czwartek, 3 stycznia 2013

Oświadczyny

W pierwszy dzień nowego roku doznałam szoku. Okazało się, że prawie od dwóch lat żyłam pod jednym dachem i spałam w jednym łóżku z dwoma mężczyznami. Nie, że tkwiłam w jakimś bezwstydnym trójkącie, czy innym związku-rozwiązku. Okazało się, że ten mój Marian chwilami był, jak doktor Jekyll i mister Hyde, choć nie w sensie morderczej patologii, żeby to było jasne dla wszystkich pliszek, ale  w sensie... bogactwa osobowości. Gdy to sobie uświadomiłam, a Marian wyszedł, ale już nie do Pana C. na piwo, jak dotąd miał w zwyczaju, lecz do samego siebie, przypomniało mi się wydarzenie sprzed lat, gdy byliśmy w fazie chodzenia ze sobą.
Spotykaliśmy się już kilka miesięcy, gdy nadeszły wakacje i pojechałam z nim do jego ciotki i wujka. Wujostwo wybyło na kilka dni, a my korzystaliśmy z uroków ich domu otoczonego bujną zielenią. Nieopodal było jezioro, ale nie mieliśmy czasu na korzystanie z jego uroków. Chciałam, by ten czas spędzony ze mną, był dla Mariana szczególny i niepowtarzalny. Poza tym bardzo chciałam w pełni otworzyć Mariana na siebie, bo momentami miałam wrażenie, że otacza go jakiś kokon i że jest bardzo zasupłany i zapętlony. Miałam z tym problem od samego początku, bo zawsze sprawiał wrażenie faceta niedostępnego. Nie należał do tych, którzy uganiali się za dziewczynami. To raczej one o niego zabiegały, a on tego nie zauważał i nie było w tym nic z pozy. On po prostu taki był, choć odkąd jesteśmy razem, zawsze skręcało mnie na myśl, że mógłby spojrzeć na inną. Tak mam do dziś i nic na to nie poradzę.
W drugi wieczór postanowiłam zagrać va-banque. Ustawiłam na ławie magnetofon marki Grundig i uruchomiłam kasetę z nagraniem przeboju Sex Appeal w wykonaniu Anny Jantar. Wcześniej ubrałam się w seksownie kabaretki kupione w Pewexie za bony towarowe PKO. Marianowi muzyka w tańcu nie przeszkadzała i nadal nie przeszkadza. Chciałam wystąpić przed nim, bo pragnęłam dać mu odczuć, że jest mężczyzną, dla którego stać mnie na wiele. Gdy stanęłam przed nim, a w powietrzu rozbrzmiały pierwsze takty, Marian zamienił się w słup soli. Oczy otwarte na oścież, jak wrota stodoły, zero mimiki i jakiegokolwiek ruchu. Istny manekin.
– Porażka! Na tego faceta nic nie działa – pomyślałam przerażona w skrytości ducha.
Czułam, że sztywnieją mi mięśnie nóg i ciała, ale postanowiłam walczyć do końca. Wybrzmiał ostatni dźwięk i zapadła cisza. Po chwili usłyszałam, jak Marian wypuszcza z płuc powietrze.
– Niesamowite! – wyszeptał z zachwytem. – Nie spodziewałem się tego się po tobie.
Jego twarz stawała się wyrazistsza i zaczęła nabierać kolorów. Oczami zaczął błądzić po moim ciele. Mierzył mnie od stóp do głów i pożerał wzrokiem.
– A już myślałam, że nie podobam się tobie w tańcu.
– Boże w niebiesiech! – jęknął – Jesteś cudowna... tak mnie zaskoczyłaś, że zamarłem.
Usiadłam obok niego. Objął mnie ramionami i mocno przytulił. Nie wiem, co mną powodowało, ale było to silniejsze niż cokolwiek, niż jakikolwiek konwenans, czy mniemanie na temat tego, co wypada, a co nie przystoi młodej dziewczynie. Dusza wrzeszczała muszę, bo się uduszę! Ujęłam jego twarz w dłonie, spojrzałam głęboko w oczy i pocałowałam.
– Marian – wyszeptałam z bliska – bardzo cię kocham, jesteś mężczyzną mojego życia. Chcę wyjść za ciebie za mąż, dlatego ci się oświadczam.
Chwycił moje dłonie i delikatnie, acz zdecydowanie odsunął. Czekałam na to, co  nastąpi. Nie wiedziałam, jak zareaguje i co powie. Cisza waliła obuchem w głowę, serce dudniło, jak dzwon. Czułam, że dłużej nie zniosę tej niepewności, gdy wreszcie wypowiedział tym swoim głębokim i bardzo męskim głosem:
– Heluś! To dla mnie najcudowniejszy moment w życiu. Przyjmuję!


/Helena/

49 komentarzy:

  1. cała Hela,od początku wiedziała co chce,kogo chce...i taka jest do dziś.I może tu czasem jest klucz...do szcześcia?
    U Heli i Mariana to sie akurat sprawdziło...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że zdecydowana i wiedząca, czego chce to fakt. Niektórzy uważają, że zachowała się niezbyt kobieco, że powinna zaczekać, aż Marian wykaże się inicjatywą. Przyznam, że osobiście jej otwartość przypada mi do gustu.

      Usuń
    2. ja myśle,że...kobieta tak naprawdę ma wyczucie,kiedy to ona może pierwsza zacząc,znając juz trochę swojego faceta,a Hela przecież przygotowała preludium,na które Marian nie mógł inaczej zareagowac,inaczej odpowiedziec.To wcale nie odebrało jej kobiecości,to było oryginalne.

      Usuń
  2. no oczywiście.....Hela i Hela.Z "tym " Marianem pewnie do tej pory chodziliby za rączkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczasz, że gdyby nie Hela to Marian nie wykazałby się inicjatywą?

      Usuń
    2. Może wykazałby się ale troszkę czasu upłynęłoby...dlaczego? Marian musiałby się rozsupłać sam .....no nie wiem ;-)

      Usuń
  3. Musze, bo sie udusze! Swietne!Ilez to razy musimy, bo sie udusimy /smiech/
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze jest dać upust imperatywom. A takiemu, jaki naszedł Helę, bezwarunkowo należy ulegać.

      Usuń
  4. Hela pewnie z tego szoku zapomniała, że pan C miał swoją Dancię, czyli od dwóch lat żyła pod jednym dachem i spała w jednym łóżku z dwoma mężczyznami i z kobietą :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hebiusie, Dancia, ta mała krępa niewywrotna to inna bajka i w żaden sposób nie przystająca do Pana C., który pojawi się jeszcze, choć w ograniczonym zakresie.

      Usuń
  5. Ach, więc to tak powinny wyglądać oświadczyny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że ekscytujące i urocze?:-))

      Usuń
    2. chłopaki,wszystko przed Wami ..trzeba tylko zachęcić Heleny

      Usuń
    3. Z tego, co napisałaś, wnioskuję, że właściwie to każdemu chłopakowi - oczywiście w sprzyjających warunkach - może się taka przyjemność żeńskich oświadczyn przydarzyć:-)

      Usuń
    4. Zawsze należy mieć nadzieję..trzeba tylko trafić w dobry dzień lub mieć kobietę o mało purytańskich zasadach...cokolwiek by to nie znaczyło.

      Usuń
    5. Hela nie wygląda mi na kobietę bez zasad, co nie oznacza, że jest purytańska. Może tylko wobec swojego faceta, dla niego właśnie, potrafi być taką, jaką nie pozwoliłaby sobie być wobec innych?

      Usuń
    6. Ależ nie pisałam o "tej"Helenie...ona kocha swojego Mariana jak 2X2 i tylko im się takie cuda na kiju mogą zdarzać.No to co z tym pirśdzionkiem ? teraz sobie skojarzyłam,że była taka para ,która wsuwała sobie na palce śrubki i też było romantycznie .....

      Usuń
    7. Z pirśdzionkiem trzeba poczekać na Mariana. Wypowie się w sprawie przebiegu opisanego zajścia do soboty. Z reakcji na powyższe wnioskuję, że będą jakieś różnice w detalach. Może nawet trafią się jakieś smaczki.

      Usuń
  6. A pierścionek gdzie? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre pytanie, ale zapewne to się wyjaśni, gdy Marian opowie, jak to wyglądało z jego punktu widzenia.

      Usuń
  7. a ja Helenie zazdroszczę ;))( justyna)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz rozwinąć tę myśl o zazdrości?:-)))

      Usuń
    2. Krzysiu :))) Kokiecie;)))
      że oświadczyny zostały przyjęte:)j.

      Usuń
  8. Skąd ja znam Helę..?
    ;)
    Tym większe pozdrowienia dla Niej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy jest w Tobie coś z niej i dostrzegasz to codziennie w lustrze?:-)

      Usuń
  9. Taniec na rurze zamiar róży i pierścionka - są takie, co potrafią, szczęściasz z tego Mariana vel Pana C.

    Banda schozofreników, Hela i Danka w jedym? matko!

    OdpowiedzUsuń
  10. Eh, potwierdza się stara zasada, że to kobieta decyduje, który mężczyzna ją wybierze:)))
    Myślę, że to nie był akt desperacji ze strony Heli, jak sugerowaliby niektórzy, wbrew pozorom ona ma klasę i zasady, ale raczej PEWNOŚĆ uczuć Mariana do niej, która to miłość go onieśmielała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tę prawdę znam niemalże od zawsze. To kobiety wybierają.

      Usuń
    2. Jakoś nie mogę sobie odmówić tej przyjemności...:)))

      Usuń
    3. Dla mnie to też przyjemność... wiedzieć, jak jest w rzeczy samej:-)

      Usuń
  11. Cel uświęca środki. Oświadczyć sie nie oświadczyłam ale pierwsza zaczęłam mówić o ślubie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednym słowem pomogłaś przyszłemu mężowi odkryć jego prawdziwe przeznaczenie i szczęście:-)

      Usuń
    2. Tak właśnie było:)

      Usuń
    3. Czasem role damsko-męskie się odwracają...:)))

      Usuń
    4. I dodaj jeszcze, że jest najszczęśliwszym facetem pod słońcem i nie wyobraża sobie, że mógłby oświadczyć się komuś innemu.

      Usuń
    5. To się wie bez Eli potwierdzenia...:)))

      Usuń
    6. "Się wie" to jedno, a publiczna deklaracja to drugie:-)

      Usuń
    7. Publiczna deklaracja odbyła się na moim blogu, kiedy dwóch dżentelmenów po starciu z wiedźmami, wycofało się na z góry upatrzone pozycje, hehe

      Usuń
    8. Bo faceci to tak naprawdę słaba płeć. Każdy to potwierdzi:-)

      Usuń
    9. Żałować nie będę:))) znaczy się facetów:)
      (a już myślałam, że też będę musiała publicznie potwierdzić linkiem...);)
      Natomiast - żartować chyba nie wypada... bo problem jest i to całkiem poważny:)

      Usuń
    10. Ha ha ha aż takim ryzykantem mój mąz nie jest zeby temu zaprzeczyć:))))

      Usuń
    11. Elu, to jednak małżeństwo z Tobą obdarzone jest sporym ryzykiem:-)

      Usuń
  12. No proszę, oświadczyny kobietom także przystojną i dech mężczyźnie mogą zatrzymać. Jak równouprawnienie, to równouprawnienie i niech tak zostanie. Serdecznosci zostawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hela to kobieta z krwi i kości. Wolała pewnych spraw nie pozostawiać przypadkowi:-)

      Usuń
  13. to ja miałam racje z tą babeczką, ona przeczuwała od samego początku, wiec można ulec fascynacji początkowej i pozostać w niej na długo:))
    I ja mam tak jak Hela:" muszę, bo się uduszę":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem zaliczasz się do tego szlachetnego gatunku Hel:-)))

      Usuń