wtorek, 25 grudnia 2012

My hometown


Pan C. miał dzisiaj nostalgiczny nastrój. Zawsze tak go nachodzi podczas kolejnych świąt Bożego Narodzenia. Ma tak bez względu na to, co sądzi o ich wiarygodności i zgodności z tym, co mówi Pismo. W nastrojowaniu wspomaga go czerwone wino i stosownie dobrane jutubkowe piosenki. Dziś wypadło na wsparcie ze strony Bruce'a Springsteena, który sam z siebie i nieproszony zaśpiewał My Hometown

W lutym 2013 roku minie sto lat, gdy ukochany dziadek Pana C., na kilka dni przed ukończeniem dwudziestu jeden lat, wypłynął z Bremy za ocean. Pod opieką miał Annę, żonę starszego brata Józefa, który już czekał tam na nich. Kryzys w zaborze rosyjskim był taki, że młodzi i silni szukali godnego zajęcia daleko poza miejscem zamieszkania. Płynęli z nadzieję na spełnienie marzeń. Witała ich szybka i upokarzająca procedura imigracyjna na wyspie Ellis Island. Była to skromna cena za przejście tej bramy do raju, za jaki wówczas uchodziła Ameryka.

Roman Rajewski na liście pasażerów SS Hannover, 20 lutego 1913

Roman Rajewski, US Army
1917 - tuż przed wyruszeniem na wojnę do Europy


44 komentarze:

  1. Dziś marzymy o stabilizacji, a czyż nasi dziadkowie i ojcowie ją mieli? Pomimo dużo większej mądrości politycznej i naukowej znajomości zachodzących procesów gospodarczych nasz kraj zmusił obywateli do emigracji na wielką skalę. Byliśmy i jesteśmy europejskim słabeuszem i żadne slogany tego nie zmienią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna konstatacja. Ostatnie pięć lat, ale i wcześniejsze również, to ucieczka z kraju na skalę nie mniejszą, jak wiek wcześniej. Z tym tylko, że wtedy nie było własnej państwowości, a dziś mamy własne państwo, które jawi się jak macocha.

      Usuń
    2. Kiedy dowiedziałeś się, że na spotkanie jedziemy do Wiednia, pewnie w pierwszym odruchu zdziwiłeś się. Cóż, chyba następne spotkanie trzeba będzie zrobić w Londynie (lub innej angielskiej "przystani"), bo to tam wylądowali nasi przyjaciele i znajomi. Co im po spotkaniu autorskim w Krakowie czy Warszawie, a co nam po pustej sali?

      Usuń
    3. To smutne, że ci, z którymi możemy dzielić frazy i emocje, są daleko, coraz dalej. Moje Pierworodne Szczęście wpadło z wysp na urlop, ale i tak pracuje, bo musi skończyć jakiś projekt. Planuje powrót do kraju za dwa lata, ale co z tego wyjdzie nie wiadomo. Owszem można znaleźć pracę, ale czy za godziwą płacę?
      Jak tak dalej pójdzie to ośrodki kultury będą poza granicami, bo tam są ludzie mający COŚ do powiedzenia.

      Usuń
  2. Cóż takiego wielkiego ma ten nasz kraj do zaoferowania? Pracę jako kasjerka w biedronce i na drugim biegunie szczyt marzeń czyli zostanie reprezentantką firmy farmaceutycznej? Zamiast przemysłu mamy import z Chin i upadek kolejnych zakładów pracy. Pewna właścicielka sporej firmy zwróciła się do Wiewiórki z zamówieniem na wzór ozdób świątecznych. Nie zgodziliśmy się, bo te nasze mają wymiar "autorski", ale amatorski, są jednorazowe dla przyjaciół. Wiesz co powiedziała "na odchodne"? Ma pani rację, bo gdyby się przyjęły to rok później i tak by to z Chin przyszło. Znajomy rzeźbiarz sam nie wie jak ma walczyć w sądzie o swoje, bo jego mozaikę skopiowali chińczycy i już jest do kupienia za pół ceny, włącznie z kosztami dostawy.
    Co druga znana mi osoba pracuje na czarno, a to fatalny prognoza dla mojej przyszłej emerytury, bo zerwała się ciągłość pokoleniowa. Tak fundamentalna w naszym systemie emerytur. Młodzi już nie pracują na własne emerytury (więc tym bardziej na moją).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak żyć Panie premierze?! - chciałoby się zakrzyknąć, ale to nie ten adresat pytania. Nic się nie opłaca, nawet na budowaniu dróg w Polsce firmy bankrutują, nic nie może być dobrze i na czas wykonane. Jakaś taka bylejakość w podejściu i w realizacji.
      A propos chińszczyzny dodam, że niedawno dowiedziałem się, że od lat importują nagrobki z chin ze sztucznego granitu, czy marmuru. Cena stanowi połowę tego, co oferują polscy producenci.

      Usuń
    2. Otóż to, dlatego własny grobowiec już sobie zrobiłem. Z marmuru indyjskiego, żeby przypadkiem moi krewni nie zdali się kiedyś na "chińszczyznę" ;))))

      Usuń
    3. U mnie dyspozycja jest praktyczna dla rodziny: spopielić i rozsypać na morzu. Zero problemów z miejscem na cmentarzu i dbaniem o grób. mam nadzieję, że w tej procedurze nie pojawią się żadne chińskie akcenty.
      W tym miejscu przypominam sobie z lat 60. ub. wieku dobre pora chiński piszące cieniutko i nie robiące kleksów.

      Usuń
    4. A wiesz, co jest jeszcze gorsze? To, że jak to się mówi "kwiat młodzieży", ludzie, którzy stanowią intelektualny potencjał naszego kraju, że ci ludzie nie mają tu nalezytego wsparcia. Nie, ze w ogóle nie mają, ale gdzie indziej jest im łatwiej się rozwijać. Jakby tylko poza Polską były możliwości rozwoju.. Smutne to..
      Wprawdzie są u nas różne inkubatory przedsiębiorczości, technoparki, ale i tak jest to oferta skierowana dla nielicznych.

      Tak myślę, że nasza Polska ma pecha.. Powstanie listopadowe i potem styczniowe - to było zniszczenie najlepszej części społeczeństwa. Potem emigracja po I W.Ś., okupacja niemiecka i znow wyniszczenie inteligencji, potem czasy władzy komuny ...
      Jak ma się ten nasz kraj rozwijac? Gdzie są nobliści w naukach ścisłych, w ekonomii??
      Nie dziwię się młodym ludziom, że kierując się dobrem dla swojego rozwoju, wybierają inną opcję, niż Polska.
      I ponarzekałam... A miało być tak świątecznie i pogodnie..;)

      Usuń
    5. Golden, zaliczam to marudzenie do kategorii "świątecznie":-)

      Usuń
    6. Hm, nie chciałbym się wtrącać do Twojej ostatniej woli, ale chyba w "tym kraju" jest to nielegalne. Znaczy się rozsypywanie prochów.
      Sprawdzałem, bo też optuję za spopieleniem.

      Usuń
    7. Wszystko jest do przejścia, jeśli się chce i ma się pomysł. Poza tym zamierzam umrzeć nie wcześniej jak w 2055 roku, więc do tego czasu wiele może się zmienić w przepisach.

      Usuń
  3. Radosnych Swiat Bozego Narodzenia,kochani! Radujmy sie,ze Jezus Chrystus przyszedl i ze jest,bo bez Niego nic nie ma sensu.Pozdrawiam serdecznie.T

    OdpowiedzUsuń
  4. Caddi, dużo tego w jednym wpisie...:)
    Nostalgiczny nastrój dopada mnie w Wigilię - kiedy widzę puste miejsca przy stole, wspominam rodzinny dom, myślę o przyszłości moich dzieci...:)
    Spopielenie - jak najbardziej, ale jaki to sposób wymyśliłeś, Caddi, by ominąć polskie przepisy, to doprawdy ciekawa sprawa...;)
    Panowie, Panie - co do sytuacji młodzieży ( a i ludzi nieco starszych, jak mi zwrócono uwagę w komentarzach), pisałam w listopadzie /Za chlebem.../ nie bez powodu. Przedświąteczny tydzień był ukoronowaniem poszukiwania godziwej pracy przez mojego syna. Na szczęście znalazł ją w kraju. Pytanie tylko - na jak długo i czy będzie miał szansę rozwoju? - jak zauważyła Goldenbrown.
    Rację ma też komentatorka w krótkiej historii inteligencji polskiej, a dodać wypada, że państwo, które miało takie burzliwe dzieje, trudno, by rozwinęło przemysł czy gospodarkę w ogóle.
    Pamiętacie? jakiś czas temu krążył dowcip, że na granicy Polski ustawione zostaną tabliczki z napisem SKANSEN... dziś zaczyna to brzmieć coraz groźniej - jak najczarniejsze proroctwo...
    Pociecha jedna - póki my żyjemy...(?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpis to takie zawarcie tylko w kilku zdaniach tego, co niczym rwący potok wydobywa pamięć emocjonalna.
      Skansen,.basen narodowy, zadupie Europy i parę innych epitetów ciśnie mi się na usta, gdy patrzę na otoczenie, w którym przyszło nam żyć. Im bardziej rządzący krzyczą o tym, jak cudownie się rozwijamy, tym bardziej odczuwam dysonans i nieprzystawalność tych zapewnień z tym, co jest.

