niedziela, 29 grudnia 2013

Boskie tworzywo

Jakiś czas temu znajomy Mariana popełnił tekst, w którym w dość specyficzny sposób opisał materię pewnego kobiecego uda. Ten szczegół żeńskiej anatomii nowatorsko porównał z berylem  Zrobił to na tyle intrygujaco, że odtąd Marian doświadczał związanego z tym natręctwa myśli.
– Dlaczego akurat udo berylowe, a nie na przykład alabastrowe? – pytał sam siebie.
Beryl wydawał się szorstki i brudny w przeciwieństwie do alabastru, który emanował metafizyczną czystością. A i sam alabaster, o ile jawił się dość sterylnym dla oka, o tyle w dotyku był już zimny.

W niedzielę Marian i Pan C. wybrali się na spacer na Złota Górę. Niespiesznie wspinali się na szczyt, gdy ich oczom ukazał widok konstrukcji, której jeszcze tydzień temu tam nie było. Dostrzegli potężne drewniane bale osadzone w ziemi i wznoszące się w górę jako osnowa potężnej czworobocznej wieży widokowej. W tym momencie Marian wykrzyknął:
– Mam! Mam! Wreszcie znalazłem właściwe porównanie!
– Co znowu? – zapytał Pan C. – Zachowujesz się, jak Archimedes. Dobrze, że nie jesteś w wannie, bo byłbyś gotów nago wyskoczyć na ulicę.
– Już wiem, dlaczego ani beryl, ani też alabaster nie oddają powabu kobiecych ud.
– Weźże i uspokój się – skarcił go Pan C. – Co cię wzięło z tymi udami?
Marian nic nie odpowiedział, tylko podszedł do budowanej wieży, objął gruby bal rękoma i przywarł policzkiem. Zamknął oczy i trwał tak przez chwilę, jakby przeniósł się w inny wymiar. Odwrócił się powoli i powiedział:
– Drewno jest takie silne i ciepłe. No prawie tak, jak uda Heli.
– Prawie, a czyni różnicę – dopowiedział z uśmiechem Pan C.

Złota Góra, budowa wieży widokowej (191 m n.p.m.)

sobota, 28 grudnia 2013

A wąż był bardziej przebiegły*

Znużona świętami Hela kolejny dzień odpoczywała w salonie. Nie dała się namówić na żaden spacer. Tak więc we dwoje z Marianem tkwili w fotelach, coś tam oglądali w telewizji, drzemali lub czytali... Czasami nawet ze zrozumieniem. W pewnym momencie Hela się usiadła na brzegu fotela i zagadnęła mężczyznę swojego życia:
- Maniuś, kochanie! Jest tak pochmurnie i sennie. A może napiłbyś kawy?
- A wiesz, że chętnie - przytaknął wciągając nozdrzami powietrze, jakby aromat kawy już wypełniał przestrzeń.
- Świetnie! To zrób też i dla mnie.


*Genesis 3,1

piątek, 27 grudnia 2013

Wrzutka

Świąteczne obżarstwo rozleniwia. Z jednej strony człowiek najchętniej siedziałby, nic nie robił i tylko gapił się bezmyślnie w telewizor nadający po raz setny znane seriale, z drugiej zaś, nie wiedzieć czemu, nosi go coś i rzuca jak marynarzem po pokładzie podczas sztormu.
Hela z Marianem siedzieli leniwie i nawet niewiele odzywali, znaczy się Marian miał niewiele do powiedzenia. W pewnym momencie wstał i, niczym Felicjan Dulski, zaczął przemierzać salon z kąta w kąt. W odstępach kilkunastu sekund przechodził pomiędzy Helą a ekranem telewizora przesłaniając wyświetlany film.
- Marian! - zawołała w pewnym momencie Hela. - Co ty tak chodzisz i chodzisz?
- Bo myślę o seksie..
- No to chodź! - powiedziała z błyskiem w oku.
- No przecież chodzę - odparował nie dostrzegając intencji Heli i smukłego uda, które wychynęło dyskretnie spod poły jej szlafroka.

sobota, 21 grudnia 2013

Zamiast epilogu

Po przeszło sześciu latach aktywnego blogowania udaję się na dłuższy urlop. Nie mam pojęcia ile to potrwa. Życie jest wystarczająco absorbujące, by właśnie jemu poświęcić najwięcej uwagi. 
Zostawiam tym wszystkim, którzy polubili Mariana i Helę oraz ich najwierniejszego przyjaciela Pan C., zbiór krótkich historyjek, którymi uobecniali się na tym blogu. Przedstawione w zbiorze opowiastki są autonomiczne i można je czytać w dowolnej kolejności. Myślą przewodnią są relacje pomiędzy Helą a Marianem widziane oczami ich przyjaciela Pana C. Incydentalnie pojawiają się w nich inne postaci, w tym Pan C., ale tylko jako dopełnienie. 
Pomysł na taką narrację zrodził się spontanicznie na początku 2011 roku i zastąpił dotychczasową formułę bloga prowadzonego od września 2007 roku. Może za jakiś czas wykluje się nowy pomysł. Któż to wie...

Dla korzystających z czytnika upominek w formacie epub: Marian i Hela 
Dla tradycjnalistów format pdf: Marian i Hela

wtorek, 17 grudnia 2013

Wtorek, 06:57:52

Nieliczni narzekają, że niektórzy postrzegają rzeczywistość w czarno-białych kolorach. Nie zgadzam się z nimi, bo te dwa podstawowe i skrajne barwy dają wolną przestrzeń naszej niczym nie skrępowanej wyobraźni.


piątek, 13 grudnia 2013

Pismo obrazkowe

To na dole zdjęcia jest zrozumiałe i klarowne. Natomiast, co oznacza kółko w kwadracie nie jestem w stanie rozgryźć. Żadne skojarzenie nie jest podpowiedzią.
A tak na marginesie, to produkcja i dostarczanie do firm takich przyklejanek z zakresu bhp i ppoż jest ponoć dobrym biznesem.



czwartek, 12 grudnia 2013

Detoks pilnie poszukiwany

"Dwa lata temu na moich zajęciach z hiszpańskiego poznałam pewną dziewczynę…..nazwijmy ją Magdą. Była bardzo cicha i zamknięta, i nieprzystępna, jakby się chciała odizolować od reszty grupy. Taki trochę odLudek". Tak napisała Julia K. o osobach, które po bliższym poznaniu stały się wobec niej złośliwe i nieznośnie toksyczne. 

Pan C. przeglądając internet przypadkiem napotkał zdjęcie bezwiednie i trafnie oddające wyobrażenie ludzkich toksyn, o które czasami przychodzi nam się ocierać.


środa, 11 grudnia 2013

Lubię gdy...

... skojarzenia doprowadzają mnie do takiego stanu wrzenia, że nie jestem w stanie oprzeć się sprawieniu sobie przyjemności. 
W jednym z komentarzy pod poprzednim wpisem, nolens volens, wychynęła piwniczka na Wichrowych Górkach. Znam to miejsce, znam jego metafizyczny klimat, znam też zacnych Gospodarzy i... wiele czytałem o zasobach tego miejsca. Świeży kurz ze spokojem osiada na butelkach z winem i pokrywa wcześniejsze warstwy. Zawartość flaszy leżakuje i czeka dnia, gdy pojawią się goście godni tego szlachetnego trunku w kolorze bordeaux.
Dziś tylko przedsmak.

sobota, 7 grudnia 2013

Niemy krzyk*

Jedyne, co może zrobić karp, umieszczony w dużej plastikowej wannie z wodą, to czekać na nieuniknione. Nie wrzeszczy, jak opętany, bo nie ma głosu. Po wyciągnięciu z wody wyrywa się z siatki, trzepocze płetwami, jakby chciał odfrunąć, ślizga się po posadzce, haustami wsysa powietrze zamiast wody i... woła niemym krzykiem. Nikt jednak nie słyszy jego cierpienia, gdy strach i ból rozrywają mu skrzela.

Pan C. postanowił: już nigdy nie zje karpia.


*skojarzenie tytułu zamierzone

POST SCRIPTUM

czwartek, 5 grudnia 2013

Orkan i koza

Przysiadła w nocy na chwilę, by pogrozić sceptykom i tym wszystkim, którzy wyrażają się o niej z lekceważeniem. Pan C. nabrał respektu, bo już woli mróz niż orkan, który ma nadejść od strony braci Skandynawów.
Pamiętacie tego Icka, który to poskarżył się rabinowi na ciasnotę w swojej jednoizbowej chacie? Mieszkał w niej z żoną, piątką dzieci i teściową. Rabin kazał mu na tydzień wprowadzić do izby kozę. Po tygodniu zaś kazał mu ją wyprowadzić. Icek po wyprowadzce kozy był tak szczęśliwy, że ze łzami w oczach podziękował rabinowi za radę i już nigdy nie narzekał na ciasnotę.


wtorek, 3 grudnia 2013

A świstak zawijał w sreberka

Rękodzieło ma w sobie coś osobistego znaczonego cierpliwością i poświęconym czasem. Od świąt dzieli nas tylko czas adwentu. Wczoraj wspomniała o tym eNNka. Różnie to oczekiwanie przeżywamy, ale jest to czas szczególny, gdy myślimy o bliskich i chcemy dać cząstkę siebie. 


sobota, 30 listopada 2013

Zielone oczy miała

Wzajemne wyświadczanie przysług to pomiędzy przyjaciółmi, jakimi są Pan C. i Marian, to chleb powszedni. A jeśli wziąć pod uwagę bliskość zamieszkania to wszystko jest możliwe. Hela, mimo wszelkich zastrzeżeń, jakie Pan C. mógł mieć wobec niej na początku jej znajomości z Marianem, zawsze się mu podobała.
Pewnego wieczoru do drzwi domu Pana C. zadzwoniła Hela.
- Cześć - rzuciła. - Wiem, że jesteś zaskoczony moją obecnością, ale...
- W żadnym razie! Wejdź do środka.
- Zazwyczaj przychodziłam z Marianem. Dziś postanowiłam sprawy wziąć w swoje ręce.
- No tak - przytaknął Pan C. lekko skonsternowany.
Wzięła głęboki wdech, jakby to, o czym za chwilę powie, było dla niej bardzo ważne.
- Chcę dziś poszaleć: popić, potańczyć i kochać się całą noc! Masz wolny wieczór?
Pan C. zastygł w bezdechu. Po chwili spojrzał w zielone oczy Heli, to znów spuścił wzrok na jej biust, który skrywał zielony stanik kusząco wystający spod bluzki. Poczuł dojmującą suchość w ustach, przesunął koniuszkiem języka po wargach i powiedział:
- Tak, Helu. Dziś mam wolny wieczór.
- Uff! - odetchnęła. - To znakomicie. Zostawię ci pod opieką naszego pieska.




Pomysł podsunięty przez kuzyna Andrzeja (Barnaba).

poniedziałek, 25 listopada 2013

Po dysonansie... kicz

Tyle się kpiło i wytrząsało nad tym, co można było swego czasu znaleźć na jarmarcznych i odpustowych stoiskach. Okazuje się, że współczesny handel tak krytykowaną estetykę, nie dość, że nie odrzucił, ale adoptował i przeniósł do dużych obiektów. A ściernisko, na którym kiedyś stały wozy i konie pożywiające się obrokiem, zostały zastąpione podziemnymi parkingami.
Jedynie ludzka skłonność do błyskotek i blichtru pozostała niezmienna.


piątek, 22 listopada 2013

Dysonans poznawczy

Kiedyś były popularne rysunkowe zagadki. W niektórych gazetach, także w Szpilkach, umieszczano obok siebie na pozór podobne obrazki. Zadanie polegało na znalezieniu dziesięciu drobnych różnic. Tylko najbardziej spostrzegawczy czytelnicy odnotowywali wszystkie. 
Pamięć emocjonalna Pana C. przywołała to dawne wspomnienie podczas słuchania poniższego teledysku.
Wielcem ciekaw, jakie niezgodności odnotują PT Czytelnicy?


Dla mających problem z ustaleniem dysonansu podaję linkę do tekstowiska.

niedziela, 17 listopada 2013

Praworęczność w zarządzaniu

Człowiek uczy się całe życie! Ta stara prawda natrętnie wypełniła myśli Pana C. podczas konferencji, w której uczestniczył w minioną sobotę. Tematem przewodnim były produkty finansowe jednego z banków mającego ambicję podbicia rynku kredytów gotówkowych.
Prowadzący spotkanie, po zwyczajowym powitaniu uczestników, przeszedł gładko - tak w każdym razie zamierzał - do przedstawienia reprezentantów banku.
- Witam pana Błażeja Kowalskiego, dyrektora regionu centralnego.
Oklaski były odpowiedzią sali, gdy wymieniony wstał i pokazał uśmiechnięte lico.
- Chciałem także powitać panią Monikę.... chyba jeszcze do nas nie dojechała - skonstatował z żalem.
- Na pewno dotrze - zapewnił donośnie przedstawiony przed chwilą dyrektor.
Prowadzący chciał uchodzić za obeznanego z rolami i relacjami wewnątrz banku. W niezamierzony sposób, który nadawałby się do freudowskiej analizy, powiedział konfidencjonalnie:
- Pani Monika, którą niebawem poznamy, jest... prawą ręką dyrektora.
W tym momencie salę wypełnił tubalny śmiech. Niektórym paniom, które porozumiewawczo spoglądały na siebie, śmiech wycisnął łzy.


