poniedziałek, 29 lipca 2013

Nieczynne z powodu, że zamknięte

Wrócę za jakiś czas, jak tylko wszystko ponaprawiam.

A tymczasem Polska (?) w budowie, 
czyli zagraniczne powierzchnie handlowe w Polsce.

niedziela, 21 lipca 2013

W Poroninie

Nie ma już w Poroninie muzeum, ani też pomnika Włodzimierza Iljicza Lenina. Były jeszcze w 1978 roku, gdy spędzałem tam wakacje. Na szczęście została i przetrwała literatura.
Na małej stacji, w wiosce Poronin,
Gdzie pociąg stanął przy zgrzycie szyn,
Wysiadł z wagonu ojciec, a po nim
Raźno na peron wyskoczył syn.
Wyszli na drogę, wesoło idąc,
Przez kładkę przeszli na drugi brzeg.
Ojciec przystanął, spojrzał na syna,
Pomyślał chwilę i tak mu rzekł:
"Tu na tej ziemi, dawno już temu,
Za moich młodych dziecinnych lat
Chodził po świecie człowiek, któremu
Nową epokę zawdzięcza świat.
Wiesz o kim mówię?"
"Wiem o Leninie"
"Czy tutaj mieszkał?
Czy tutaj śnił?"
"Tak na tej ziemi, tu w Poroninie
Przed żandarmami Cara się krył."
Potem umilkli i w zamyśleniu
W wielkim skupieniu gdzieś dalej szli,
Tą samą ścieżką po której Lenin
Być może chodził za tamtych dni.
/Julian Tuwim, W Poroninie/
Stołówka w Poroninie przy ulicy Piłsudskiego (sic!!!)

sobota, 6 lipca 2013

Płodna obfitość

Sobotnie poranki zaskakują i to w otoczeniu, które wydaje się nam znane od podszewki. Idąc po pieczywo do pobliskiego sklepiku w oczy Pana C. wraziła się maleńka jabłoń. Bezwstydnie epatowała dorodnymi owocami i chcąc nie chcąc wyzwoliła skojarzenia i porównania.

Drzewo poznania dobra i zła (Genesis 2,9)

Wenus z Willendorfu


poniedziałek, 1 lipca 2013

Jaskółka

Ubiegłotygodniowe wydanie tygodnika "Do Rzeczy" pomieściło tekst o Janie Matejce, mistrzu pędzla i wyobraźni Polaków.  Autor był łaskaw pośród wielu zdań napisać i takie:
Pracując nad wielkoformatowymi dziełami, codziennie spędzał do ośmiu godzin na drabinie. Do domu wracał niechętnie i z dusza na ramieniu, gdyż żona - snobka i sekutnica - pod lada pretekstem urządzała mu karczemne awantury.
 W pierwszym odruchu Pan C. pomyślał o Heli i Marianie, których uczucia co jakiś czas są wystawiane na huraganowe ataki emocji. I już chciał przytoczyć kolejną opowiastkę, w której to Hela będzie obsadzona w roli szwarccharakteru, ale pomyślał, że może warto pokazać jej swojskie i ludzkie oblicze.
Był to jeden z wielu urlopów, które spędzali we dwoje. Zresztą Marian nie znał innych odkąd ożenił się z Helą. Piękna i słoneczna pogoda dopisywała przez dwa tygodnie. W ciągu dnia chodzili na plażę, czasami by dac odpocząć spieczonemu ciału zwiedzali okoliczne nadmorskie miejscowości.
Tego dnia poszli na plażę po obiedzie. Bezchmurne niebo, lekki powiew wiatru i szum fal liżących piasek. tego im było trzeba.
Marian?
– Tak, Heluś?
– Ciekawe, czy za trzydzieści lat też będziemy tak szczęśliwi, jak dzisiaj?
– Oczywiście, że będziemy – potwierdził bez wahania. – Aż do śmierci, dlatego już dziś przywyczajamy się do... piachu.
– Proszę cię, Maniek – syknęła Hela – tylko bez takich nekrofilnych żartów. Kocham życie! 
Podał jej schłodzone piwo, które w dość szybkim tempie wchłonęła. Po drugim i trzecim humor Heli zdecydowanie się poprawił. Gdy wrócili do pokoju poprosiła o polanie w kieliszeczek trunku o wdzięcznej nazwie nomen omen Plis(z)ka. Od słowa do słowa i trzy czwarte butelki ubyło. W dobrych nastrojach poszli podziwiać zachód słońca.
– Może przejdziemy się do kawiarni – zaproponowała Hela, gdy słońce skryło się za horyzontem.
– Na kawę?
– Niekoniecznie – zaprzeczyła z przekorą.
W kawiarni jakiś koszmarny z wyglądu grajek śpiewał nielicznym parom tulącym się na parkiecie. Hela z Marianem podeszli do lady.
– Co państwu podać – zapytała młoda i apetyczna barmanka.
– Dla mnie i Mańka po pięćdziesiątce zmrożonej Luksusowej – zaordynowała Hela.
W ciągu pół godziny chyba ze dwa razy było uzupełniane szkło, którym czule opiekowala się Hela. W pewnym momencie Marian chwycił ją za rękę i powiedział stanowczo:
– Idziemy, kochanie! – nigdy w takich okolicznościach nie oponowała.
Z każdym krokiem miała problem z koordynacją kroków, ale dzięki silnemu wsparciu Mariana niechybnie zmierzali do swojej kwatery.
– Myślisz, że jestem pijana – powiedziała przeciągle Hela.
– W żadnym razie, kochanie – odpowiedział Marian. – Jesteś... bardzo pijana.
– Jaaaa? Ja jestem pijana? – wykrzyknęła niemalże Hela. – Chcesz? Chcesz, to ci udowodnię!
– W alkomat chcesz dmuchnąć?
– W życiu! – fuknęła Hela. – Pokażę ci jaskółkę.
I... pokazała. 
Nie pytajcie o więcej.