      Usuń
  5. Sto lat minęło i dalej to samo, a ja zaczynam poważnie myśleć o Kanadzie... ech

    Ściskam świątecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne miejsce ta Kanada. Od kilkunastu w Vancouver mieszka mój kuzyn i raczej już tam. pozostanie na zawsze.

      Usuń
    2. Pewnie, że fajne:)
      Zauważcie jednak, że w latach osiemdziesiątych i nieco wcześniej, kiedy rozpoczęła się fala emigracji politycznej, zostaliśmy w kraju.
      Nie wiem, jak Wam, ale mnie wydawało się, że skoro przetrwaliśmy najgorszy czas, to może być tylko lepiej - a jednak...

      Usuń
    3. Even, nadzieja umiera,jako ostatnia. Właśnie dlatego jeszcze ten naród i kraj trwa, bo ludzie wbrew nadziei żywią nadzieję na lepszy czas.

      Usuń
    4. Smutne to, ale prawdziwe - niestety...

      Usuń
  6. -ja napiszę,że nasza młodzież opuszcza kraj,smutne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale są jeszcze tacy, co trwają, jak to drzewo posadzone przed laty... są jak strażnicy miejsca i pamięci.

      Usuń
  7. Smutne to. Moja córka tez wyjechała za chlebem bo w Polsce po studiach mogła pracowac tylko jako ekspedientka w dodatku na umowe zlecenie.Jest tam dopiero półtora miesiąca a udało jej sie już dostać prace na stałe!!! Mówi że wróci..a jak będzie?Jak zwykle czas pokarze.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielu wyjeżdżało z myślą, że wrócą jak najszybciej, ale z roku na rok przesuwali czas powrotu. Zapuścili korzenie i spoczęli w nowej ojczyźnie.

      Usuń
    2. Tego też sie obawiam ale z drigiej strony cieszę się.taka kobieca przewrotność:))

      Usuń
    3. Elu, znam tę kobiecą przewrotność jak mało kto. Przemawia za nią doświadczenie Pana C. i Mariana:-)))

      Usuń
  8. Zapomniałam dodać że nutka wspaniała!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nutka sprawiła, że powstał powyższy wpis. Wespół w zespół z czasem świąt stosownie mnie nastroiła.

      Usuń
    2. U mnie dziś jakoś tak nostalgicznie i refleksyjnie a nutka jak najbardziej sprzyjajaca takim nastrojom.

      Usuń
    3. Mnie dziś dopadło jeszcze coś innego, ale może zdołam to opisać w kolejnym wpisie.

      Usuń
  9. http://www.facebook.com/photo.php?v=499317256755229

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smakowite, Andrzeju. Wiesz, jak lubię takie smaczki.
      Dziękuję!

      Usuń

  10. Nie załapałam się na emigrację lat osiemdziesiątych, nie wyobrażałam sobie, że mogłabym mieszkać gdzie indziej niż tu.
    Mam pełno rodziny poza granicami kraju, część to już ludzie 'stamtąd', zwłaszcza młodsi.
    O dziwo, w pokoleniu mojego syna wiekszość tych, którzy wyjechali za chlebem, wraca, bo nie może sobie znależć tam miejsca, mimo pracy w zawodzie.
    Ale może to mało reprezentatywna grupa?

    Poświątecznie pozdrawiam;)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie wędrówki ludów sprawiają, że jest przepływ genów, a to chyba z punktu widzenia ewolucji i dostosowania człowieka jest dobre. Unika się rozwoju wsobnego:-)

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Nie podobnym, ale to mój ukochany dziadek:-)

      Usuń
  12. Moje dzieci też odfrunęły na północ...
    Tak mi się jakoś zrobiło melancholijnie
    i taką Ci właśnie nutkę zostawiam...

    http://www.youtube.com/watch?v=7wINBimoiME

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nomen omen pasuje to do Twojego nicku... szukają swojego miejsca pod słońcem, swojego szczęśliwego brzegu.

      Usuń
  13. Moja prababka w tym czasie jeździła na saksy do Niemiec, na Prusy Wschodnie dokładniej, między innymi do miejscowości, w której się osiedliła w 1947.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w sumie całkiem blisko, ale saksy to była praca sezonowa u bauera i na zimę wracało się do rodziny. Teraz już wiesz dlaczego właśnie i twoje miejsce jest w b. Prusach Wschodnich.

      Usuń
  14. sto lat, a ludzie nadal za Ocean uciekają... może i rzadziej, może i z gorszym skutkiem, ale jednak to czynią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nowego pod słońcem - ludzie zawsze gonili za szczęściem i pomyślnością.

      Usuń
  15. Wszyscy mamy za sobą historię, wszyscy, jakże podobną...

    OdpowiedzUsuń