niedziela, 17 lutego 2013

Zakochany złoczyńca

Minione dni Pan C. spędził w nadmorskiej mieścinie o wdzięcznej nazwie Mielno. Mielno, jak Mielno, łatwo się wymawia i zapisuje, choć nie wiadomo, czy jest to dobry zestaw liter na hasło do komputera. W każdym razie wydaje się lepsze niż takie QWERTY. 
Na dzień przed powrotem w domowe pielesze zauważył na swoim ulubionym smartfonie trzy nieodebrane połączenia od ukochanej siostry. 
– Dlaczego nie odbierasz  telefonu? – zaczęła z wyrzutem, gdy oddzwonił.
– Przecież wiesz, gdzie jestem – tylko tyle zdołał powiedzieć, bo ona mówiła dalej.
– Była u mnie policja. Zatankowałeś na stacji Bliska w K. i nie zapłaciłeś za benzynę. Byłeś wtedy moim samochodem.
– Naprawdę? – zapytał zaskoczony Pan C. – Widocznie miałem jakiś zakręcony dzień.
– Zawsze jesteś zakręcony. Przez ciebie stracę zdrowie. Chcą cię w tej sprawie przesłuchać.

Z tą benzyną to jakaś dziwna sprawa. Pan C. wydaje się być naznaczonym przez jakiegoś złośliwego duszka. Benzyna i poruszanie się po polskich drogach regularnie odbija się mu czkawką. Pechowe zdarzenie miało miejsce już w lipcu 2009. Opisał to we wpisie pod tytułem Kolor benzyny. Warte odnotowania jest także, udokumentowane stosowną fotografią (i opisane), podróżowanie przez miejscowość Biały Bór.
Ale do rzeczy. Po alarmującym telefonie roztrzęsionej siostry znalazł w internecie numer telefonu do rzeczonej stacji paliw. Tankował tam przynajmniej raz w tygodniu, za każdym razem solidnie płacił i brał fakturę. Przedstawił się, powiedział w jakiej sprawie i że chce zapłacić za paliwo, ale może to zrobić dopiero w sobotę.  Po chwili oddzwoniła do Pana C. pracownica stacji i poinformowała, że kierownik, z którym można to załatwić, będzie w pracy w sobotę od dwunastej.
W sobotnie południe, gdy Pan C. uruchamiał samochód, zadzwonił telefon.
– Dzień dobry, z tej strony kierownik stacji Bliska w K... Czy rozmawiam z Panem C.?
– Tak, właśnie wyjeżdżam do pana.
– Tylko chciałem poinformować, że już jestem i czekam na pana.
Po kilkunastu minutach Pan C. dotarł na miejsce i wszedł do pomieszczenia biurowego.
– Dzień dobry – powiedział przekraczając próg – nazywam się C. Proszę powiedzieć dlaczego przekazujecie mi zaproszenie na spotkanie przez policję?
Kierownik przepraszał i tłumaczył, że mają takie procedury i nie wolno im postąpić inaczej, a nie mieli do niego kontaktu.
– A nie wystarczyło w systemie wrzucić numer pojazdu i już byście mieli wszystkie namiary na mnie? Przecież regularnie u was tankuję. Tak traktujecie stałych klientów?
– Nie pomyśleliśmy i wszystko poszło z automatu. Naprawdę jeszcze raz pana przepraszam.
Przeprosiny przeprosinami, ale procedura wszczęta. Kilka godzin później Pan C. zjawił się na komendzie policji. Prowadzący sprawę policjant powiedział:
– Już wszystko wiem. Dzwonił kierownik stacji i powiedział, że jest pan ich stałym klientem.
– I co mi z tego skoro musiałem tu przyjechać.
– No tak! Musimy to przejść, bo procedura karna została już wszczęta.
No i masz babo placek! 
Policjant postawił Panu C. zarzut kradzieży trzydziestu litrów paliwa i ucieczkę ze stacji paliw bez uiszczenia stosownej zapłaty. Przywołał paragrafy i zapytał, czy Pan C. przyznaje się do winy.
– Nie przyznaję się do zarzutu kradzieży, natomiast potwierdzam fakt odjechania ze stacji bez uregulowania należności.
– Ale to jak mam to napisać w protokole?
– Proszę pana – powiedział Pan C. – pan wie, że czasami w sprawach karnych jest tak, że nie ma czynu, a jest tylko usiłowanie popełnienia. Usiłowanie także samo podlega paragrafom.
– No tak bywa – potwierdził skwapliwie.
– Widzi więc pan, że nie zawsze sprawy tak wyglądają, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. W moim przypadku było nie usiłowanie, ale popełnienie bez uświadomionego zamiaru i nawet świadomości, że coś takiego miało miejsce.
Konsternacja na twarzy policjanta sięgała zenitu. Próbował rozłożyć na czynniki pierwsze i zrozumieć zakręconą wypowiedź Pana C.
– Byłem zamyślony, a może rozmawiałem przez telefon i zdarzyło się coś, sam nie wiem co, że wyjechałem ze stacji w przekonaniu, iż wszystko zostało już uregulowane. Proszę pana, jestem ich stałym klientem, więc jaki miałbym powód zaboru mienia w ilości trzydziestu litrów?
– A może był pan zakochany i chodził z głową w chmurach? – podpowiedział przytomnie policjant.
– Otóż to! – przytaknął Pan C. – Z jednym tylko, ale istotnym zastrzeżeniem: nie, że "był", ale "jest permanentnie zakochany". Ten typ, taki jak ja... tak ma. 
– To wszystko wyjaśnia – powiedział z uśmiechem i zrozumieniem policjant. – Zazdroszczę panu.
– Powiem panu więcej – dopowiedział Pan C. – sam sobie też... zazdroszczę.



Mielno nocą

49 komentarzy:

  1. Ja to zawsze mówię - zakochany Kaziu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeżeli występuje tego rodzaju "zjawisko zakochanego kazia" powinno być nam wybaczone. Kierownik stacji zrozumiał, brawo.

      Usuń
  2. ciekawa rozmowa z policjantem,jestem w szoku,że tak dobrze podpowiedział panu C:P))))
    Tak swoją drogą to pan C mógł pierwszy to powiedziec,ale ponieważ jest ciągle i wciąż zakochany,to nie przyszło mu do głowy...:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W rzeczy samej jest tak, jako prawisz: zakochany i zakręcony i stąd taka przygoda. Mówią, że szczęśliwi czasu nie liczą i... nie płacą. Ale to drobiazg.

      Usuń
  3. "Na pocieszenie" ci powiem, że wielu moich znajomych również miało przygodę z tankowaniem niewłaściwego paliwa. Ja też kiedyś wpychałem na siłę końcówkę z ON. Nawet sobie tłumaczyłem, że to pewnie dystrybutor do szybkiego tankowania dla ciężarówek... i dopiero wtedy zapaliła mi się lampka ostrzegawcza. No i raz zdarzyło mi się nie zapłacić, ale w porę zreflektowałem się i zawróciłem na benzyniarkę. Wszystko przez ciągły pośpiech

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy musi ten swój ciężar odpowiedzialności nieść osobiście.
      Kiedyś, gdy wizjonerzy jedynie słusznego ustroju opisywali przyszłość, wszystko miało być za darmo: mieszkania, komunikacja, żywność itp. itd. Niektórzy to nawet proponowali zniesienie instytucji małżeństwa i wspólne kobiety dla każdego. Wystarczy poczytać jedną z pierwszych książek Stanisława Lema (Obłok Magellana), by dowiedzieć się, że w przyszłości nikt nie będzie posiadaczem środków produkcji i nieruchomości. To tylko drobny i pierwszy z brzegu przykład kontrybucji na rzecz ustroju sprawiedliwości, by móc wydać książkę.

      Usuń
    2. Wugusiu, ale pominąłeś w komentarzu kwestię zakochania. To jakoś niepodobne do Ciebie. Czyżby to przeziębienie aż tak osłabiło?

