wtorek, 28 maja 2013

Pas cnoty

Kilka dni temu Hela spotkała się ze znajomą, która trzy tygodnie spędziła w sanatorium dla poratowania zdrowia. Wróciła i zdrowsza i pełna... takich wrażeń, że musiała się nimi niezwłocznie podzielić. Tę przemożną chęć opowiedzenia wszystkiego można zdefiniować krótko: muszę, bo sie uduszę. Podczas  rozmowy Hela nie miała pewności, czy koleżanka opowiada jej o kimś postronnym, czy o sobie samej, tyle, że w trzeciej osobie. Ot, taka niewinna licentia poetica.
– Czy twój Marian wyjeżdża czasami do sanatorium? 
– Nigdy nie był i nie zanosi się – odpowiedzieła Hela – ale dlaczego pytasz?
– Napatrzyłam się na mężczyzn przyjeżdżających się leczyć...
– Coś z nimi nie tak?
– Oni w porządku – mówiła koleżanka. – ale od razu widać, że żony okupiły ich przed wyjazdem, by dobrze się prezentowali: koszule, spodnie, nowe buty i inne drobiazgi. W domu ich tak nie ubierają.
– No i co z tego? To chyba dobrze, że żonom zależy na dobrej prezencji mężczyzn.
– No tak, tylko te harpie... kuracjuszki rywalizowały o nich niemiłosiernie. Pomyślałam, jak by to było z moim Jurkiem? Ciekawe, czy byłby na tyle asertywny, by nie ulec natarczywym zalotom?
Nastąpiła chwila ciszy. Hela uważnie przygladała się koleżance, po czym nagle i po męsku klepnęła się w uda, jakby chciała zakrzyknąć... Eureka!
– Jest sposób! Ubrać męża trzeba, jak należy, by wstydu nie przyniósł i by nikt nas nie obmówił.
– Toż bez mrugnięcia oka pójdzie z nimi w tany, a może i na pokoje...
– Owszem – potwierdziła chytrze Hela – pobawią sie i potańczą do woli. Ale to wszystko!
– Jak to?!
– Wystarczy im dać na wyjazd zestaw starych  i lekko podniszczonych majtek. Gwarantuję ci, że będzie to lepsze niż najwymyślniejszy pas cnoty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz