niedziela, 9 czerwca 2013

Od jutra...

Zapalenie krtani, które dopadło Helę, wstrzymało na jakiś czas jej telefoniczną aktywność. Marian odetchnął z ulgą, ale i tak wiedział, że cisza długo nie potrwa.
– Cześć, Maniuś – zaszczebiotała słodko. – Cieszę się, że już mogę normalnie mówić.
– A ja się nie cieszę – mruknął pod nosem Marian.
– Co powiedziałeś? Nic nie zrozumiałam.
– Nic takiego – skłamał – ot, czasami coś głośno pomyślę. Powiedz lepiej, jak się czujesz i jak spędzasz czas.
– Jest super! Z Jolą chodzimy na spacery. To dobre na wszystko, ale przede wszystkim na przemianę materii i perystaltykę. 
– A masz z tym jakiś problem?
– Z jelitami nie, ale wagi to chciałabym nieco zrzucić...
– Nie przesadzaj z odchudzaniem – żachnął się Marian – wiesz przecież, że skóra i kości mnie nie pociagają.
– Wiem, wiem, ale tyłek mam, jak kotlety i muszę coś z tym zrobić. Zaczynamy od jutra – oznajmiła z entuzjazmem.
– Dlaczego dopiero od jutra?
Po drugiej stronie słuchawki nastąpiła krępująca chwila ciszy .
– Bo... dzisiaj jest już za późno – tłumaczyła Hela.  Przed kolacją zjadłyśmy z Jolą po trzy gotowane jajka i przegryzłyśmy małosolnym ogórkami, kóre przywiozła z domu. Później poszłyśmy na kolację, a tam podali pieczone ziemniaczki z przysmażoną kiełbaską i cebulką. Szkoda było nie zjeść.
– Gdzie to wszystko zmieściłaś???
– Do tego zjadłyśmy po dwie kanapki z szynką sopocką – kontynuowała Hela – a po powrocie do pokoju dojadłyśmy kolejnymi jajkami i przegryzłyśmy paczką sucharów.
Marian czuł, jak z każdym wypowiadanym przez Helę słowem robi mu się coraz słabiej i zaczyna go mdlić. Hela nigdy tyle nie jadła.
– Nie zaszkodziło wam?
– Ależ skąd, kochanie! Kupiłyśmy białą żubrówkę i muszę przyznać, że jest całkiem dobra na... trawienie, oczywiście. Ale już nie będę cię zanudzać. Spokojnej nocy, mężczyzno mojego życia. Bądź dzielny i czekaj na swoją Helę. Gdy wrócę z sanatorium wszystko nadrobimy. Paaaa! I love you too!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz