niedziela, 13 stycznia 2013

Niutka* nadziei (1)

Ostatni poniedziałek sierpnia. Pierwszy dzień po urlopie. Wyszedł na drogę, stanął na poboczu i czekał na Bogdana, którego był zastępcą. Słońce już było wysoko, ale ranek jeszcze pieścił kark delikatnym chłodem. Kilka metrów od skraju drogi czerwieniła się dojrzewającymi owocami jabłoń. Miał ochotę chwycić jedno i skosztować, ale nie chciał zrosić wypastowanych butów wchodząc w wysoką trawę. Ot, pedancik... piękna Basia. Wystarczyły dwa tygodnie, by nabrał ochoty powrotu do do pracy. Ten czas wystarczył, by zregenerował siły i emocje potrzebne do działania. Był pełen energii i zapału. Wyrwanie się ze spirali pracoholizmu dużo go kosztowało, ale ryzyko nawrotu uzależnienia cały czas czyhało.
W oddali dostrzegł Bogdana pędzącego ciemnografitową vectrą. Wsiadł, zatrzasnął za sobą drzwi i przywitał się serdecznie z kolegą, który bez zbędnych ceregieli po ujechaniu kilkudziesięciu metrów zaczął mówić o dręczących go dylematach.
– Długo biłem się z myślami – mówił – i nawet rozważałem rezygnację... Rozmawiałem z prezesem, że przekażę kierowanie zakładem tobie, gdyż jesteś w nim dłużej i znasz lepiej wszystkie uwarunkowania. 
– Jak mam to rozumieć? – zapytał Marek
– Uznaliśmy w końcu, że o jednego z nas jest za dużo i wypowiemy tobie umowę.
Marek nie zareagował w żaden zauważalny sposób. Bogdan spodziewał się jakiejś nerwowej reakcji Marka, a tu nic z tych rzeczy.
– Dlaczego nic nie mówisz? – zapytał.
– Cóż można powiedzieć – odpowiedział Marek – przyjmuję do wiadomości, choć przyznam nie spodziewałem się takich atrakcji w dzień powrotu do pracy.
Przez dalszą część podróży Marek rozmawiał na tematy niezwiązane z tym, co oznajmił mu Bogdan. Gdy zajechali na miejsce wszedł do swojego gabinetu, położył teczkę i po chwili przeszedłszy sekretariat wszedł do Bogdana. Sekretarka podała już dwie kawy. Zamknął za sobą drzwi i usiadł tak, by podczas rozmowy patrzeć w oczy. Widział, że Bogdan czuje się niezręcznie. Podał Markowi wypowiedzenie podpisane przez prezesa. Ten wziął je do ręki, przeczytał,  po czym bez zbędnej zwłoki podpisał i oddał jeden egzemplarz.
– Czy ktokolwiek z pracowników już wie? – zapytał.
– Nie – odpowiedział Bogdan. – Czekałem z tą informacją na ciebie...
– OK – skwitował Marek. – Zatem, jeśli pozwolisz, zwołamy za pół godziny zebranie i sam to ogłoszę w twojej obecności. Powiem, że wspólnie doszliśmy do takich konkluzji i że postanowiłem pójść własną drogą.
– Dobrze – odetchnął z ulgą Bogdan – cieszę się, że chcesz to w ten sposób załatwić.
– Skoro nie mam wyboru i wpływu na wypowiedzenie, to chcę chociaż w taki sposób rozstać się z firmą.
Wziął niedopitą kawę i przeniósł ją do swego gabinetu. Po chwili wyszedł do pokoju handlowców. Przywitał się ze wszystkimi i zapowiedział krótkie spotkanie organizacyjne na godzinę dziewiątą. Wrócił do siebie, włączył radio i rozsiadł się wygodnie w fotelu. Zamknął oczy i ogarnął go dziwny spokój. Trwał w tym stanie kilka, a może kilkanaście minut. Gdy się ocknął uruchomił laptopa, by przejrzeć pocztę z ostatnich dwóch tygodni. Było trochę zapytań, propozycji, jakieś problemy z dostawami do odbiorcy sieciowego i, jak zwykle, trochę spamu. Obok biurka postawił pusty karton po papierze do ksero. Otworzył szufladki i zaczął wypatrywać osobistych rzeczy i zapisków. Niewiele tego było, gdyż nie ustawiał w miejscu pracy zdjęć dzieci, żony, czy kogokolwiek. Na dnie kartonu wylądował metalowy wielofunkcyjny scyzoryk, który dostał od jednej z firm, stare terminarze z zanotowanym sprawami, nazwiskami i telefonami – te ostatnie zawsze mogą się przydać.
O dziewiątej pojawił się  obecności Bogdana w pokoju handlowców. 
– Zazwyczaj raz w tygodniu omawialiśmy sprawy związane z obsługą klienta i wynikające z tym problemy. Zawsze staraliśmy się znaleźć najlepsze rozwiązanie – zaczął mówić Marek. – Dziś to spotkanie z moim udziałem będzie krótsze.
Spokój z jakim to mówił oraz szczególny ton zwróciły uwagę pracowników, którzy obserwowali nerwowe reakcje Bogdana. Czuli, że usłyszą coś, co ich zaskoczy.
– Dobrze wiecie – kontynuował – że sytuacja naszego zakładu jest dość trudna z powodów, o których dzisiaj już nie będziemy wspólnie dyskutować. W każdym razie uznaliśmy z dyrektorem i prezesem, że zakres obowiązków i pracy jest taki, iż nie ma miejsca dla dwóch współzarządzających. Dziś jestem ostatni dzień w pracy.
Informacja zaskoczyła obecnych, co było widać w ich spojrzeniach.
– Dziękuję wszystkim za współpracę. Czas spędzony z wami był dobrym doświadczeniem, które zabiorę ze sobą w inne miejsce. To wszystko.
Przez moment zaległa dojmująca cisza, którą przerwał Bogdan. Wypowiedział parę gładkich zdań i podziękowań w stylu srutu tutu dupa z drutu. Krótko, kulturalnie i bez zbędnych dłużyzn. Było po nim widać, że cieszył się ze sposobu,w jaki się to rozegrało. Odetchnął z ulgą. Gdy wyszli poprosił Marka, by wszedł jeszcze do niego do gabinetu.
– Dziękuję ci, że zachowałeś się z klasą.
– Mam tak od urodzenia – uciął Marek. – Spodziewałeś się jakiś dziwnych żalów i pretensji?
– No... nie
– No właśnie! – skwitował Marek. – Czy ktoś mnie odwiezie do domu. Nie chciałbym się tłuc trzydzieści kilometrów autobusem.
– Ależ tak, to oczywiste! O której będziesz gotowy?
– Daj mi jeszcze z godzinkę na przejrzenie biurka i szafek – powiedział Marek. – Są u mnie niektóre projekty umów. Chcę wszystko przekazać, by nie było później żadnych problemów.
Romek, który pełnił funkcję kierownika produkcji, dostał dyspozycję odwiezienia Marka do domu. Wziął z jego biura wypełniony w jednej trzeciej karton i zaniósł do służbowego samochodu, którym Marek dysponował do czasu urlopu. Wychodząc pożegnał się z sekretarką i Bogdanem, następnie wszedł jeszcze do działu handlowego, by uścisnąć dłonie współpracowników. Opuścił biurowiec i poszedł prosto do samochodu. Usiadł na miejscu pasażera i zatrzasnął drzwi.
– Możemy jechać, Romku.
Czuł ulgę, ale i dziwny stan zawieszenia.
– I co teraz? – zapytał Romek.
– Cóż? Życie się toczy dalej, a rzeczywistość nie znosi próżni – powiedział Marek. – Wszystko ma swój czas pod słońcem. Vanitas vanitatum et omnia vanitas**.
– Nie rozumiem – powiedział Romek.
– Nie szkodzi, Romku. Po prostu jest takie powiedzenie: oddychaj, a wszystko samo się ułoży – wyjaśnił Marek z uśmiechem i już się nie odzywał do końca tej krótkiej, a tak naprawdę to bardzo długiej podróży, którą właśnie rozpoczął.


Kolejny odcinek w sobotę 19 stycznia.




_____________________

*niutka - wyczuwalny i mile drażniący nozdrza aromat połączony z wyczuwalną ulotnością smaku, jaki może dać tylko własne życie.
** łac. marność nad marnościami i wszystko marność (Księga Koheleta 1, 2)

Powyższy tekst jest częścią większej całości, nad którą pracuję od wiosny ubiegłego roku. Żałuję, że nie udało się zrealizować tego wcześniej, ale ciągle szukałem dobrych słów i zdań, by najlepiej i najpełniej opowiedzieć wydumaną historię. Wprawki, wprawki i ciągły brak satysfakcji ze słów układanych w zdania. Myślę, że nigdy nie będę tak do końca zadowolony, ale pora pójść... za swoją legendą.

/Caddicus Caddi/

32 komentarze:

  1. Widzę, że niektórzy zaczynają opróżniać szuflady...:) ja też swoją przewietrzyłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro najciekawsze są na strychu, a były już opróżnione, pora pomyśleć o tych biurkowych, czy twardodyskowych.

      Usuń
    2. O takich myślałam:)
      strychu od dawna już nie mam - teraz jest tam mieszkanie...
      Co do dłuższych tekstów - rzadko autorzy są z nich zadowoleni, nie jeden rękopis został uratowany przez postronnych:)))
      masz całość i wygładzasz czy - tak jak mnie - brak zakończenia?

      Usuń
    3. Brakuje mi parunastu cegiełek ze środka. Pisałem i piszę w formie gotowych klocków, które wstawiam w brakujące miejsca uprzednio zapisanego planu.

      Usuń
  2. Coś się zaczyna i cos sie kończy.W doskonały sposób przedstawiłeś spokój w jakim odbyła sie ta scena.Znaczy sie ze znasz sie chłopie na rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę namysłu i wyobraźni pomieszanej z jakimś własnym oglądem i opowieściami innych i efekt gotowy. Zawsze można to wyobrazić sobie i opisać nieco inaczej.

      Usuń
  3. Tak właśnie człowiek z klasą żegna się z dziadostwem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To sporo kosztuje... ta klasa, ale zapewne było warto.

      Usuń
  4. Utrata pracy, zwłaszcza niespodziewana, to spory stres. Podobno porównywalny z rozwodem. Choćby nie wiem jak kulturalnie opakowana to boli. Pewnie Twój bohater poczuje to dotkliwie dopiero, gdy wróci do domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno wiele się zmieni, ale nie będzie spektakularnego tąpnięcia.
      Nie oznacza to też, że będzie lekko. Ludzie różnie raagują na takie sytuacje.

      Usuń
  5. Wg ma rację. Wiem po sobie, że w sytuacjach trudnych w miejscach publicznych można zachować stoicki spokój ( tzn ja to potrafię) .
    Wszystko pęka dopiero w domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dom to szczególne miejsce dla Marka. Dobre miejsce na początek nowej drogi. Ciekawe jak to wszystko się potoczy.

      Usuń
  6. -poruszasz bardzo trudny temat.Znam wielu ,których nie poradziło sobie z tym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temat trudny, ale dobry pretekst zarazem do refleksji o życiu i o tym, co w nim naprawdę ważne.

      Usuń
  7. Całość może być obszerna, ale nie publikowane odcinki. Ten chyba byłby optymalnej długości :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Caddi,to w sumie doskonale pokazane odejście z klasą,chocby najbardziej udawane.Nigdy nie należy za soba palic mostów,bo świat tak naprawdę jest mały.Twój bohater przeciez kiedyś może jeszcze miec do czynienia z tymi pracownikami...klasę zapamietają.
    Nie jest to łatwe,bo gdy zostanie się z tym problemem samemu w 4 ścianach...pękamy czasem,ale i łzy są swoistą terapią,trzeba emocje wyrzucic,by "oczyścic" nasze wnętrze.Dla zdrowia...
    Podoba mi się to opowiadanie,bo ma w sobie nutke nadziei...a może i "niutkę"...:P
    pozdrawiam miło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bohater miał i będzie miał do czynienia z wieloma ludźmi. Z tego, co mi wiadomo będzie doświadczał wielu ciekawych kontaktów na różnych płaszczyznach. Jak sobie z tym poradzi? Zobaczymy. Na razie jest na początku długiej podróży.

      Usuń
    2. to tak jak my wszyscy Caddi,jak my wszyscy,czyli z życia wzięte...
      Czekamy na dalsze losy bohatera,bo teraz jest jakby znowu na ...nowej drodze:)

      Usuń
  9. Dobrze rozumiem zachowanie Marka , jego stoicki spokój... bo co dałoby rozdzieranie szat, czy awantury, skoro prezes już postanowił tak, a nie inaczej i z pewnością nie zmieni decyzji? Człowiek z klasą, jak właśnie Marek, tak właśnie postępuje. I ma odwagę cywilną, by wziąć na siebie tę decyzję, zachować przed załogą wizerunek przyzwoitych szefów, nie przedstawić ich jako szpetnych sukinsynów..
    Czasem lepiej jest zamilknąć i nie ujawniać prawdy, bo nie pomoże ona nikomu..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że wyobrażenie sobie tego nie było proste, ale zadowolony jestem z tej wersji, która przedstawiłem powyżej.

      Usuń
  10. Zastanawiające, chociaż... zaintrygowałeś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam od razu "zaintrygowałeś"! Toć zdarzenie inicjujące zostało już opisane. Dalsze losy Marka pokażą, co może dać człowiekowi nieplanowane przez niego wydarzenie i dokąd może go zaprowadzić.

      Usuń
  11. Odejść z klasą, dla samego siebie może być przyjemniejsze. Co do poprawek, to najgorsze jak zaczniemy dogłębnie analizować każde słowo, wtedy poprawiamy i poprawiamy. Mam podobny dylemat ze swoim pamiętnikiem pt."Dzieci Sybiraka". Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego czasami lepiej puścić tekst redaktorowi i niech się dzieje:-)

      Usuń
    2. A z tym pamiętnikiem Dzieci Sybiraka zamierzasz coś przedsięwziąć, by trafiło pod strzechy?

      Usuń
  12. Świetny tekst - wciągający i zostawiający po sobie w głowie ślad. Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze są i poruszają historie dobrze opowiedziane tak, by każdy mógł odnaleźć w nich siebie i swoje doświadczenia.

      Usuń
  13. Ciekawie się zaczyna;)
    Swoją drogą, bywa, że człowiek zaczyna coś dobrego dopiero wtedy, kiedy dostanie kopniaka, bo tak sam z siebie nie ma odwagi zmienic tego, co może nie jest złe, ale uwiera, z obawy, ze zamiast lepiej, może być gorzej.
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. '– Dobrze wiecie – kontynuował – że sytuacja naszego zakładu jest dość trudno z powodów...' - dosc trudna

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale również "nihil novi sub sole".
    Będzie ciężko, ale nie źle. To moje. :)

    OdpowiedzUsuń