piątek, 4 stycznia 2013

Subtelny balans

Wakacje w 1980 roku. Kilka tygodni przed burzą, która doprowadziła do upadku Edwarda Gierka. Obydwoje z Helą byliśmy po drugim roku studiów. Najpierw pojechaliśmy na tygodniowy wędrowny obóz po górach, by później przyjechać do ciotki Ireny mieszkającej w malowniczej miejscowości nad jeziorem. Ciocia była rada naszej wizycie, bo miała wyjechać na kilka dni. Cieszyła się, że dom i koty będą pod dobrą opieką. Chciałem Heli pokazać malownicze okolice, ale niechętnie opuszczała nasza letnią bazę. Twierdziła, że już dość się nachodziła po górach i woli odpoczywać, ale tylko ze mną.
Fajnie to brzmi odpoczywać z kimś takim, jak Hela. Były momenty, że czułem się utrudzony niczym robotnik sezonowy po całodziennym kopaniu rowów melioracyjnych. Próbowałem w tak zwanym międzyczasie coś przeczytać, a nawet oglądać jeden z dwóch programów telewizyjnych. Nie dałem rady, bo Hela była tak absorbująca, że niewiele pamiętam z tego, co widziałem lub czytałem. O ile na początku naszej znajomości podchodziłem do niej sceptycznie i z dystansem, to z upływem tygodni i miesięcy czułem, że staje się dla mnie coraz ważniejsza. 
– Marian – pytała często – czy ty mnie kochasz?
– Oczywiście – odpowiadałem nie okazując poirytowania. – A kogo mam kochać?
– Ale powiedz, Marian – kontynuowała nie zważając na moją obojętność – jestem dla ciebie ważna, czy jak?
Patrzyłem na nią i zgrzytałem zębami, ale co miałem począć. Hela już tak ma, że potrzebuje codziennych zapewnień i potwierdzeń. Bez tego nie może funkcjonować. Na drugi lub trzeci wieczór Hela postawiła na stoliku magnetofon Grundig. Był to najnowszy model, który otrzymała w prezencie od rodziców za zaliczenie sesji letniej. Włożyła kasetę i powiedziała:
– Nie dotykaj na razie. Wyjdę na chwilę. Dopiero, jak ci powiem, wciśniesz klawisz. Zależy mi, by stało się to we właściwym momencie.
Zgodziłem się, ale nie przeczuwałem w dziesiątej części tego, co miało nastąpić. Siedziałem swobodnie rozparty w fotelu i zaciągałem się dymem carmenów. Dojmujące doznanie, gdy słodkawy i intensywny dym przeciskał się przez tchawicę do płuc i rozdymał je do granic możliwości. Niesamowita przyjemność. 
– Mariaaan! – dobiegł głos Heli z sąsiedniego pokoju – Włącz magnetofon!
No i zaczęło się! Nastąpiło coś, o czym nie śniłem w najmilszych snach poprzedzających zmazy nocne. Nim wybrzmiały pierwsze takty przedwojennego Sex Appealu Hela znalazła się na środku pokoju. To, co ujrzałem zaparło dech w piersiach i zamarłem w fotelu nie mogąc wykonać żadnego gestu. Wyobrażam sobie, jaki miałem durnowaty wyraz twarzy.
Czarne szpileczki, nogi odziane w pończoszki w siateczkę (dziś już wiem, że to kabaretki), bielizna bardzo fikuśna i frywolna w kolorze czerwonym z czarnymi aplikacjami. Pamięć emocjonalna zarejestrowała i do dziś przechowuje wszystkie szczegóły.
Nie mam pojęcia ile to trwało, ale patrzyłem na bezdechu. Dopiero na końcu wypuściłem powietrze. Byłem oczarowany jej tańcem i kuszeniem.
– Boże w niebiesiech! – tylko tyle wydobyłem z siebie cały czas czując odrętwienie.
– Bo taniec jest subtelnym balansem pomiędzy ideałem a pięknem. To wszystko dla ciebie.
Czułem jej zjawiskowość i niepowtarzalność. Miała nade mną pełnię władzy, mogła zrobić ze mną wszystko. Podeszła, delikatnymi dłońmi ujęła moja twarz i pocałowała. Serce dudniło, trzewia trawił ogień, a ręce drżały, jak w delirium. Uświadomiłem sobie, jak bardzo mi na niej zależy i jak bardzo nie chciałbym jej stracić. Nie wiedziałem tylko, co zrobić, by zechciała zostać ze mną na dłużej... na zawsze. Jej twarz była przy mojej twarzy, patrzyła mi prosto w oczy. Drżałem chcąc tę chwilę zatrzymać, jak najdłużej. 
– Marian, jesteś mężczyzną mojego życia. Oświadczam się tobie i chcę wyjść za ciebie za mąż.
Poczułem, jakby coś obuchem łupnęło mnie między oczy, a końskie kopnięcie podcięło uda tak, że nie byłem w stanie się ruszyć. Wziąłem głęboki oddech i wyszeptałem:
– Przyjmuję. To dla mnie najpiękniejsza chwila.
Tydzień później, gdy przyjechałem z wizytą do jej domu, dopełniliśmy oświadczyn. Zrobiliśmy to bez świadków podczas spaceru wzdłuż jeziora. Hela wyjęła z puzderka moją obrączkę, pocałowała błyszczący krążek i nałożyła mi na serdeczny palec.
– Teraz jesteś mój... j na zawsze! – powiedziała – Nikt i nic tego nie zmieni.


