czwartek, 27 grudnia 2012

J'Accuse*

Podczas minionych świąt Pan C. spełnił obietnicę daną przede wszystkim sobie oraz swojej najwierniejszej towarzyszce Pestce. Obiecał, że bez względu na rodzaj pogody, wybierze się na długi spacer duktami wokół Złotej Góry. Nie spodziewał się, że magia świąt i cud Bożego Narodzenia dotkną go w sposób, jakiego nie mógł przewidzieć w najczarniejszych snach. Trakt leśny był pokryty na wpół roztopionym lodem, a ciepły powiew wiatru skłonił go do rozpięcia kurtki i swetra. Pestka biegła kilkanaście metrów przed nim, zatrzymując się co chwila i strzygąc uszami. Znajdowali się mniej więcej pośrodku lasu u podnóża góry, gdy pociemniało gwałtownie, wzmógł się wiatr i otoczyła ich nieprzenikniona mgła. Pestka zaskomlała przestraszona, przybiegła i przywarła do nóg Pana C. Czuł jej drżenie. Nagle błysnęło, zagrzmiało i ogarnęła ich ciemność i cisza.
– Ki diabeł? – wycedził półgłosem pytanie, którym zawsze wyrażał zaskoczenie i zdziwienie.
Stracił orientację, by po chwili poczuć, jakby znajdował się w szybkobieżnej windzie. Żołądek podszedł mu do gardła, a włosy przystrzyżone w jeżyka zjeżyły się jeszcze bardziej.  Trwało to nie dłużej niż dziesięć sekund, ale to tylko jego odczucie.  Rozbłysło światło i Pan C. zauważył, że znajduje się w dużej sali, gdzie na środku siedział sędzia, a naprzeciwko w czarnej todze z czerwonymi wypustkami pod szyją prokurator.
– Kurtka jego kancelaria! – zaklął w swoim stylu nie wierząc w to, co widzi i co się dzieje – Czyżby świąteczne obżarstwo mi zaszkodziło? A może zestaw trunków był jakiś trefny i pochodził z kontrabandy?
– Panie prokuratorze – powiedział przewodniczący składu – proszę o przedstawienie zarzutów.
Siedzący naprzeciwko Pana C. prokurator, chudy niczym papieros typu slim i smutny jak noc listopadowa, podniósł się i wziąwszy w dłonie leżące kartki, zaczął wyliczać jego przewiny. Po pierwszych kilkunastu zdaniach wypowiedzianych przez oskarżyciela próbował protestować, ale sędzia przywołał go do porządku i zapewnił, że będzie mógł się odnieść do stawianych zarzutów później. Im dłużej słuchał, tym większą miał pewność, że to jakaś maskarada i że za chwilę ktoś to przerwie i powie Jesteś w ukrytej kamerze! Niestety spektakl trwał dalej, a Pan C. czuł, że to, w czym uczestniczy, to czeski film i Franz Kafka w jednym. 
Powoli zaczął wyłączać się i rejestrować inne szczegóły miejsca, w którym znalazł się tak niespodziewanie. Pod ścianą dostrzegł coś na kształt katedralnych stalli, ale zamiast pobożnych kanoników, odmawiających brewiarz, siedziało dwanaście osób, których twarzy w większości nie rozpoznawał. 
– To chyba ława przysięgłych – pomyślał – ale przecież w polskim systemie nie ma czegoś takiego, jak "ława przysięgłych". No tak, nie ma, ale w ogóle ta sytuacja jest jakąś niedorzecznością.
