środa, 10 kwietnia 2013

Nowoczesny związek

Poprzedni wpis wywołał zdziwienie i delikatne oburzenie u niektórych czytelników. Opisane reakcje w ogóle nie zdziwiły Pana C., który niejedno w życiu widział i nie o jednym podobnym przypadku przeczytał. Takie reakcje są czymś naturalnym i oczywistym, bo warstwie deklaratywnej wszyscy jesteśmy za wolnością i za prawem wyboru. Schody zaczynają się, gdy napotykamy tego diabła, który utkwił w szczegółach. Patrzymy na wybory i decyzje osób nam bliskich i nagle orientujemy się, że są to decyzje podejmowane obok nas. Jesteśmy zaskoczeni i zdziwieni, że ktoś śmiał właśnie tak postąpić? Jest to sytuacja precyzyjnie zdefiniowana przez jednego z bohaterów sienkiewiczowskiej powieści przygodowej W pustyni i w puszczy:
– Jak Kali ukraść krowa to jest dobrze, ale jak inny ukraść Kali krowa to jest źle.

Pan C. przypadkiem natrafił na znakomitą tekstową ilustrację poprzedniego wpisu. Otóż dwoje młodych ludzi zaczęło spotykać się ze sobą z dość sporą częstotliwością i z czasem pierwotne zauroczenie przerodziło się w zakochanie i trwałe uczucie. W normalnych układach i okolicznościach obydwoje dążyliby do sformalizowania związku, ale nie oni. Zachłyśnięcie wolnością i prawem wyboru skłoniło ich do podjęcia decyzji, że ich związek będzie nowoczesny i wolny od wszelkich formalizmów. Niekiedy współzamieszkiwali  wynajmowane lokum, innym razem każde z nich przebywało u swoich rodziców. Uznawali, że tak jest dobrze i znakomicie wpływa na trwałość i dojrzałość ich związku.
Pewnego razu młoda kobieta poinformowała mężczyznę:
– Wybieram się w następny weekend na wesele.
– Super – odpowiedział – nieźle się ubawimy. Będą jeszcze jacyś wspólni znajomi?
– Wiesz – odpowiedziała dziewczyna – na tej imprezie chcę być sama. 
– Oczywiście! w końcu jesteśmy nowocześni i nie musimy być, jak papużki nierozłączki.
W następnym tygodniu chłopak przyszedł do pracy przybity, co nie uszło uwagi kolegów. Podkrążone  oczy i ziemista cera prowokowały pytania.
– Hej stary! Coś się stało, ktoś umarł? – zapytał kolega z pokoju.
– Nic szczególnego – próbował zbyć pytającego.
– Nie ściemniaj, tylko mów. W końcu od czego są koledzy?
– Cóż mam powiedzieć? W ubiegły weekend moja dziewczyna wybrała się na wesele beze mnie. Nie chciała mnie zabrać. Umówiliśmy się na początku znajomości, że będziemy tworzyć nowoczesny związek, więc nie protestowałem.
Kolega spojrzał zdziwiony.
– I to tak cię wyprowadziło z równowagi, że poszła sama?
– To akurat nie, ale w poniedziałek okazało się, że to było... jej własne wesele.




42 komentarze:

  1. No nie! No gdzie? No jak? Nie mogła tak zrobić!
    To zbyt okrutne!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nic a nic mnie ten finał nie zdziwił. Ale nie pytaj, bo nie wiem dlaczego. Tylko... już przy informacji, że wybiera się na wesele sama... coś mnie tknęło :)
    Wedle mego myślenia kobieta powołana do małżeństwa wbrew pozorom i wcześniejszym umowom, w pewnym momencie zapragnie sformalizowania związku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Julio, kobiety takie są... Zapytaj Mariana:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. To kobieca intuicja Ci podpowiedziała taki przebieg zdarzeń. Chłopak nijak nie poczuł bluesa:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tożsamości to (prawie) scenariusz "500 dni miłości".

    OdpowiedzUsuń
  6. Kobiety wcale takie nie są. Marian się nie zna na kobietach i tyle ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Marian sporo przeszedł w życiu z kobietami, więc ma praktyczną wiedzę:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bo on na złe kobiety trafiał. Bo tak już jest że dobre kobiety trafiają na złych mężczyzn i odwrotnie. A tak w ogóle to doszłam ostatnio do wniosku, że lepiej byłoby być zołzą....one mają lżej

    OdpowiedzUsuń
  9. Normalne zakończenie "nowoczesnego" związku. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba nie jestem na bieżąco z obowiązującymi trendami:-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Może zatem podeprę się komentarzem Lindy:

    http://www.youtube.com/watch?v=KVvWg3EZK1g

    OdpowiedzUsuń
  12. To tak jak ja. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. I ja się cieszę że Ty się ze mną zgadzasz :)

    OdpowiedzUsuń
  14. krakowianka krakowianka10.04.2013, 20:55

    no było się tą harcerką,"niewidzialną ręką "też....:P)))
    a swoją drogą,coś mi się wydaje,że tu w ich relacjach nastąpił już wcześniej jakiś wyłom,tylko on udawał,że ..nie widzi,nie dostrzega,nie wie o co jej chodzi i takie tam...:P)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziwny jest ten swiat, a ja mochrowy beret!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  16. Caddi, jesteś niemożliwy ;)))
    Osobiście jestem zwolennikiem wolnych związków, bo jak widać: jest duże bogactwo emocji. Od uniesienia pod niebiosa, aż po obudzenie z ręką w nocniku.

    I mam prawo takie sądy wygłaszać. Się tak żyło, więc się wie.

    OdpowiedzUsuń
  17. W moim przypadku się czytało i...:-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Oby jak najwięcej takich beretów Judytko:-)

    OdpowiedzUsuń
  19. nie powinien sie facet martwic. W imie odpowiednio pojetej nowoczesnosci, ich zwiazek moze trwac dalej zgodnie ze slowami znanej piosenki: "...Ela całowała cudnie. Nawet tuż po swoim ślubie..." wyszla za maz - zaraz wroci! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. No tak! Wszak znane jest stare powiedzenie: Wyszłam za mąż, zaraz wracam:-)

    OdpowiedzUsuń
  21. chyba jednak się nie dogadali. wolne związki (na czymkolwiek nie polegają) muszą być oparte na szczerości. a nawet jeżeli związane są z jakąś tajemnicą, to musi być przyzwolenie na posiadanie takowych.

    OdpowiedzUsuń
  22. W tym problem, że tak naprawdę nie wiemy do końca na czym miałby polegać tzw. wolny związek. On jest wolny od definicji i reguł. tak więc tajemnice, czy szczerość są w takim układzie wolną amerykanką. Opisana wyżej historia pokazuje tylko rafy, na jakie wpadają ludzie wywracający znaczenie pojęć i zastany porządek społeczny.

    OdpowiedzUsuń
  23. ciekawe czy dowiedział się o tym fakcie z smsa :-D
    czy jednak bardziej klasycznie -- gębofonem

    OdpowiedzUsuń
  24. Świetne. Podobnie zakończył się związek mojej znajomej, która twierdziła, że na wakacje wyjeżdżają osobno, bo mają do siebie zaufanie i znają się jak łyse konie. Ich związek nie przetrwał, któreś z nich trafiło na swoje przeznaczenie.

    OdpowiedzUsuń
  25. Jaki związek, takie jego zakończenie ;)))

    OdpowiedzUsuń
  26. -zgoda wolne związki nie są określone,ale trudno musimy to sami zrobić dla siebie

    OdpowiedzUsuń
  27. Wolna amerykanka puka do naszych drzwi.Czy jej pozwolimy wejśc do środka ?to już każdego z osobna wybór.

    OdpowiedzUsuń
  28. Tu na poziomie ogółu było porozumienie, natomiast zabrakło wspólnego rozumienia szczegółów.

    OdpowiedzUsuń
  29. To już się dzieje. Ciekawe, jakto będzie wyglądać za lat dwadzieścia.

    OdpowiedzUsuń
  30. Nawet wolny związek musi się opierać na jakichś zasadach - ich brak, też jest regułą:) Zycie nie znosi próżni;)
    a za dwadzieścia lat? może ludzie zatęsknią za starą, dobrą stabilizacją? ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. :) czyli jak zła kobieta to mężczyzna jest święty ?
    Krzysiu w sposób żartobliwy poruszasz bardzo poważne struny :)
    Bycie ze sobą , tworzenie szczęśliwego związku jest bardzo trudne i wymaga z obu stron starań. Jestem zawsze pełna podziwu dla wieloletnich związków , które funkcjonują , w których jest uczucie a najważniejsze które się sobą nie znudziły i nadal szanują :) co do nowoczesności to ja jestem "stara konserwa" :)) zawsze taka byłam , nawet do gadżetów nie mam głowy ...

    OdpowiedzUsuń
  32. Поживем увидим, jak mawiają nasi wschodni bracia

    OdpowiedzUsuń
  33. Justyno, w każdym z nas jest coś z konserwy i progresisty. Wszystko zależy od okoliczności. Gdy jesteśmy młodzi chcemy wszystko zmieniac i nadawać nowy sznyt, natomiast z wiekiem widzimy wszystko w innej i konserwatywniejszej perspektywie. Mamy dystans do siebie i do nowinek, jakimi epatuje świat.

    OdpowiedzUsuń
  34. W tej sytuacji przeznaczenie musiało, na któreś z nich czyhać i się doigrali.

    OdpowiedzUsuń
  35. Małgorzata Południak14.04.2013, 11:40

    Nooo, bo miłość nie ustaje...

    i lepiej poznać jak nawięcej jej tajemnic, być blisko, żeby nie uronić kropelek... to jednak jest trochę inaczej w życiu... jak komuś zależy, to bycie częściowo dla siebie jest niewystarczające, w kółko chcemy się doskonalić dla siebie, więc po co szukać innych, otwierać się na związki niejasne, cześciowe...

    Hm...

    OdpowiedzUsuń
  36. oj tam rafy od razu - jakkolwiek by związek miał nie wyglądać to chodzi o porozumienie. w tradycyjnym małżeństwie też to nieporozumień dochodzi - nie widzę różnicy.

    OdpowiedzUsuń
  37. Wspaniały wpis, wcale nie odzwierciedla tego, że miłość jest ulotna, że wszystko jest zmienne i nie należy się wiązać, tylko wręcz przeciwnie - że dla drugiej osoby właśnie należy poświęcić wszystko i wejść w ten związek na całego. Ja odkryłem to już dawno i dobrze mi z tym, że mam ślub i chcę budować zawsze razem, bez wyjść awaryjnych i niedomkniętych furtek.

    OdpowiedzUsuń
  38. Życie w związku to zawsze stan podwyższonej gotowości:-)

    OdpowiedzUsuń