/Marian/


Kopanie rowów melioracyjnych

47 komentarzy:

  1. To kopanie rowów, to podczas wakacyjnych praktyk studenckich? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ilustracja tego obciążenia, jakie Marian odczuwał przebywając z Helą. Ale jak to mówią wszystko dla ludzi:-)

      Usuń
  2. Obciążenie, obciążeniem, ale historia piękna!:)
    Wychodzi, że Marian nie potrafił określić swoich uczuć, kochał jednak prawdziwie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaharować się gotów do utraty tchu dla Heli... i tak ma do dziś. A określanie uczuć słowami zawsze jest nieadekwatne, gdyż słowa ograniczają to, co człowiek czuje.

      Usuń
  3. Oboje czuli to samo,Hela tylko przyspieszyła NIEUNIKNIONE.
    Przypomniał mi sie teraz post "Bohater wieczoru"...Marian nie jest wcale gorszy,też miał swój "występ"(domyślam się,że nie jeden ):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, ale bohatera wieczoru od oświadczyn dzielą 32 lata. Marian się po prostu rozwinął pod wpływem i czułymi skrzydłami czujnej Heli:-)

      Usuń
    2. Caddi,czytaj co w nawiasie napisałam...:P

      Usuń
    3. No czytałem, czytałem:-))))

      Usuń
    4. Myśle po prostu,że przez te 32 lata to oboje mieli swoje występy,bohaterskie ranki i wieczory,no i tak w ogóle...dobrali się super.Nie wiem,czy na zasadzie kontrastu?...hm...ale może tak,bo Marian jest jakby spokojniejszy,ale oboje kochają sie równie mocno.
      :)

      Usuń
    5. Zapewniam Cię, Smoczyco, że blog pomieści jeszcze wiele opowieści Heli i Mariana. Ich życie jest... tętniące. Obydwoje kipią energią:-)

      Usuń
    6. no to zapowiada się ciekawie...:)
      będę im kibicowac:)

      Usuń
  4. Gdzieś po tym świecie stąpa taka moja Hela. Jak ktoś ją zobaczy, to proszę o kontakt. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze twoja Hela zatańczy przed Tobą i będziesz trafiony zatopiony:-)))

      Usuń
  5. Zdjęcie pod tekstem, jako jego dopełnienie, cudo! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to była ciężka praca, tylko się tak nie kurzyło, jak przy kopaniu rowów.

      Usuń
    2. ale w tzw.międzyczasie udało mu się...sięgnąc do jakiejś lektury,nawet coś tam w tv oglądnąc,nie było tragicznie...haha.
      patrząc na zdjęcie-poczułam się trochę zmęczona,samym patrzeniem,biedny Marian...:P)))

      Usuń
  6. Romantyzmem przepełnione , a fotografia zgodzę się z Angie jako dopełnienie ;) z przymrużeniem oka oczywiście ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo życie z Helą to jest... ogromne wyzwanie:-)

      Usuń
  7. Kapitalna część! Niby to samo wydarzenie (Grundig, kabaretki...), ale widziane z innej perspektywy nabiera innego smaku i koloru!
    To jedynie dowodzi, że kobiety i mężczyźni różnią się pochodzeniem;)
    Niełatwo jest spotkać "pasującą odmienność", ale gdy tak się stanie, to życie mieni się kolorami tęczy i roi od zaskakujących zdarzeń:)
    Czekam na kolejne opowieści z zycia M i H.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, Golden, zwróciłaś uwagę na kluczową sprawę w tych dwóch relacjach: jak to samo wydarzenie postrzegane jest przez uczestników. Okazuje się, że jednak inaczej. Poznając te relacje zyskujemy pełniejszy obraz tego, co było. Przyznam, że sporo wyobraźni mnie kosztowało, by rozpisać to w taki właśnie dwurelacyjny sposób. Nie jest to żadna nowość, taki zabieg literacki, ale dawno się z nim nie zetknąłem.
      Sam jestem ciekaw kolejnych odcinków.

      Usuń
  8. Piękna, romantyczna opowieść... :) Ech, ludzie ciągle mnie zaskakują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim życie jest piękne i dlatego zaskakuje.

      Usuń
  9. Fajnie się czyta takie opowieści w postaci wspomnien...Marian Z hela pasują do siebie idealnie!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Kopanie rowów powiadasz, w wykonaniu Mariana był to zapewne rów mariański

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zwał tak zwał, ale co się napocił to jego.

      Usuń
  11. Kopanie rowów a kopanie rowów to różnica w pocie nieporównywalna:))))))

    OdpowiedzUsuń
  12. Odpowiedzi
    1. Bo wszystko w życiu już gdzieś kiedyś już było.

      Usuń
    2. chciałam polubić, ale nie ma opcji :P

      Usuń
  13. A ja się obawiałam, że po tym tańco-kuszeniu to z nadmiaru szczęścia... mogło coś nie wypalić...
    Bo tych oświadczyn to się spodziewałam...
    Sama tak wiele razy robiłam...:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zaś którymś razem wreszcie ci wypaliło... chyba? Bo Hela hołdowała zasadzie "jednego strzału": trafiony zatopiony:)

      Usuń
  14. _oj przypomniałeś obowiązkowe prktyki studenckie,skoszarowanie w akademikach,ale mimo to wspominam ten czas przyjemnie....dobrego Roku;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoszarowanie o wiele ciekawiej wyglądało w wojsku po studiach, ale to inne czasy niż późny Gierek:-)

      Usuń
  15. takie kuszenie to ja rozumiem... fajno powspominać, nie ma to tamto! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za trzydzieści lat sam będziesz miał piękne wspomnienia. Szmat czasu sprawia, że widzisz to wszystko w innej perspektywie:-)

      Usuń
  16. I to mi się u Heli podoba
    Mariana przez zaskoczenie wzięła.Grunt,że mu czasu na zastanowienie się nie zostawiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość facetów nie wie nawet, kiedy to wszystko się stało, a już są po drugiej stronie rzeki. Ot, taka prawidłowość:-))

      Usuń
  17. Stworzyłam na blogu Filemonki cykl o miłosnych parach. Od jakiegoś więc czasu tkwię w tym temacie miłosnym :) Historia Heli i Mariana zdecydowanie jest najpiękniejsza i najtrwalsza :) gratuluję!( j.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w tym wszystkim jest najpiękniejsze, że można "tkwić" i w temacie miłości i w niej samej. Już biegnę poczytać to, co wcześniej zapowiadałaś.

      Usuń
  18. Byłam pewna, że pisałam komentarz pod tym postem, a może się tylko zaczytałam , rozmarzyłam i poszłam sobie? Takie to romantyczne, że ach... . Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne, że zabrałaś ze sobą zabrałaś miłe wrażenia:)

      Usuń
  19. Jedno jest pewne: życie z Helą nie znosi monotonii ;) No i ważne, że Marian po tylu latach nie czuje się zmęczony ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy Helenie nie ma opcji, by zdążyć okazać zmęczenie, czy znużenie.

      Usuń
  20. W tańcu nie ma zawiłości intelektualnych, jest tylko rytm i pulsowanie w skroniach. Ileż w tej Heli kokieterii i subtelności:))!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taniec to właśnie to, co napisałaś. Dodam tylko jeszcze raz, że Taniec to subtelny balans pomiędzy ideałem a pięknem. A tak poza tym to wszystko to nic nic innego, jak wysublimowany, przetworzony i dostosowany do naszych potrzeb cudny atawizm.

      Usuń