sobota, 16 marca 2013

Tata, tata!

Dziecko płci właściwej stało się ostatnio sentymentalne. Przejrzało albumy ze zdjęciami i poprosiło o zeskanowanie kilku, by mieć do nich dostęp w formie cyfrowej. Były to zdjęcia osób emocjonalnie mu najbliższych. Pan C. poczuł drżenie serca widząc, że męski potomek dojrzewa do pielęgnowania rodzinnej pamięci. Jeszcze niedawno wątpił, czy będzie miał komu przekazać genealogiczny urobek, a tu taka prośba.

Jedna z wybranych fotografii przywołała wspomnienia z niezbyt odległych czasów.
Pan C. miał prawie trzydzieści lat, gdy upomniało się o niego wojsko polskie, które raptem kilka miesięcy wcześniej zrezygnowało z propagandowego przydomka ludowe. Był piękny słoneczny sobotni poranek pierwszego sierpnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego roku, gdy starszy brat odwiózł go do jednostki wojskowej. Przekroczenie strzeżonej bramy wiązało się z koniecznymi zmianami wyglądzie takimi, jak skrócenie włosów, czy zgolenie czarnej brody, która dotąd pokrywała twarz Pana C.
Do czasu przysięgi podchorążowie pod żadnym pozorem nie mogli opuszczać jednostki. Wyglądało na to, że dorośli mężczyźni, którzy w cywilu byli mężami, ojcami, nauczycielami, a jeden nawet był prokuratorem, wraz z przywdzianiem munduru stali się w świetle regulaminu wojskowego nieodpowiedzialni i trzeba było ich trzymać pod nadzorem w jednostce. 
Po tygodniu pojawiła się w jednostce Koleżanka Małżonka w towarzystwie trzy i pół letniego Pierworodnego Szczęścia. Telefon z posterunku przy bramie wejściowej przywołał Pana C. Z daleka zobaczył żonę i ukochaną córeczkę, którą przywołał po imieniu.
– Tata, tata, tata! – wołała dziewczynka i pobiegła w kierunku szczęśliwego ojca.
Pan C. przyklęknął, by się z nią przywitać, ale ona zatrzymała się przed nim, jak wryta. Spojrzała zaskoczona na nieznajomego mężczyznę bez brody, jej minka z uśmiechniętej ułożyła się w podkówkę, a z oczu pociekły łzy.
– ... to nie tata! – skwitowała z rozczarowaniem i uciekła do matki.

Siły Zbrojne RP, Sieradz 1990

68 komentarzy:

  1. ło matko,chyba poznałam....dolna ,środkowa
    półka :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to tylko łut szczęścia bo górna półka - czwarty od lewej "toże pachorz" :-DDDDDD

      Usuń
    2. W nocy wszystkie koty są czarne, co można spokojnie odnieść do podobieństwa tych, co w mundurach.

      Usuń
  2. A gdzie Szarik? ;)))
    Powiem Ci że ten drugi z lewej w górnym rzędzie wygląda tak jakby za chwilę miał zakipować peta i ustrzelić fotografa ;) Jeszcze tylko jeden "mach" i po nim ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście:-)
      Byliśmy wtedy nieco umęczeni trzygodzinnym czołganiem w błocie i deszczu. Marzyliśmy o powrocie do koszar. Deszcz przestał już padać, ale musieliśmy jeszcze czekać na pozostałych. Fotograf miał szczęście.

      Usuń
  3. Piękne to wojsko kiedyś było :-) Chłopaki jak malowane :D

    Broda - jako obowiązkowy atrybut PRAWDZIWEGO Taty!
    Wojsko wtedy było jakoś mało prorodzinne ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście spędziłem w tym bałaganie tylko cztery miesiące i trzy tygodnie. Ale jest, co wspominać, choć nie wszystko nadaje się do opisania.

      Usuń
  4. Ależ to był bezsens i marnowanie funduszy. Wszystko po to, by zmiękczyć kręgosłupy, zasiać niepewność i szacunek dla władzy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mieli szans tego sprawić (zmiękczenie etc.), ale próbowali uzasadnić i wykazać swoją intelektualną lotność wobec magistrów i inżynierów.

      Usuń
    2. Są tacy, co twierdzą, że wojsko z chłopaków robiło prawdziwych mężczyzn;)
      Dziś, znów w modzie przedwojenne zawołanie: "nie matura, lecz chęć szczera...":)
      a poważnie mówiąc - szmat czasu wyrwany z życiorysu, dobrze, że moi chłopcy nie muszą, a mają wybór, choć żaden kariery wojskowej raczej nie wybierze:)))

      Usuń
    3. Mnie bardziej podoba się ta wersja dotycząca weryfikacji prawdziwych mężczyzn, w której mowa o postawieniu domu, posadzeniu drzewa i... spłodzeniu syna. Ten ostatni test niczego sobie:-)

      Usuń
    4. Racja, Caddi:) choć jako matka synów, nie pogniewam się, jeśli podczas weryfikacji pojawią się w rodzinie małe kobietki:))) mam nadzieję, że nie umniejszy to męskości - w końcu byłaby jakaś równowaga;))))

      Usuń
  5. no proszę...jacy chłopcy malowani...P
    mojego męża też na tej zasadzie wzięli...znam to...a Twoja Córcia bardzo spostrzegawcza,głównych atrybutów Taty przecież nie było...hahaha
    Mała zobaczyła taką jakąś wybrakowaną twarz,już sobie wyobrażam Twoją minę....P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Innego mnie nie znała, więc szok ogromny: głos niby taty, ale facet w jakimś dziwnym ubraniu i jeszcze do ojca ni w ząb niepodobny:-)

      Usuń
  6. Biedna córcia , to się zestresowała...
    Jacy piękni i młodzi :-)
    Jak ten czas leci..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomnień czar. Chciałoby się cofnąć o te dzieścia lat i może parę rzeczy ułożyć inaczej, ale cóż...

      Usuń
    2. małe dzieci przyzwyczajają sie do naszego stałego wyglądu...
      pamiętam,kiedy zmieniałam kolor włosów,to synek zawsze sie krzywił...i zawsze jak sie go pytałam,czy mi ładnie,odpowiadał,że nie...wolał zawsze mamę taką samą...P

      Usuń
    3. o kurcze...podpięłam się nie tam gdzie nie miałam w planie,sorki...P

      Usuń
    4. To prawda, Krakusku. Córka zapowiedziała mi, że nie ma mowy, bym kiedykolwiek był bez brody:-)

      Usuń
  7. oby nigdy nie było potrzeby znów
    zgolić tej brody, ze względów estetycznych,
    ale zwłaszcza w nacisku karty mobilizacyjnej
    z czerwonym paskiem.
    tam się kończy zabawa w wojnę, gdzie wojna
    zaczyna się na prawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Si vis pacem para bellum - to starorzymska maksyma, ale zawsze prawdziwa.

      Usuń
    2. Parabellum, ileż problemów by mi ten sprzęt rozwiązał...

      Usuń
    3. Zwykła wiatrówka, czy pistolet gazowy już byłby w sam raz. W ostateczności proca na opornych:-0

      Usuń
    4. pax et panem. te słowa najbardziej mnie
      kręcą w łacinie.

      Usuń
    5. Jeśli już to wolę "panem et circenses" tak jak lud rzymski, któremu schlebiali cesarze:-)

      Usuń
    6. ja dałabym wiele, żeby mieć takie
      okulary jak masz na tym foto. choruję
      na oprawki z temtej epoki. nazwjmy ją:
      " balceroooowicz muuuusi odejść- balcerowiczowskiej" ;)
      choć nie wiem, czy jednak nie byłby zbyt męskie.

      Usuń
  8. Mam list mojego Taty, ktory napisal do mojej Mamy jak byl na kolejnych cwiczeniach... Piekny list... Na koncu mozna przeczytac: Reniu, powiedz Jolce i Hani, ze Tata nie przyjedzie na przpustke, bo musi kartofle obierac...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obowiązek obierania ziemniaków w wojsku mnie nie dotyczył, ale na obozach harcerskich,jak najbardziej:-)

      Usuń
  9. Ja jeszcze nie digitalizowałem starych zdjęć ojca, ale kolekcjonuję i chronię gdy tylko jakieś wpadną mi w ręce. Wsród nich jest spory zestaw mundurowych. Tym cenniejsze, że ja takich nie mam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne, by zgromadzić jak najwięcej tego typu pamiątek rodzinnych: zdjęcia, listy, kartki, drobne przedmioty, rachunki, umowy. To wszystko stanowi ogromną kopalnię wiedzy o przodkach i rodzinnych relacjach.

      Usuń
  10. A mowia, ze broda nie czyni filozofem...:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filozofem nie czyni, choć niektórzy filozofowie nosili brody:-)

      Usuń
  11. -długo tam byłeś,a mała miała swoje prawa;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, takie małe kobietki są bardzo zaborcze:-)

      Usuń
  12. ale karabin odłożyłeś, mam nadzieję ;-)
    eh, ja nie będę miał takich wspomnień, bo wojsko mnie nie chciało... ;-(
    a jeszcze młodsze pokolenia to nawet nie będą wiedziały, że nie mają takich wspomnień bo wojsko to tylko w tiwi widzą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z giwerą nie chodziło się po placu, a jedynie na warcie lub na zajęciach w terenie. Fajna zabawa w wojsko z tym, że o wiele fajniejsza była w moim ogrodzie, gdzie w wieku kilku lat walczyliśmy z Niemcami:-)

      Usuń
  13. A pamiętasz jeszcze, która stroną karabinu się strzela? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętać pamiętam, ale niekoniecznie chciałbym znów z niego strzelać. Nie jestem jednak pacyfistą:-)

      Usuń
  14. Dlatego cieszę się, że ominęła mnie ta "przyjemność". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A żałuj, żałuj. To bardzo ciekawe doświadczenie.

      Usuń
  15. Hahaha,
    i ja, gdy zobaczyłam zdjęcie swego Ojca bez brody, nie mogłam uwierzyć, że to mój Tata! Ale na szczęście to było tylko zdjęcie z młodości Ojca;
    na szczęście tylko zdjęcie!
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, a ja wtedy jaki byłym mając trzyletnią córcię?
      Młody, że hoho!:-)))

      Usuń
  16. Mundur zmienia, a na dodatek obcięte na krótko włosy i ogolone policzki, mogły dziecko zmylić. Ciekawe czy po pewnym czasie zaakceptowała "nowego tatę". Miłej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, po pół godzinie już było w porządku, ale będąc na kolanach cały czas dotykała rączkami mojej twarzy sprawdzała, czy ten gość pasuje do jej ojca. Głos się zgadzał, ale nie była pewna.

      Usuń
    2. to i tak nieźle - ja ponoć przez dłuższy czas mówiłam mojej mamie dzień dobry i zwracałam się do niej "Pani Mamo" (nie widziałam Jej miesiąc jakiś...), a miałam 2 latka:)

      Usuń
  17. Szczęśliwie memu mężowi upiekł się ten wątpliwy zaszczyt, a póxniej już zdjęli obowiązek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uniknęłaś rozłąki ze swoim tatą, choć bardziej dolegliwe to jest chyba dla ojców:-)

      Usuń
  18. Mój Tato był lekarzem wojskowym , chodził w mundurze i byłam z tego bardzo dumna. Kiedy salutował mijanym żołnierzom poziom dumy wzrastał :) do dzisiaj mam jego kordzik oficerski. Tata czasami zabierał mnie na objazd jednostek. Pamiętam jak spałam na noszach w dużej sanitarce oznakowanej czerwonym krzyżem, a Tata o 2 w nocy budził mnie przynosząc do jedzenia wędzonego węgorza i zimną polokoktę do picia:))) dodam że miałam wtedy jakieś 4-5 lat a akcja miała kryptonim "bankiet " ;))) super czasy , super wspomnienia :)) męski wychów się przydał na męskich studiach ;)J<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faceci tak naprawdę to chcą mieć córki, wbrew obiegowym opiniom, że prawdziwy facet powinien chcieć syna.
      Piękne wspomnienia i ten smak... Polo Cocty:-)

      Usuń
  19. Moja córka to jeszcze krzyczała - zostaw moją mamusię!

