poniedziałek, 1 lipca 2013

Jaskółka

Ubiegłotygodniowe wydanie tygodnika "Do Rzeczy" pomieściło tekst o Janie Matejce, mistrzu pędzla i wyobraźni Polaków.  Autor był łaskaw pośród wielu zdań napisać i takie:
Pracując nad wielkoformatowymi dziełami, codziennie spędzał do ośmiu godzin na drabinie. Do domu wracał niechętnie i z dusza na ramieniu, gdyż żona - snobka i sekutnica - pod lada pretekstem urządzała mu karczemne awantury.
 W pierwszym odruchu Pan C. pomyślał o Heli i Marianie, których uczucia co jakiś czas są wystawiane na huraganowe ataki emocji. I już chciał przytoczyć kolejną opowiastkę, w której to Hela będzie obsadzona w roli szwarccharakteru, ale pomyślał, że może warto pokazać jej swojskie i ludzkie oblicze.
Był to jeden z wielu urlopów, które spędzali we dwoje. Zresztą Marian nie znał innych odkąd ożenił się z Helą. Piękna i słoneczna pogoda dopisywała przez dwa tygodnie. W ciągu dnia chodzili na plażę, czasami by dac odpocząć spieczonemu ciału zwiedzali okoliczne nadmorskie miejscowości.
Tego dnia poszli na plażę po obiedzie. Bezchmurne niebo, lekki powiew wiatru i szum fal liżących piasek. tego im było trzeba.
Marian?
– Tak, Heluś?
– Ciekawe, czy za trzydzieści lat też będziemy tak szczęśliwi, jak dzisiaj?
– Oczywiście, że będziemy – potwierdził bez wahania. – Aż do śmierci, dlatego już dziś przywyczajamy się do... piachu.
– Proszę cię, Maniek – syknęła Hela – tylko bez takich nekrofilnych żartów. Kocham życie! 
Podał jej schłodzone piwo, które w dość szybkim tempie wchłonęła. Po drugim i trzecim humor Heli zdecydowanie się poprawił. Gdy wrócili do pokoju poprosiła o polanie w kieliszeczek trunku o wdzięcznej nazwie nomen omen Plis(z)ka. Od słowa do słowa i trzy czwarte butelki ubyło. W dobrych nastrojach poszli podziwiać zachód słońca.
– Może przejdziemy się do kawiarni – zaproponowała Hela, gdy słońce skryło się za horyzontem.
– Na kawę?
– Niekoniecznie – zaprzeczyła z przekorą.
W kawiarni jakiś koszmarny z wyglądu grajek śpiewał nielicznym parom tulącym się na parkiecie. Hela z Marianem podeszli do lady.
– Co państwu podać – zapytała młoda i apetyczna barmanka.
– Dla mnie i Mańka po pięćdziesiątce zmrożonej Luksusowej – zaordynowała Hela.
W ciągu pół godziny chyba ze dwa razy było uzupełniane szkło, którym czule opiekowala się Hela. W pewnym momencie Marian chwycił ją za rękę i powiedział stanowczo:
– Idziemy, kochanie! – nigdy w takich okolicznościach nie oponowała.
Z każdym krokiem miała problem z koordynacją kroków, ale dzięki silnemu wsparciu Mariana niechybnie zmierzali do swojej kwatery.
– Myślisz, że jestem pijana – powiedziała przeciągle Hela.
– W żadnym razie, kochanie – odpowiedział Marian. – Jesteś... bardzo pijana.
– Jaaaa? Ja jestem pijana? – wykrzyknęła niemalże Hela. – Chcesz? Chcesz, to ci udowodnię!
– W alkomat chcesz dmuchnąć?
– W życiu! – fuknęła Hela. – Pokażę ci jaskółkę.
I... pokazała. 
Nie pytajcie o więcej. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz