sobota, 19 stycznia 2013

Niutka* nadziei (2)

Obudził się dość wcześnie, choć trzeba przyznać, że, mimo dość przykrego powrotu z urlopu, nie odczuwał niepokoju.... jeszcze nie odczuwał. Jakoś tak podświadomie czuł, że uwolnił się od czegoś, co tak naprawdę nigdy nie było jego bajką. Zastanawiał się jak to możliwe, że on humanista bawi się w przepływ towarów i pieniędzy. Owszem odczuwał satysfakcję, gdy szkolił pracowników – był kiedyś belfrem w liceum – ale tak naprawdę jego pasją było myślenie i litery.
Przejmujący gwizd czajnika wyrwał go z porannego letargu. Zerwał się z wygodnego fotela, ruszył do kuchni i wyłączył gaz. W jego ulubionej filiżance czekała świeżo zmielona kawa. Uniósł czajnik i powoli zalewał ciemnobrązowe drobiny do momentu, aż u szczytu naczynia pojawiła się spulchniona i aromatyczna pierzynka. Dla czcicieli ciśnieniowych maszyn do kawy to profanacja, ale mało go to obchodziło... To jemu miało sprawić przyjemność picie tak przygotowanej kawy.
Uchwycił delikatnie spodeczek, na którym obok filiżanki położył niewielką łyżeczkę, i powrócił na fotel. Kawa spoczęła na stoliku obok, aby była na wyciągnięcie ręki. Zza okna wyzierał półmrok poranka, a wokół zalegała błoga cisza. Siedział z odchyloną głową i wyciągniętymi stopami. Oczy miał zamknięte. Słyszał niemalże, jak w nozdrza gwałtownie uderza cudowny aromat zaparzonej kawy, by za chwile dotrzeć do uszu i przedrzeć się do tylnej części czaszki. Wzbierała w nim moc i siła, która sprawiała, że chciał krzyknąć Chwilo trwaj! Zmysł słuchu i powonienia zdominowały odczucia, przywoływały najpiękniejsze wspomnienia i najszczęśliwsze chwile, cudne uniesienia.
Odczuwał dojmujące napięcie w oczekiwaniu na moment, gdy wreszcie sięgnie po kawę. Przybliżył krawędź filiżanki do ust, lekkim dmuchnięciem odpędził resztki kawowej pierzynki i zanurzył usta w gorzkim i ciemnym wywarze. Pociągnął mały łyk, który wlewając się pod język zaskoczył go swoim wyraźnym smakiem i krzykiem... Opadły mgły i miasto ze snu się budzi... zaczyna się dzień.
Po ósmej nikogo nie było już w domu. Włączył telewizor, by zapoznać się z doniosłymi problemami kraju i świata. Obiecał sobie, że za godzinkę pomyśli, co dalej ma z sobą zrobić. Miał tylko miesiąc wypowiedzenia plus miesięczną odprawę. To zawsze coś, ale nie należy zwlekać i czekać, bo czas jest najbardziej deficytowym towarem. Po kilkunastu minutach poczuł znużenie i wyciągnął się na kanapie. Złudnie pomyślał, że w tej pozycji przyswajanie wieści ze świata będzie łatwiejsze. Po chwili powieki opadły z łoskotem, a oddech wyrównał się i spowolnił. Pestka ułożyła się na dywanie i pełniła dyżur, by nikt nie zakłócał mu spokoju. Sen to w przypadku Marka wędrówki w czasie, z których zawsze wracał odmieniony i miał sporo zadań do odrobienia. Tym razem podróż przeniosła go do wigilii w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym roku. Dlaczego akurat w to miejsce? Nie wiedział, ale na pewno lubił ten czas. Doświadczył wówczas w praktyce... ducha świąt Bożego Narodzenia.

Zobacz: Niutka* nadziei (1)

47 komentarzy:

  1. Kawę zacząłem pić, jak zacząłem pracować. I przez te lata zmieniała swoje oblicze. Zaczynałem od ze śmietanką i 3! łyżeczkami cukru. Teraz, nawet w tej chwili piję czarną, bez niczego. ;)
    W dzieciństwie z wielkim szacunkiem i sympatia podchodziłem do jednego znajomego moich rodziców, który z namaszczeniem przyrządzał kawę (jakiej wówczas nie dane mi było smakować), miał specjalne naczynka, moździerzyk, łyżeczki, i pamiętam jak z aptekarską dokładnością dosypywał różnych składników, czasem kruszynek na uchwycie łyżeczki. Pamiętam jak przy tym opowiadał i starał się przekazać mi tę sztukę. niestety byłem bardzo młody i pod wielkim wrażeniem. Stąd tylko pozostało wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cane, może ta ceremonia parzenia kawy miała coś wspólnego ze staropolskim tekstem, który swego czasu wyszperałam...?(http://even21.wordpress.com/2011/10/29/calkiem-spokojnie-wypije/)

      Usuń
    2. Każdy wraz z przybieraniem w latach zaczyna rytualizować codzienne czynności. Robi to bezwiednie, ale w sposób dający przyjemność.

      Usuń
    3. Tak Caddi, dla mnie pewnym rytuałem, będącym również częścią rytuałów m.in. przygotowania kawy jest spoglądanie, przyglądanie się, patrzenie. Na choinkę (w okresie świątecznym i poświątecznym-styczniowym rzecz jasna), na elementy wystroju, kalendarz, na widok za oknem. Przez ten ostatni będę musiał możliwie najszybciej się wyprowadzić, bo czas i ludzkie działania mi go odebrały. Już nie będę popijał kawy patrząc na pole za płotem po którym biegają konie.

      Usuń
    4. Cane, przeprowadzasz się albo, co byłoby całkiem rozsądne w tym przypadku, zakładasz stadninę koni?

      Usuń
    5. Cały czas szukam dla siebie miejsca. :)

      Usuń
  2. Dobrze tak się obudzić cudownym aromatem parzonej kawy... inaczej nie umiałabym zacząć dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby tak kawa jeszcze chciała sama przyjść, choć o poranku sam lubię parzyć kawę. Znam jednak takich, co lubią kawę podaną łóżka, a niektórzy to nawet życzą sobie kanapki o drugiej w nocy. Ale to już szczegóły na bardzo odległym marginesie.

      Usuń
    2. Hahaha! Czy Ty, pijesz do mnie??? :))))))
      skąd wiedziałeś???:)))

      Usuń
    3. Nie, Even, ale Twoja reakcja pasuje do znanej klasyki: uderz w stół, a nożyce same się odezwą.

      Usuń
    4. A ja lubię ,kiedy dostaję właśnie do łóżka kawę...od "tego" mężczyzny.Może się mylę ale jest to pewien wyraz uczuć .Pewnie gdybym budziła się wcześniej (nie o drugiej w nocy)to zaniosłabym z dziką rozkoszą kawusię pachnącą a tak to tylko siebie :-))))))

      Usuń
  3. Kawa... mój zwiastun dnia.
    Najbardziej jednak smakuje mi
    w małej przytulnej kawiarence,
    gdy naprzeciwko siedzi przyjaciel
    a słowa pomiędzy nami płyną
    leniwie owiane jej aromatem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kawa, której wspominasz, Violu, ma inny walor niż ta powyżej. Twoja jest pyszna ze względu na przyjaciela - daj Panie Boże Amen, jak najwięcej przyjaciół - ta opisana powyżej jest taką ze względu na nią samą.

      Usuń
  4. Marek wpadł w nostalgię... Rano kawa i ciepła kanapa, wieczorem więc może będzie piwko i rozmyślnie nad dalszym życiem... Oby jego spokój i błogość go nie zgubiły... Brak adrenaliny i stresu nie motywują do działania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co mi wiadomo, to piwo nigdy nie było jego żywiołem, ale kto wiem.

      Usuń
  5. Dzień zaczęty od aromatycznej kawy...dał mu poczucie odprężenia,spokoju,był tylko on i kawa....i jej cudowny aromat.
    Kawa działa trochę...psychologicznie,oprócz oczywiście walorów smakowych.Bardzo lubię kawę,ale naturalną,bez śmietanki,słodką.To jest to!
    Pozdrawiam miło;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie należy psuć smaku i aromatu kawy jakimiś dodatkami, anwet, gdy jest to cukier... fuj!!!

      Usuń
    2. o nie,cukier wydobywa smak i aromat...tu sobie pozwolę lekko zaprzeczyc,ale,każdy lubi co innego,rozumiem :)
      owszem,są tacy co dają bardzo dużo cukru,ulipek wtedy piją,tu trzeba wyważyc...
      dużo też niestety zależy od wody,ja mam tę miejską niestety,chlorowana,bezpieczniejsza,ale...:(

      Usuń
    3. To może lepiej jej nie pić i zastąpić innym cieczami?

      Usuń
  6. Pierwszy dzień bez pracy. To jak pierwszy dzień urlopu, takie zawieszenie w próżni, niespodziewana zmiana rytmu dnia. Marek widzę musiał odreagować, pewnie stąd te ciężkie powieki o poranku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sen czasami jest ochroną przed stresem i stąd ta senność z samego rana.