      Usuń
  4. Caddi, dramatycznie nieraz, ale jak ta miłość pięknie zakręca, gdyś zakochany:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak to się kręci już od chwili stworzenia pierwszych ludzi. Historia potomków Adama i patriarchów obfituje w dramatyczne zwroty akcji i układów.

      Usuń
  5. I obejdzie się bez sprawy sadowej? Zadziwiające :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Dobre pytanie, ale na mój nos rozprawa jakaś (choćby niejawna) musi się odbyć. Ocenione zostanie zdarzenie, materiał dowodowy i motywy. A na końcu wyrok w imieniu Najjaśniejszej Rzeczpospolitej.

      Usuń
    2. I jako okoliczność łagodząca zostanie przedstawiony permanentny stan zakochania Pana C.:)))
      To jest, jak zwiastun wiosny..:))

      Usuń
    3. Goldi, wiosna wszystko pachnie i widzi się inaczej. Dobry zwiastun.

      Usuń
  6. Swiadomosc i... zakochanie!
    No,no podoba sie Judycie...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  7. Każdy mówi, że się zagapił albo zakochał... Kilka faktur mi zostało z czasów jak miałam firmę. Sami zakochani nie zapłacili... :(

    OdpowiedzUsuń
  8. z tymi procedurami to jest tak, że zawsze są po to, aby coś nie działało jak trzeba, ale jak człowiek takich procedur potrzebuje... coby na przykład policja odzyskała zgrabione mu mienie, to nagle okazuje się, że na takie coś procedur nie ma...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Ty coś potrzebujesz od policji to nie mają czym, nie mają jak, nie mają procedur, ale mnie/ciebie dorwa w try miga. Ot i wszystko!

      Usuń
  9. Bo za benzynę trzeba tankować, jak na razie. ;)
    Byłem świadkiem takiego zdarzenia, ale obyło się bez policji, facet wrócił się z trasy. A i mnie się raz przypomniało, że trzeba zapłacić, przy wsiadaniu do samochodu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh ten Freud. ;) Oczywiście, że trzeba zapłacić. :)
      Już raz to napisałem poprawnie, ale mi skasowało. Eh. ;)

      Usuń
    2. Freud... też tak mam czasami, albo raczej rzadko tak nie mam:-)

      Usuń
  10. Sympatyczny policjant. I całkiem do rzeczy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ale co czasu zmarnotrawiłem przez własne roztrzepanie to nikt mi nie zwróci. Jedyna korzyść to temat na wpis.

      Usuń
  11. No to i ja Ci zazdroszczę, chciaż jestem równie permamentnie zakochana

    :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy tak pomyślę i zastanowię się to nawet sam sobie zazdroszczę:-)

      Usuń
    2. Jak sobie pomyślę, to ja sobie też :P

      Usuń
  12. Wiecie co? Najfajniej to nie wstydzić się tego zakochania.

    OdpowiedzUsuń
  13. Otóż to, Panie Wugusiu! Zbyt często konwenans wpływa na nasze zachowania i deklaracje. Zakochanie jest postrzegane, jako atrybut młodości, a to taka fajna choroba, o której pięknie śpiewa Michel Sardou: La maladie d'amour.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakochanie w Twoim wydaniu stanem przewlekłym już jest - tylko pozazdrościć atrybutu pozostaje i obyś nigdy z tego nie "wyzdrowiał" :)))

      Usuń
    2. Z tym zakochaniem i jego przewlekłością tego stanu jest jak z chorobami. Po prostu się taką przypadłość MA i już:-)

      Usuń
  14. Tak się zdarza i nie ma w tym nic dziwnego. Przecież "nie udał się w stronę ucieczki", tylko zapomniał uregulować należności.Policjantowi ciężko było zrozumieć. Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha! Podoba mi się określenie: udał się w stronę ucieczki. Oby się tylko policja nie obraziła.

      Usuń
  15. Oj, bardzo by mi się podobał taki mężczyzna permanentnie zakochany :-) /nawet gdyby zdarzały mu się takie "urozmaicenia życia" jak to wyżej opisane/

    Szczęściara z Heli :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz teraz, dlaczego Hela walczy, jak lwica z wszelkimi pliszkowymi zagrożeniami. Zna wartość Mariana:-)

      Usuń
  16. Swietna historyjka, podoba mi sie, a do tego pociesza niepomiernie, ze nie tylko my, kobiety bywamy roztargnione i czesto stajemy sie bohaterkami rodzinnych i nie tylko anegdot :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbezpieczniej i najskuteczniej jest śmiać się z samego siebie.

      Usuń
  17. No trzeba powiedzieć Caddi że zakrecony to ty jesteś i to fest!!:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasupłany to ja byłem kiedyś. teraz to tylko drobne okruchy tego, jakim byłem wcześniej. Hela musiała się sporo napracować.

      Usuń
  18. Buchnąłeś 30 litrów ze stacji? Jesteś moim idolem. Przynajmniej Ty chciałeś odzyskać akcyzę, inni nie mają odwagi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wynika z wpisu, to raczej nieskutecznie:-)

      Usuń
  19. To fakt, taki roztargniony bohater z Ciebie wyszedł, w właściwie wyjechał :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Miłość jako alibi i jednocześnie przyczyna "przestępstwa" ;)J<

    OdpowiedzUsuń
  21. co za porządny obywatel! kierownik stacji pouczony, policja wyedukowana - brawo!

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie wiem czy ktoś z czytających widział film Supermarket, w każdym razie tam wszystkie problemy bohatera biorą się z tego, że przechadzając się między półkami hipermarketu, machinalnie wziął batonik, rozwinął, zjadł, nie zapłacił, i został przyłapany. Ja ostatnio robiłem bardzo małe zakupy w zaprzyjaźnionym :) markecie, kładę wszystko na taśmę, no i patrzę, mam 3 rzeczy, a przeciez były 4, więc gdzie jest batonik. Włożyłem rękę do kieszeni kurtki - jest! No ale już moja kolej, i jak tu przy kasjerce wyjąć batonik z kieszeni, wyjąłem więc tylko portmonetkę i zapłaciłem, a batonik... cóż, potraktowałem jako nagrodę, bonus, dla może nie stałego, ale częstego klienta. Nie wiem jak to się stało, że zgarnąłem ten baton do kieszeni, żadnych reperkusji nie było, mam nadzieję że nikt nie widział...
    A piszę ku przestrodze, bo zapewne wielu widzów filmu Supermarket pomyślało sobie: no tak, ale to jednak on sam sobie winien, taki głupi, po co wziął batonik, mnie by się to nigdy na pewno nie przytrafiło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzasz tylko fakt, że niektórzy są czasami bardzo zakręceni. A batonik widocznie był baaaaardzo smaczny:-)

      Usuń
  23. To jeszcze jestes bardziej zakrecony ode mnie! zdarza mi sie nie poznac mego wlasnego meza na ulicy ( choc uwazam to tylko dobrze o mnie swiadczy, nie zwracam uwagi na kiwajacych do mnie reka facetow :), ale za benzyne grzecznie place!
    swietne te twoje opowiastki, dzis wszystkich nie uda mi sie przeczytac, ale na pewno nadrobie sobie w swoim tempie, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A propos współmałżonków przypomniałaś mi sytuacje sprzed lat. Byliśmy z Koleżanką Małżonką trzy lata po ślubie. Czegoś pilnie potrzebowałem i zadzwoniłem do niej do pracy:
      - Dzień dobry, nazywam się K. i chciałem rozmawiać z panią W.
      - Z kim??? - usłyszałem głos z drugiej strony.
      Powtórzyłem prośbę i znów głos z drugiej strony, tym razem poirytowany pyta:
      - Z kim?
      - Chciałem rozmawiać z panią W. - ups, z panią K.
      W tym momencie zorientowałem się, że użyłem panieńskiego nazwiska żony. Traf chciał, że to ona odebrała rozmowę. Nie poznałem jej głosu przez telefon:-)))

      Usuń