piątek, 15 listopada 2013

Opieranie się a role płciowe

Pan C. z racji wieloletniego niezdrowego trybu pracy, braku dbałości o kondycję, a także z powodu numeru PESEL, zaczął odczuwać bóle w szyjnym odcinku kręgosłupa.
- Po prostu jesteś stary - skwitowała Hela, a Marian skwapliwie przytaknął, gdy Pan C. poskarżył się na dolegliwości.
Gdy żadne masaże, ćwiczenia i tabletki nie przyniosły ulgi, Pan C. odważnie udał się do rodzinnej pani doktor, która po wywiadzie szybko poleciła go prześwietlić. Po obejrzeniu zdjęć niezwłocznie wysłała go do neurologa. Stan emocji i wiary w siebie został w Panu C. skutecznie podkopany. W duchu przyznał, że Hela postawiła najsłuszniejszą diagnozę. Młodość się skończyła, a Pan C. wszedł w pierwszą fazę starości.
Neurolog dopisał tabletki i skierował na rehabilitację. Po dwóch dniach dolegliwości zaczęły ustępować. Nie wiadomo, czy wpływ miały zaordynowane zabiegi, czy rehabilitantka o wdzięcznym imieniu Angelika. Podczas czwartej lub piątej wizyty Pan C. usiadł, jak zwykle na krześle w gabinecie i oczekiwał na zabieg. Angelika podeszła od tyłu z akwawibratorem w ręce i powiedziała:
- Niech się pan opiera.
Panu C. rozbłysł w głowie czerwony refleks niczym światłą STOP. Strumień świadomości wybiegł znacznie dalej niż odczuwane dolegliwości. Zaskoczony i zarazem stremowany wypalił:
- Miałem zapisane tylko zabiegi rehabilitacyjne. Jestem nieprzygotowany. Nie wiedziałem, że było zaordynowane coś więcej.

Nowe "kościoły"






poniedziałek, 11 listopada 2013

Telekomunikacja damsko-męska

W świąteczny poranek, gdy aromat kawy wypełniał kuchnię i salon, Hela usiadła z filiżanką kawy nieopodal mężczyzny swojego życia. Dłuższą chwilę w milczeniu kontemplowała wzajemną obecność.
- Marian - zagadnęła - czy może dzwoniłeś dzisiaj do mnie?
- Skąd ci to przyszło do głowy? - odpowiedział zaskoczony.
- No tak sobie pomyślałam, bo wiesz... sąsiad często dzwoni do żony.
- On pracuje za granicą, więc to normalne.
- Wiem, wiem! - przytaknęła skwapliwie Hela. - A my jesteśmy codziennie ze sobą.
- Czy mam poszukać pracy za granicą? - rzucił cierpko Marian.
- Skądże znowu?! - żachnęła się Hela.
Po chwili dodała już spokojniejszym tonem:
- A wiesz, ile blasku widzę w jej oczach po każdym telefonie od męża?


czwartek, 7 listopada 2013

Pani Edytka

Pan C. obsługuje biznesowo klientkę o wdzięcznym imieniu Edyta: w skrócie i dyskursie Pani Edytka
Pani Edytka ma taką szczególną namolność, którą zamęcza Pana C. dziesiątkami telefonów z pytaniami uściślającymi rzeczy i sprawy dawno już nazwane i wyjaśnione. Udzielane odpowiedzi nie wnoszą nic nowego, co nie byłoby już Pani Edytce przekazane. Relacje są na tyle zażyłe (bez podtekstów), że Pan C. znakomicie wyczuwa w jej głosie każda zmianę nastroju.
Nie tak dawno Pani Edytka zadzwoniła do Pana C. z samego rana zanim zdążył zwilżyć usta smakiem gorzkiej i mocnej kawy. Po wymianie stosownych uprzejmości rozpoznał w jej głosie kiepski stan emocji.
- Coś czuję - powiedział do swojej klientki - że chciałaby pani wypowiedzieć się nieco dosadniej.
- Ale pan ma wyczucie Panie C. No tak, jakby mnie pan znał.
- Czy powiedzenie teraz kurwa mać! przyniosłoby pani ulgę?
- Hm! Panie C. rozwinęłabym to bardziej...
- To znaczy jak bardzo bardziej, pani Edytko? - dopytał rezolutnie Pan C. czując, że klienta tylko czeka na przyzwolenie.
- Panie C. - zadeklarowała uroczyście - jest tak, że kurwa mać, chujnia i padaka!

poniedziałek, 4 listopada 2013

Bez komentarza

Marian uwielbia kuchnię Heli i właściwie nie było niczego do tej pory, co by mu nie smakowało. W końcu z przechodem trzydzieści lat praktyki małżeńskiej i kulinarnej to nie w kij dmuchał. W każdym razie tak było do dzisiaj.
Hela podała obiadową nowość podejrzaną w jakimś programie o gotowaniu. Marian siedział nad talerzem, wąchał dyskretnie i nawet spróbował. Hela zauważyła, że jakoś tak niespiesznie - mimo deklarowanego głodu - zajada się jej nowym osiągnięciem. To, że zachwytu nie wyrażał też było znaczące. 
- Maniek, jesz tę zupę?! - syknęła do mężczyzny swojego życia. - Bo jak nie, to dodam śmietany i dam psu.


niedziela, 3 listopada 2013

De aesthetica mortis

Śmierć przybywa zawsze nie w porę. Jest z nią tak, jak z terminem płacenia podatków, czy spłatą rat. Można próbować oburzać się na tę niesprawiedliwość, wierzgać i złorzeczyć, ale... nie pozostaje nic innego, jak tylko poddać się temu, co nieuchronne. 