      Usuń
    2. To jest jednak inne doznanie, niż pierwszy dzien urlopu... Na urlopie masz wciaż poczucie bezpieczeństwa i nie musisz się martwić, ze wkrótce pojawi się stos rachunków. Trochę wiem też na ten temat, choć wiem, ze każdy inaczej przeżywa takie stany. Moze dla Marka było to wyzwoleniem? Może poczuł, że "Nareszcie!" jest wolny?:)

      Usuń
    3. Czasami jest tak właśnie, jak napisała Golden: wyzwolenie i zarazem kopniak w tyłek, by wreszcie zrobić to, na co zabrakło nam czasu i odwagi. Teraz już nie ma żadnych wymówek.

      Usuń
  7. Kawa w filiżance - i od razu widać, że Marek to esteta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i tak, bo filiżanka z kawą jest jak czuła kochanka, która nie broni się przed czułym dotykiem i ustami.

      Usuń
    2. Mamy przez to rozumieć, że i w łóżku Marek jest delikatny, daleki od zwierzęcej brutalności i BDSM-owskich ekscesów? :P

      Usuń
    3. Hebiusie, to to nawet najstarsi górale nie wiedzą. Jednak doświadczenie mówi mi, że to, co większość wie o nas nijak się ma do tego, co wiemy sami i ci nieliczni, których dopuszczamy do swej intymnej prywatności.

      Usuń
  8. dobry rytuał to czasami jedyna rzecz pomiędzy nami a szaleństwem, zwłaszcza jak się coś dzieje nie tak jak powinno. Czyl często ;-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rytuał nas trzyma i pozwala zachować zdrowy rozum.

      Usuń
  9. Zajrzałam pod link " duch świąt Bożego..."i wystraszyłam się ! Twoja notka Caddi to faktycznie sympatyczny duszek świąteczny , ale komentarze to jakieś upiory! Nie sądziłam ,że wpis na blogu , o treści , w sumie dość neutralnej , może budzić tyle emocji i to negatywnych. Teraz to już boję się cokolwiek napisać:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leno, bez przesady. Nie bój się i pisz, co tylko zechcesz, jeśli tylko chcesz wyrazić swoją opinię.

      Usuń
  10. Prawie przeniosłeś mnie w prozę Prousta.

    OdpowiedzUsuń
  11. To powieść sentymentalna?

    ładnie pachnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fragmenty opowieści... pachnącej, bo bohater jest wrażliwy na zapachy, ale też i smaki:-)

      Usuń
  12. -kawa dobrze zaparzona tak jak lubię to jest to,masz rację z wiekiem celebrujemy dzień;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Celebra to piękna rzecz, jeśli tylko umiemy dostrzec w niej te wszystkie szczegóły.

      Usuń
  13. Moja córka śpi, jak jest zdenerwowana, a ja odwrotnie i nawet tak pięknie zaparzona kawa nie jest mi potrzebna. Zawsze lubiłam opisy u Kraszewskiego, więc opis parzenia kawy urzekł mnie i poczułam ,że mam na nią ochotę. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proust, teraz Kraszewski... miłe te skojarzenia czytelników, ale kawa jest najprzyjemniejsza:-)

      Usuń
  14. Kawa była kiedyś dla mnie wyłącznie dopełnieniem pobudki lub środkiem wzmacniająco-anty-sennym ;) Szybko trzy, cztery mocne dziennie.
    I pomyśleć, że od jakiegoś czasu prawie nie pijam kawy! Nie mogę więc do końca zrozumieć piękna rytuału parzenia jej ;)
    A przytoczone w tekście opowiadania, dobrze pamiętam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Krzysiu :) jak spokojnie , pięknie i aromatycznie :) (J>)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kawę zmieloną i zalaną w niebieskim kubku upijam na gorąco do 2/3 objętości, resztę kończę jak już jest zimna, małymi łyczkami, po łyczku co kilka minut. Tak lubię... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsza jest właśnie tak jedna trzecia:-)

      Usuń
  17. Ladnie napisane, prawie wszystkie u mnie zmysly pracuja, widze te postac lezaca na kanapie, te filizanke kawy i nawet won tej kawy poczulam... nie wspomne o tym "duchu swiat..." do ktorego to tekstu, zajrzalam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat odbieramy zmysłami, a takie kawowe poranki, jak opisany wyżej, w sposób szczególny i mocno drażniący receptowy i wyobraźnię.

      Usuń