sobota, 27 kwietnia 2013

Korzystaj z życia, daj się... uwieść

Muzyczna papka płynąca z radia i telewizji sprawia, że nie mamy okazji posłuchać artystów mających do powiedzenia znacznie więcej niż niektórzy mainstreamowi celebryci. Lubię prostotę i bezpretensjonalność, którą dedykuję na sobotni wieczór sobie i podobnie czującym.


Grażyna zrobiła dziecko,
a teraz chce je wywalić
ze swojego ciała
oddać komuś za nic.
Grażyna pochodzi z domu
gdzie młode się topiło.
Jej ojciec też utonął,
jak z matką w tango płynął.

Grażka, Grażka
Weź przestań, bo do nieba nie pójdziesz.
Grażka, Grażka
Korzystaj, daj siebie unieść. 2x

Grażyna podjęła kroki
do czynu nieprawego.
Znalazła z ogłoszenia
doktora wybitnego.
Lecz wcześniej u spowiedzi
się księdzu wypaplała,
a on do niej zza kratki
wychylił się i gada:

Grażka, Grażka
Weź przestań, bo do nieba nie pójdziesz.
Grażka, Grażka
Korzystaj, daj siebie unieść.


niedziela, 21 kwietnia 2013

Rutyna

Przytoczona poniżej rozmowa miała miejsce ponad trzydzieści lat temu. Było to kilka tygodni po tym, jak Hela zawładnęła sercem i ciałem Mariana. Spotykali się codziennie i nic nie wskazywało, by Marian chciał zrezygnować z tej znajomości. Można powiedzieć, że nawet nie miał najmniejszych szans.
– Marian, czy ty jesteś pewien, że chcesz się ze mną spotykać?
– Ależ tak, Heluś.
Spojrzała na niego z czułością, ale Marian nie dał jej zbyt długo cieszyć się dopiero co usłyszanym zapewnieniem.
– A powiedz, Heluś, co byś zrobiła, gdybym cię zostawił?
– Popełniłabym samobójstwo – odpowiedziała lodowatym tonem.
– Jak to?! – wystraszył się Marian.
– Zawsze tak robię – zapewniła Hela z chytrym błyskiem w oku.


sobota, 20 kwietnia 2013

Nadtroskliwość

Marian zawsze był troskliwym ojcem i mężem. To on wstawał w nocy do chorych dzieci, sprawdzał temperaturę i podawał coś do picia. Normalni faceci w takich sytuacjach spali w najlepsze zostawiając ten przywilej umęczonym matkom. Dzieci już dawno wyszły z domu, ale Marian nic a nic się nie zmienił, z tym tylko, że całą swoją troskę przelewał na Helę.
Wiosenne przesilenia i zawirowania z zimą, która zastąpiła wiosnę, sprawiły, że Hela poczuła paskudztwo, które nieproszenie wlazło w jej ciało. Ból w stawach i mięśniach, podwyższona temperatura dochodząca do trzydziestu ośmiu stopni i ból głowy. Nie było mowy o pójściu do lekarza, bo Hela najpierw walczy sama. Ciepły koc, wygodny dres, gorąca herbata z cytryną i polopiryna to jej oręż w walce z niemocą. 
Marian cichutko krążył po domu i czuwał. Dotykał dłonią jej rozpalonego czoła i policzków, a gdy miał wątpliwość to także ustami. Tak robił, gdy dzieci były małe, by upewnić się, że temperatura spada. Ten odruch kontroli  był bezwiedny  robił to w odstępie, co kilku minut. Hela była na tyle słaba, że nie miała siły protestować. 
Po dwóch dniach było widać, że Hela czuję się nieco lepiej i kryzys mija.
– Jak się czujesz? – dopytywał Marian.
– Znacznie lepiej.
–  Cieszę się. A jak głowa? Już nie boli?
– Teraz już nie – odpowiedziała Hela. – Wystarczyło, że przestałeś mnie co chwilę dotykać, a wszystko ustąpiło, jak ręką odjął.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Niezborność

Zakupy w świątyniach próżności to cotygodniowy rytuał i zarazem przypadłość Heli i Mariana. W tym miejscu wypada uściślić, że Marianowi przydzielona jest rola wózkowego i tragarza. Jest to właściwe i stosowne, bo po cóż kobiecie facet podczas zakupów? No może jeszcze przy kasie, gdy korzysta z własnej karty płatniczej, ale to już szczegół.
Po powrocie do domu Marian przeniósł wszystkie torby z zakupami i Hela zaczęła je rozpakowywać. W pewnym momencie szelest rozwijanego papieru ustąpił łoskotowi fajansowego kubka, który roztrzaskał się o kuchenne posadzkę. Marian spojrzał na kobietę swojego życia i dostrzegł  w jej oczach zdumienie.
 – Weź i rozpakuj resztę kubków – skwitowała.  Jestem dzisiaj jakaś taka... niezborna.
W momencie, gdy Hela kończyła wypowiadanie uwagi, Marianowi wypadł drugi kubek...

