piątek, 17 maja 2013

Zapomniana ławeczka

Są takie dni w tygodniu, gdy nic mi się nie układa i jak na złość wypada wszystko z rąk - śpiewała przed laty Urszula Sipińska. Może aż tak dojmująca niezborność mnie nie dotyka, ale odczuwam chroniczny brak czasu i zmęczenie. Pęd życia i konieczność robienia więcej i więcej sprawiają, że zapominamy o tym, co najważniejsze. Jest takie niezbyt wyszukane powiedzenie, z którym się w całej rozciągłości zgadzam: każdy myśli o sobie, a o mnie tylko... ja.
Kilkanaście dni temu udało mi się złapać chwilę dla siebie. Spotkałem wówczas ławeczkę wydłubaną z grubego pnia zwalonego drzewa. Od lat nieużywana i nikomu niepotrzebna czekała smutna, aż ktoś na niej przysiądzie. Jedynie mech znalazł na niej spokojną przystań. Widząc ją, nie wiem dlaczego, przypomniałem sobie Spóźnionych kochanków Whartona. Może pora zacząć robić to, co naprawdę ważne?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz