jabłka. Jeden z kolegów, zadeklarowany ateista* był tak spragniony, że bez zastanowienia otworzył butelkę i jednym duszkiem wlał w siebie całą zawartość.
- Dzięki ci, Boże! - westchnął z przekąsem odstawiając pustą butelkę.
W tym samym momencie odwrócił kapsel, na którego wewnętrznej części widoczny był napis: 
NIE MA ZA CO.


*ateista - człowiek wierzący, że Boga nie ma.

środa, 11 września 2013

Qvid est veritas?

Podczas wtorkowego spaceru po Ogrodzie Saskim Pan C. napotkał, stojącą tuż przy alejce, rzeźbę o całkiem miłej dla męskiego oka powierzchowności. Korzystając z nieobecności Heli zlustrował ją dokładnie poczynając od włosów na głowie, poprzez owal twarzy, zgrabne ramiona i krągłości odkrytego tułowia, na odsłoniętych stopach kończąc. Już miał pójść dalej, gdy odczytał wyryty na postumencie napis PRAWDA.
W tym momencie przypomniał sobie dialog Jezusa z Piłatem:
Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.
- Cóż to jest prawda?*- żachnął się Piłat.
Od chwili, gdy wybrzmiało to pytanie minęło prawie dwa tysiące lat. Czy zna ktoś odpowiedź?


* łac. Qvid est veritas?

Edit: 2013-09-14 - 06:41
Ciekawa i dłuższa odpowiedź na postawione pytanie u Mrocznego Wędrowca:  NAGA PRAWDA.

niedziela, 8 września 2013

Szwagier Mariana

Jakiś czas temu Marian i Hela wybrali się na wesele córki swoich serdecznych przyjaciół. Były tańce, toasty, swawole i hulanki do białego rana. Dla młodych wydarzenie szczególne, bo za pierwszym razem wydaje się, że chwyciło się za nogi samego Pana Boga. Ale nie o tym dzisiaj, ale o poweselnym poranku.
Marian obudził się około ósmej, bo jakoś tak zachciało się mu herbaty z cytryną. Hela spała na drugim łóżku. Dotknął jej ramienia i zapytał:
- Napijesz się może herbaty lub kawy?
- Kaaaawy - wydusiła z siebie nieprzytomnym głosem.
Poszedł do hotelowej restauracji, gdzie zabawił nieco przy szwedzkim stole. Drzwi do pokoju, który zajmował razem z Helą, nie zamykał na klucz, by łatwiej było mu wejść z filiżanką kawy. Jakież było jego zdziwienie, gdy drzwi zastał zamknięte.
Najpierw zastukał delikatnie, ale ze środka dobiegła tylko cisza. Zastukał ponownie z tym samym skutkiem.
- Hela! Otwórz te drzwi!
Cisza. 
Tym razem załomotał głośniej i po chwili usłyszał otwierany zamek w drzwiach. Helą zaspana chwiejnym krokiem wróciła do łózka.
- Po kiego grzyba zamykałaś drzwi? - syknął Marian.
- Chyba cię pogięło - fuknęła Hela. - Nie ruszyłam się spod kołdry. Sam zamknąłeś drzwi na klucz.
- Jak mogłem zamknąć skoro klucz jest w drzwiach od środka?
Hela na moment zwątpiła i nawet pomyślała, że w półśnie idąc do łazienki przekręciła klucz w zamku. Już gotowa była się przyznać, gdy Marian zawołał podekscytowany pokazując na swoje łózko:
- Zobacz! Tam ktoś śpi.
Hela odruchowo szczelnie okryła się kołdrą. Zobaczyła młodego człowieka ubranego tylko w slipki i pogrążonego w głębokim śnie. Spojrzała na Mariana, to znów na nieoczekiwanego współlokatora.
- Nie wiem skąd on się tutaj wziął - wyszeptała zdezorientowana.
- Wiesz - powiedział Marian - od godziny szukają gościa. Mają obawy, czy nie utopił się w pobliskim jeziorze. Ponoć był mocno pijany.
Po chwili Marian przyprowadził młodą kobietę, która z ulgą potwierdziła, że to ten poszukiwany. Chciała go budzić, ale nie było szans. Pozwolono mu dospać.
Dwie godziny później, już przy śniadaniu i piwie oczyszczającym krwiobieg, Hela opowiadała z udawanym oburzeniem:
- Młody, całkiem fajny i nic nie było. Nie można liczyć na młodych. Brak poczucia obowiązku.
Grono znajomych, którzy słuchali opowieści Heli i Mariana, co chwila wybuchało gromkim śmiechem.
- Wiesz, Marian - powiedział jeden z przyjaciół - teraz to jesteś z tym młodym szwagrami. W końcu Hela może nie pamiętać, że coś było. Może nie chcieć pamiętać...
W tym momencie pojawił się w zasięgu wzroku sprawca porannego zamieszania:
- Szwagier - zawołał Marian - chodź do nas.
Zawstydzony spuścił wzrok i nie odstępował żony.



sobota, 7 września 2013

Do góry nogami?

Brodząc ostępnymi ścieżkami, wyłączając myślenie z bieżących spraw, jestem zaskakiwany takimi widokami, jak poniższy. 
I jak tu odpoczywać i relaksować się bez... czczych myśli?