Uwaga narratora: Nie było awantury.



środa, 10 kwietnia 2013

Nowoczesny związek

Poprzedni wpis wywołał zdziwienie i delikatne oburzenie u niektórych czytelników. Opisane reakcje w ogóle nie zdziwiły Pana C., który niejedno w życiu widział i nie o jednym podobnym przypadku przeczytał. Takie reakcje są czymś naturalnym i oczywistym, bo warstwie deklaratywnej wszyscy jesteśmy za wolnością i za prawem wyboru. Schody zaczynają się, gdy napotykamy tego diabła, który utkwił w szczegółach. Patrzymy na wybory i decyzje osób nam bliskich i nagle orientujemy się, że są to decyzje podejmowane obok nas. Jesteśmy zaskoczeni i zdziwieni, że ktoś śmiał właśnie tak postąpić? Jest to sytuacja precyzyjnie zdefiniowana przez jednego z bohaterów sienkiewiczowskiej powieści przygodowej W pustyni i w puszczy:
– Jak Kali ukraść krowa to jest dobrze, ale jak inny ukraść Kali krowa to jest źle.

Pan C. przypadkiem natrafił na znakomitą tekstową ilustrację poprzedniego wpisu. Otóż dwoje młodych ludzi zaczęło spotykać się ze sobą z dość sporą częstotliwością i z czasem pierwotne zauroczenie przerodziło się w zakochanie i trwałe uczucie. W normalnych układach i okolicznościach obydwoje dążyliby do sformalizowania związku, ale nie oni. Zachłyśnięcie wolnością i prawem wyboru skłoniło ich do podjęcia decyzji, że ich związek będzie nowoczesny i wolny od wszelkich formalizmów. Niekiedy współzamieszkiwali  wynajmowane lokum, innym razem każde z nich przebywało u swoich rodziców. Uznawali, że tak jest dobrze i znakomicie wpływa na trwałość i dojrzałość ich związku.
Pewnego razu młoda kobieta poinformowała mężczyznę:
– Wybieram się w następny weekend na wesele.
– Super – odpowiedział – nieźle się ubawimy. Będą jeszcze jacyś wspólni znajomi?
– Wiesz – odpowiedziała dziewczyna – na tej imprezie chcę być sama. 
– Oczywiście! w końcu jesteśmy nowocześni i nie musimy być, jak papużki nierozłączki.
W następnym tygodniu chłopak przyszedł do pracy przybity, co nie uszło uwagi kolegów. Podkrążone  oczy i ziemista cera prowokowały pytania.
– Hej stary! Coś się stało, ktoś umarł? – zapytał kolega z pokoju.
– Nic szczególnego – próbował zbyć pytającego.
– Nie ściemniaj, tylko mów. W końcu od czego są koledzy?
– Cóż mam powiedzieć? W ubiegły weekend moja dziewczyna wybrała się na wesele beze mnie. Nie chciała mnie zabrać. Umówiliśmy się na początku znajomości, że będziemy tworzyć nowoczesny związek, więc nie protestowałem.
Kolega spojrzał zdziwiony.
– I to tak cię wyprowadziło z równowagi, że poszła sama?
– To akurat nie, ale w poniedziałek okazało się, że to było... jej własne wesele.




niedziela, 7 kwietnia 2013

Niestałość kobiety

Dancia, sąsiadka i najlepsza przyjaciółka Heli, ma bardzo wyrozumiałe podejście do pozadomowego życia swojego męża. Nigdy nie przyszłoby jej do głowy robić sceny zazdrości, z jakich znana jest Hela. Gdy tylko jej małżeństwo okrzepło, Dancia i Stefan prowadzili, z wzajemnym przyzwoleniem, równoległe życie poza domem. Dla Heli taka sytuacja była nie do zaakceptowania, ale przyjmowała do wiadomości, że inni tak żyją. W kłopotliwych w odbiorze sytuacjach zawsze powtarzała sobie: nie mój cyrk i nie moje małpy.
Kobiety odwiedzały się często i bez zapowiedzi. Mieszkały o kilka domów od siebie, więc nie było to trudne, dlatego Hela nie była zdziwiona, gdy usłyszała dzwonek do drzwi, a po otwarciu zobaczyła przyjaciółkę. Marsowa mina wskazywała, że stało się coś, co wymaga poważnej rozmowy. W takich sytuacjach pomocny był dobrze zaopatrzony barek i czyste szkło. Usiadły wygodnie na przeciw siebie w salonie i wtedy Dancia westchnąwszy powiedziała:
– Mam problem ze Stefanem i nie wiem, jak mu pomóc.
– Co się stało? – spytała Hela.
Bardzo lubiła Stefana, bo był świetnym kompanem w towarzystwie i bardzo uczynnym sąsiadem. Zawsze można było na niego liczyć. Stwierdzenie Danci sprawiło, że Hela pomyślała o jakiejś strasznej i nieuleczalnej chorobie. 
– Wczoraj po pracy poszłam na zakupy i wróciłam około osiemnastej. Próbowałam dodzwonić sie do Stefana, ale nie odbierał.
– Ale co się stało – powtórzyła pytanie Hela.
– Gdy wróciłam zastałam go w strasznym stanie psychicznym. Nieogolony, nieuczesany i strasznie szlochał. Nie reagował na moje pytania, ale gdy usiadłam obok niego i przytuliłam nieco się uspokoił.
– Powiedział ci w końcu w czym problem?
– Tak! – odpowiedziała Dancia – Rzuciła go kochanka...



piątek, 5 kwietnia 2013

Śpiewnik świąteczny

Święta Bożego Narodzenia to taki szczególny czas na spotkania z tymi, których dawno się nie widziało. To także okazja do biesiadowania i śpiewania kolęd. W Polsce w ciągu dwudziestu kilku lat cała otoczka i klimat wokół tych świąt uległy radykalnej zmianie. Dziś nikogo już nie dziwi, że tuż po Wszystkich Świętych w witrynach sklepów pojawia się wystrój biorący w nawias czas adwentu, a z głośników płyną amerykańskie kolędy. 

Marian i Hela siedzieli z dziećmi przy suto zastawionym stole. Za oknem biel i mróz oraz spadające niespiesznie płatki śniegu.
– Wiesz, Marian – zagadnęła Hela – bardzo lubię Boże Narodzenie. Uwielbiam ten niepowtarzalny nastrój i klimat. Zawsze przypomina mi się beztroskie dzieciństwo.
– Też lubię te święta, Heluś – westchnął Marian – ale teraz to chyba obchodzimy... Wielkanoc?
– To prawda, ale zobacz jak wszystko wygląda na zewnątrz!
Marian zerknął przez okno, później wnikliwie zlustrował stół, na którym obok białej kiełbasy z chrzanem, i pisanek stały żółty kurczaczek z zajączkiem i cukrowym barankiem. Pokiwał głową i powiedział z rezygnacją:
– Wszystko fajnie, z tym tylko, że nie znam stosownej kolędy na tę okoliczność. A ty?

wtorek, 2 kwietnia 2013

Krótko i na temat

Święta na chwilę wyciszyły trzaski, jakie odczuwa Hela na myśl o swoim Marianie, a zwłaszcza. gdy zazdrosna wyobraźnia podpowie jej coś o pliszkach. Późnym wtorkowym popołudniem, gdy już byli całkiem sami, Hela przytuliła się do Mariana i położyła głowę na jego ramieniu. Trwali tak jakiś czas w bezsłowiu, a to oznacza ni mniej ni więcej tyle, że to Hela nic nie mówiła, bo Marian z reguły mówi niewiele. Zwłaszcza przy Heli.
Marian, czy ty mnie jeszcze kochasz? zapytała Hela patrząc czule i czujnie w oczy mężczyzny swojego życia.
– A kogo mam kochać?
– To fakt – skwitowała Hela zadowolona z odpowiedzi.
Musnęła jego usta i dopytała:
– Wiesz, co by to było, gdybyś mnie rzucił?
– Nie wiem – odpowiedział zgodnie z prawdą Marian.
– Jakbyś mnie rzucił to wtedy byłoby tak, że... kurwa mać!