Ból oczekiwania można łagodzić mądrymi sentencjami:
Śmierć wcale nas nie dotyczy. Bo gdy my istniejemy, śmierć jest nieobecna, a gdy tylko śmierć się pojawi, wtedy nas już nie ma.
Epikur (341-271 AC)
Od czasów antycznych spotykany jest na nagrobkach taki napis:
Quod tu es, fui, quod sum, tu eris
/czym jesteś i ja byłem, czym jestem, ty będziesz/




niedziela, 27 października 2013

Fiat lux

Nie wiem dokładnie dlaczego, ale zapewne to swoistego rodzaju metafizyka, wzbudzona przez widoczne poniżej luksfery, przywołała słowa Najwyższego wypowiedziane u zarania dziejów: 


Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. Wtedy Bóg rzekł: «Niechaj się stanie światłość!» I stała się światłość. Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą. 
/Biblia Tysiąclecia, Księga Rodzaju 1, 3-5/


*Wersja dla znających i lubiących język łaciński:
 In principio creavit Deus caelum et terram. Terra autem erat inanis et vacua, et tenebrae super faciem abyssi, et spiritus Dei ferebatur super aquas.Dixitque Deus: “FIAT LUX”. Et facta est lux. Et vidit Deus lucem quod esset bona et divisit Deus lucem ac tenebras. Appellavitque Deus lucem Diem et tenebras Noctem. Factumque est vespere et mane, dies unus. 
(Vulgata, Genesis 1, 1-5)

sobota, 19 października 2013

Brzaskiem stworzona

Brzask jest tym szczególnym miejscem* na styku nocy i dnia, który od zawsze wywoływał we mnie dreszcze i wzbudzał szczególny stan emocji. Trudno jest o tym pisać, bo bardziej się to czuję i przeżywam niż wiem.
Szum wrzącej wody, głuchy plusk kawy zaparzanej po turecku, wreszcie aromat wypełniający pokój... nieznośnie wwiercający się w nozdrza i zatoki czołowe.
Błogi spokój, jaki daje wygodny fotel stojący pod oknem, półmrok, lekko przymknięte powieki i sunące leniwie myśli. W mgnieniu oka szarość przeistacza się w oślepiającą jaskrawość słońca odbijającą się od lustra i padającą na starą ramę sprzed stu lat i stojącą pod nim gipsową piękność.

I jak tu nie poczuć przyspieszonego tętna?




* Mógłbym napisać "punktem", ale byłoby to niemetafizyczne i nie oddawałoby tego, co naprawdę wydarzyło się o brzasku.

piątek, 18 października 2013

Opadły mgły...


Wszyscy sycą wzrok kolorami jesieni, a ja pysznię się porannymi mgłami. Odpalam silnik, ruszam przed siebie, a oni grają i śpiewają mi:

sobota, 12 października 2013

Szukam jelenia

Przeglądanie ogłoszeń to ciekawa i czasami dość osobliwa forma poznawania natury ludzkiej. Pan C., młody zdolny i zarazem badacz osobliwości, na jednym z internetowych portali natrafił na taki oto cukiereczek:
Posiadam kredyt w banku i nie płacę go chyba od pięciu miesięcy. Na obecną chwilę poszukuję kredytu z niższa ratą (obecnie płacę ponad pięćset złotych). Zadłużenie w banku to piętnaście tysięcy. Obecnie nigdzie nie pracuję, gdyż prowadziłem własną działalność dwa miesiące, ale obecnie jest zawieszona... Mam zły BIK i mam wpisy w bazach.

Szukam kredytu na kwotę dwadzieścia trzy tysiące na spłatę banku i żeby zostało trochę gotówki.

Potrzebny poręczyciel wiarygodny dla banków. 
Oczekuję tylko poważnych ofert!!!

niedziela, 6 października 2013

Sezon polowań rozpoczęty


W piątek wieczorem Hela zakomunikowała Marianowi, że w piwnicy jest mysz.
– Naprawdę?
– Tak!
– A widziałaś ją?
– Nie, ale słyszałam, jak przebiega i szybko uciekłam.
Widząc ironiczny uśmiech Mariana syknęła:
– Ty zawsze sobie żartujesz, a ja mówię poważnie.
– Przecież nic nie mówię...
– Ale widzę, jak patrzysz.
– Co ci przeszkadzają te małe stworzonka? – próbował zmienić temat Marian  Idzie zima i chcą w ciepełku przetrwać.
Dyskusja na temat konieczności zastawienia łapek trwała do niedzieli. W końcu Marian uległ namowom i dla świętego spokoju pojechał do sklepu. Kupił aż trzy łapki, by obstawić wszystkie możliwe drogi mysiej ewakuacji.

Gdy zastawił pierwszą z nich poczuł się jak Hermann Brunner w Stawce większej niż życie.


sobota, 5 października 2013

Z księgi upierdliwości

Właśnie skończyło się lato. Pan C. doświadczył tego w piątkowy poranek podchodząc do swojej fury. Posmutniał nie wiedzieć czemu, bo tak po prawdzie to od ponad pół wieku jest świadkiem przemian pór roku. Najpierw przyjemna wiosna, potem lato, jesień, zima i znów wiosna. Jednak zwycięstwo jesieni nad latem nastraja go refleksyjną upierdliwością. Tęskni za tym, co było, co minęło i karmi się mniej lub bardziej wyrazistymi zapisami pamięci emocjonalnej. Umysł reanimuje na chwilę wszystko dokonane, ale i... niespełnione. 


niedziela, 15 września 2013

Boskie poczucie humoru

Niedziela to dobry czas na nic-nie-robienie i pogaduchy o wszystkim i o niczym. Marian wysłuchał dzisiaj opowieści Ulubieńca Heli, o śmiesznej sytuacji z cyklu tych, które określa się mianem faktów autentycznych. 
W okresie siarczystych upałów, jakie nawiedziły naszą ukochaną ojczyznę w lipcu i sierpniu, Ulubieniec Heli spotkał się z kolegami w tak zwanym plenerze. Słońce bardzo szybko dało się we znaki na tyle, że udali się do najbliższego sklepu, by napić się czegoś orzeźwiającego. W lodówce był tylko napój o smaku mięty i jabłka. Jeden z kolegów, zadeklarowany ateista* był tak spragniony, że bez zastanowienia otworzył butelkę i jednym duszkiem wlał w siebie całą zawartość.
- Dzięki ci, Boże! - westchnął z przekąsem odstawiając pustą butelkę.
W tym samym momencie odwrócił kapsel, na którego wewnętrznej części widoczny był napis: 
NIE MA ZA CO.


*ateista - człowiek wierzący, że Boga nie ma.

środa, 11 września 2013

Qvid est veritas?

Podczas wtorkowego spaceru po Ogrodzie Saskim Pan C. napotkał, stojącą tuż przy alejce, rzeźbę o całkiem miłej dla męskiego oka powierzchowności. Korzystając z nieobecności Heli zlustrował ją dokładnie poczynając od włosów na głowie, poprzez owal twarzy, zgrabne ramiona i krągłości odkrytego tułowia, na odsłoniętych stopach kończąc. Już miał pójść dalej, gdy odczytał wyryty na postumencie napis PRAWDA.
W tym momencie przypomniał sobie dialog Jezusa z Piłatem:
Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.
- Cóż to jest prawda?*- żachnął się Piłat.
Od chwili, gdy wybrzmiało to pytanie minęło prawie dwa tysiące lat. Czy zna ktoś odpowiedź?


* łac. Qvid est veritas?

Edit: 2013-09-14 - 06:41
Ciekawa i dłuższa odpowiedź na postawione pytanie u Mrocznego Wędrowca:  NAGA PRAWDA.