    Tak, zgolenie brody może wiele zmienić

    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie! ta a propos przypomniał mi się taki dowcip:
      - Kto to jest tata?
      - Tata, to taki facet, który się kręci w pobliżu mamy.

      Usuń
    2. hehe, dobre :)i fajnie jak się kręci :)

      Usuń
  20. W mojej wówczas najbliższej rodzinie miało miejsce podobne zdarzenie z tym, że "MAMA, MAMA!" było... :)))
    /Krzysztofie, zainspirowałeś mnie do wpisu u siebie na ten temat - podejmę wieczorem ;)/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na opowieść o "mama, mama":-)

      Usuń
    2. Opuściła mnie wena albo leń pospolity dopadł ;)
      Ale było to tak... /w skrócie/.
      Pewnego ciepłego przedpołudnia rodzicielka wybrała się "gdzieś" na miasto. Oczywiście dorośli byli wtajemniczeni i znali powody tej eskapady. Musiało to być coś nadzwyczajnego, bo nie wiem, co musiało się dziać, żeby mama nas tak zostawiała. W tym celu całą swą gromadkę /w ilości sztuk pięć/ zaprowadziła do dziadków. Tata był w tym czasie w pracy. Babcia i dziadek dawali sobie świetnie z nami radę, czego efektem był bilans końcowy przy zdawaniu dzieci - bez manka i superatyw wychodziło - jest OK ;) Minęły ze 3 godziny, tata z robotniczego autobusu prosto do babci przybył, dzieciarnia przywitala radośnie, obiad na stół, maluchom śliniaki pod brodę i po obiedzie. Znaczy 4 godziny już... Jest! "MAMA, MAMA!" - wyłania się zza rogu, dzieciarnia biegnie, od największego po kolei dopada jej objęć, czyli ja, brat, brat ...i tu też brat miał być ale zamiast przywitania wrzask niemiłosierny się rozlega. Do siostry juz nawet nie doszło, bo całe towarzystwo probuje wydedukować, o co małemu chodzi. Pszczoła użądliła??? "TO NIE JEST MOJA MAMA! ŁEEEE...!!!" - Adaś wtula się przerażony w tatusia. "jak to nie?" - myślę. "Adaś, to ja, chodż do mnie" - teraz mama w ryk, bo mały słysząc to rozdarł się jeszcze gorzej. I tak przez kolejne 2-3 dni za mamę najmłodszego brata pod nieobecność taty ciocia robiła, musiała go karmić, przebierać, czytać bajeczki, wychodzić na spacery... Powoli dał się przekonać, że nikt jego kochanej mamusi nie uwięził w ciele tej pani z dziwną głową.
      I weż tu kobieto idź do fryzjera :)
      /mama na rzecz długich do pasa i prostych włosów zrobiła krótką trwałą ondulację/

      UPS! Znów namodziłam...

      Usuń
    3. Rewelacja! Dzieci wiedzą lepiej:-)
      Twój komentarz nadaje się na oddzielny wpis.

      Usuń
  21. Za mundurem panny sznurem, ale już zmieniony tata, niekoniecznie.:)
    Fajnie się czyta Panie C.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetna opowieść :) Uśmiałem się :))))

    OdpowiedzUsuń
  23. Caddi jak zwykle przepisowy- lufa w niebo........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to wychodzi, ale cóż mogę za tę lufę.

      Usuń
  24. Oj napatrzyłam się tych powitań na przysięgach.
    Ojciec był oficerem a ja właściwie wychowałam
    się na poligonach.
    Najfajniejszym wspomnieniem z wojska były przeloty
    ANTKIEM dwupłatowcem. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro tyle czasu spędziłaś w wojsku, to powinnaś mieć już jakiś honorowy stopień pułkownika:-)

      Usuń
  25. Nie, nie wtopa. ;-)))))
    To Bo ma na nazwisko Marszałek. ;-)))))

    OdpowiedzUsuń