niedziela, 8 września 2013

Szwagier Mariana

Jakiś czas temu Marian i Hela wybrali się na wesele córki swoich serdecznych przyjaciół. Były tańce, toasty, swawole i hulanki do białego rana. Dla młodych wydarzenie szczególne, bo za pierwszym razem wydaje się, że chwyciło się za nogi samego Pana Boga. Ale nie o tym dzisiaj, ale o poweselnym poranku.
Marian obudził się około ósmej, bo jakoś tak zachciało się mu herbaty z cytryną. Hela spała na drugim łóżku. Dotknął jej ramienia i zapytał:
- Napijesz się może herbaty lub kawy?
- Kaaaawy - wydusiła z siebie nieprzytomnym głosem.
Poszedł do hotelowej restauracji, gdzie zabawił nieco przy szwedzkim stole. Drzwi do pokoju, który zajmował razem z Helą, nie zamykał na klucz, by łatwiej było mu wejść z filiżanką kawy. Jakież było jego zdziwienie, gdy drzwi zastał zamknięte.
Najpierw zastukał delikatnie, ale ze środka dobiegła tylko cisza. Zastukał ponownie z tym samym skutkiem.
- Hela! Otwórz te drzwi!
Cisza. 
Tym razem załomotał głośniej i po chwili usłyszał otwierany zamek w drzwiach. Helą zaspana chwiejnym krokiem wróciła do łózka.
- Po kiego grzyba zamykałaś drzwi? - syknął Marian.
- Chyba cię pogięło - fuknęła Hela. - Nie ruszyłam się spod kołdry. Sam zamknąłeś drzwi na klucz.
- Jak mogłem zamknąć skoro klucz jest w drzwiach od środka?
Hela na moment zwątpiła i nawet pomyślała, że w półśnie idąc do łazienki przekręciła klucz w zamku. Już gotowa była się przyznać, gdy Marian zawołał podekscytowany pokazując na swoje łózko:
- Zobacz! Tam ktoś śpi.
Hela odruchowo szczelnie okryła się kołdrą. Zobaczyła młodego człowieka ubranego tylko w slipki i pogrążonego w głębokim śnie. Spojrzała na Mariana, to znów na nieoczekiwanego współlokatora.
- Nie wiem skąd on się tutaj wziął - wyszeptała zdezorientowana.
- Wiesz - powiedział Marian - od godziny szukają gościa. Mają obawy, czy nie utopił się w pobliskim jeziorze. Ponoć był mocno pijany.
Po chwili Marian przyprowadził młodą kobietę, która z ulgą potwierdziła, że to ten poszukiwany. Chciała go budzić, ale nie było szans. Pozwolono mu dospać.
Dwie godziny później, już przy śniadaniu i piwie oczyszczającym krwiobieg, Hela opowiadała z udawanym oburzeniem:
- Młody, całkiem fajny i nic nie było. Nie można liczyć na młodych. Brak poczucia obowiązku.
Grono znajomych, którzy słuchali opowieści Heli i Mariana, co chwila wybuchało gromkim śmiechem.
- Wiesz, Marian - powiedział jeden z przyjaciół - teraz to jesteś z tym młodym szwagrami. W końcu Hela może nie pamiętać, że coś było. Może nie chcieć pamiętać...
W tym momencie pojawił się w zasięgu wzroku sprawca porannego zamieszania:
- Szwagier - zawołał Marian - chodź do nas.
Zawstydzony spuścił wzrok i nie odstępował żony.



sobota, 7 września 2013

Do góry nogami?

Brodząc ostępnymi ścieżkami, wyłączając myślenie z bieżących spraw, jestem zaskakiwany takimi widokami, jak poniższy. 
I jak tu odpoczywać i relaksować się bez... czczych myśli?


wtorek, 13 sierpnia 2013

Koń, którego nie ma

Powoli wracam do sfery blogowej, ale zacznę może mniej spektakularnie. Dziś opowiem anegdotę z bardzo długą brodą. Troszeczkę przypomina mnie samego permanentnego bałaganiarza, który ciągle porządkuje rzeczy i relacje.

Było to w latach szęśćdziesiątych ubiegłego wieku, gdy mechanizacja rolnictwa była rzeczywistością widzianą w niektórych pegeerach*, a tylko nieliczni rolnicy mieli swój traktor z przydziału. Wszędzie dominował koń, jako napęd urządzeń i maszyn rolniczych zasilany owsem. W owym to czasie pewien chłop, którego dzisiaj ze względu na poprawność polityczną nazwalibyśmy rolnikiem, wybierał się bronować swoje pole. Na wóz włożył dwie brony, worek w obrokiem dla konia, a dla siebie w koszyku jakieś jakieś jadło przygotowane przez żonę i kankę z kawą Dobrzynką. Wszedł na wóz i usiadł wygodnie na koźle i zaczął skrupulatnie wyliczać:
- Brony są, jedzenie jest, papierosy w kieszeni są, zapałki też, obrok dla konia jest, bat jest... zatem można jechać.
Chwycił bat i już chciał nim śmignąć w powietrze, gdy oniemiał zaskoczony.
- Kurtka jego kancelaria! Konia nie zaprzągłem!


poniedziałek, 29 lipca 2013

Nieczynne z powodu, że zamknięte

Wrócę za jakiś czas, jak tylko wszystko ponaprawiam.

A tymczasem Polska (?) w budowie, 
czyli zagraniczne powierzchnie handlowe w Polsce.

niedziela, 21 lipca 2013

W Poroninie

Nie ma już w Poroninie muzeum, ani też pomnika Włodzimierza Iljicza Lenina. Były jeszcze w 1978 roku, gdy spędzałem tam wakacje. Na szczęście została i przetrwała literatura.
Na małej stacji, w wiosce Poronin,
Gdzie pociąg stanął przy zgrzycie szyn,
Wysiadł z wagonu ojciec, a po nim
Raźno na peron wyskoczył syn.
Wyszli na drogę, wesoło idąc,
Przez kładkę przeszli na drugi brzeg.
Ojciec przystanął, spojrzał na syna,
Pomyślał chwilę i tak mu rzekł:
"Tu na tej ziemi, dawno już temu,
Za moich młodych dziecinnych lat
Chodził po świecie człowiek, któremu
Nową epokę zawdzięcza świat.
Wiesz o kim mówię?"
"Wiem o Leninie"
"Czy tutaj mieszkał?
Czy tutaj śnił?"
"Tak na tej ziemi, tu w Poroninie
Przed żandarmami Cara się krył."
Potem umilkli i w zamyśleniu
W wielkim skupieniu gdzieś dalej szli,
Tą samą ścieżką po której Lenin
Być może chodził za tamtych dni.
/Julian Tuwim, W Poroninie/
Stołówka w Poroninie przy ulicy Piłsudskiego (sic!!!)

sobota, 6 lipca 2013

Płodna obfitość

Sobotnie poranki zaskakują i to w otoczeniu, które wydaje się nam znane od podszewki. Idąc po pieczywo do pobliskiego sklepiku w oczy Pana C. wraziła się maleńka jabłoń. Bezwstydnie epatowała dorodnymi owocami i chcąc nie chcąc wyzwoliła skojarzenia i porównania.

Drzewo poznania dobra i zła (Genesis 2,9)

Wenus z Willendorfu


poniedziałek, 1 lipca 2013

Jaskółka

Ubiegłotygodniowe wydanie tygodnika "Do Rzeczy" pomieściło tekst o Janie Matejce, mistrzu pędzla i wyobraźni Polaków.  Autor był łaskaw pośród wielu zdań napisać i takie:
Pracując nad wielkoformatowymi dziełami, codziennie spędzał do ośmiu godzin na drabinie. Do domu wracał niechętnie i z dusza na ramieniu, gdyż żona - snobka i sekutnica - pod lada pretekstem urządzała mu karczemne awantury.
 W pierwszym odruchu Pan C. pomyślał o Heli i Marianie, których uczucia co jakiś czas są wystawiane na huraganowe ataki emocji. I już chciał przytoczyć kolejną opowiastkę, w której to Hela będzie obsadzona w roli szwarccharakteru, ale pomyślał, że może warto pokazać jej swojskie i ludzkie oblicze.
Był to jeden z wielu urlopów, które spędzali we dwoje. Zresztą Marian nie znał innych odkąd ożenił się z Helą. Piękna i słoneczna pogoda dopisywała przez dwa tygodnie. W ciągu dnia chodzili na plażę, czasami by dac odpocząć spieczonemu ciału zwiedzali okoliczne nadmorskie miejscowości.
Tego dnia poszli na plażę po obiedzie. Bezchmurne niebo, lekki powiew wiatru i szum fal liżących piasek. tego im było trzeba.
Marian?
– Tak, Heluś?
– Ciekawe, czy za trzydzieści lat też będziemy tak szczęśliwi, jak dzisiaj?
– Oczywiście, że będziemy – potwierdził bez wahania. – Aż do śmierci, dlatego już dziś przywyczajamy się do... piachu.
– Proszę cię, Maniek – syknęła Hela – tylko bez takich nekrofilnych żartów. Kocham życie! 
Podał jej schłodzone piwo, które w dość szybkim tempie wchłonęła. Po drugim i trzecim humor Heli zdecydowanie się poprawił. Gdy wrócili do pokoju poprosiła o polanie w kieliszeczek trunku o wdzięcznej nazwie nomen omen Plis(z)ka. Od słowa do słowa i trzy czwarte butelki ubyło. W dobrych nastrojach poszli podziwiać zachód słońca.
– Może przejdziemy się do kawiarni – zaproponowała Hela, gdy słońce skryło się za horyzontem.
– Na kawę?
– Niekoniecznie – zaprzeczyła z przekorą.
W kawiarni jakiś koszmarny z wyglądu grajek śpiewał nielicznym parom tulącym się na parkiecie. Hela z Marianem podeszli do lady.
– Co państwu podać – zapytała młoda i apetyczna barmanka.
– Dla mnie i Mańka po pięćdziesiątce zmrożonej Luksusowej – zaordynowała Hela.
W ciągu pół godziny chyba ze dwa razy było uzupełniane szkło, którym czule opiekowala się Hela. W pewnym momencie Marian chwycił ją za rękę i powiedział stanowczo:
– Idziemy, kochanie! – nigdy w takich okolicznościach nie oponowała.
Z każdym krokiem miała problem z koordynacją kroków, ale dzięki silnemu wsparciu Mariana niechybnie zmierzali do swojej kwatery.
– Myślisz, że jestem pijana – powiedziała przeciągle Hela.
– W żadnym razie, kochanie – odpowiedział Marian. – Jesteś... bardzo pijana.
– Jaaaa? Ja jestem pijana? – wykrzyknęła niemalże Hela. – Chcesz? Chcesz, to ci udowodnię!
– W alkomat chcesz dmuchnąć?
– W życiu! – fuknęła Hela. – Pokażę ci jaskółkę.
I... pokazała. 
Nie pytajcie o więcej.