Najdziwniejsze w tym wszystkim były zarzuty dotyczące jego wpisów na blogu. Podważanie tradycyjnej roli rodziny i pokazywanie w wypaczony sposób relacji pomiędzy kobietą a mężczyzną, to jedne z najlżejszych oskarżeń. Później pojawiło się posądzenie o ujawnienie szczegółów pożycia małżeńskiego i danych osobowych Heli i Mariana oraz pisanie o miłości w taki sposób, jakby to było najważniejsze zajęcie człowieka, społeczeństwa i narodu. Tak! Naród, ojczyzna, żydzi, cykliści... Później prokurator, przy głośnej aprobacie zebranej na sali gawiedzi, odczytywał paragrafy i wynikające z nich kary. Najwyższa to zakaz pisania i publikowania oraz wykasowanie bloga.
Im dłużej to trwało, tym bardziej Pan C. przeczuwał nieuchronność kar i plag wszelakich. O ile na początku zakładał, że wszystko obali w kilku zdaniach, o tyle teraz nie był już tego taki pewien. Spoglądając na ławę przysięgłych dostrzegał w oczach sędziów uznanie winy i wyrok. A gdy prokurator zakończył odczytywanie aktu oskarżenia, sędzia zwrócił się do Pana C.:
– Czy oskarżony przyznaje się do winy?
– Nie przyznaję się do winy wyartykułowanej w formie przedstawionej przez pana prokuratora – powiedział Pan C. 
– Czy jest coś, o czym oskarżony chciałby powiedzieć ławie przysięgłych, co w jakikolwiek sposób wyjaśniałoby jego  inkryminowaną pisarsko-blogową aktywność?
Pan C. wziął głęboki oddech, wzrokiem ogarnął salę i zaczął mówić:
 – Wysoki sądzie! Źródło mojego zachowania tkwi w takich maleńkich składowych, które otrzymałem od przodków. Wszystko zaczęło się w czasach, gdy ludzie i nauka nie byli tego świadomi, choć to już było. To geny!
– Sprzeciw! – zakrzyknął prokurator – Oskarżony gra na czas i próbuje rozmydlić problem w dywagacjach z dziedziny biologii. Sąd, to nie miejsce na takie rozważania.
– Panie prokuratorze – powiedział sędzia – nikt panu nie przerywał. Proszę uszanować czas, jaki dostał oskarżony. Proszę kontynuować! Co z tymi genami?
– Mój pradziadek Michał miał trzy żony. W pamięci rodzinnej zachowało się określenie, że był kochliwym mężczyzną. Ta pewna biologiczna i emocjonalna właściwość przeszła na dziadka Władzia, który miał tylko dwie żony, ale za to w okresie międzywojennym co roku odwiedzał Ciechocinek. Oficjalna wersja mówi, że dla podratowania zdrowia. O ojcu swoim nie będę się wypowiadał, bo jeszcze żyje. Tak więc mam prawo domniemywać, że relacje damsko-męskie i to wszystko, co tyczy  się emocji, jakie te relacje budzą, jest wpisane w mój życiorys. Jest to rodzaj determinizmu, któremu nolens volens* podlegam, a skoro tak, to nie mogę ponosić zań odpowiedzialności. Moją jedyną winą jest, że o tym piszę. A że inni czytają z upodobaniem? Cóż? Może dostrzegają pokrewieństwo duchowe? Ponoć mamy wolność, więc z tej wolności korzystałem. Z niczego więcej.
– Czy to już wszystko? – zapytał sędzia.
– Nie, wysoki sądzie! W tym miejscu pragnę skorzystać z przywileju posiadania obywatelstwa blogosfery. Nie godzi się, abym był sądzony przed tym gremium. Niech mnie osądzi i wyda werdykt blogosfera.
Sędzia, prokurator i sędziowie przysięgli byli zaskoczeni, ale nie pozostało im nic innego, jak przyjąć to do wiadomości.
– Zamykam przewód sądowy i rozwiązuję ławę przysięgłych – powiedział sędzia. – Zgodnie z obowiązującym prawem, na które powołał się oskarżony, werdykt wyda blogosfera, która wyrazi go poprzez cząstkowe wypowiedzi na blogu Pana C. Ich sumaryczna wartość będzie wiążąca dla sądu i uczyni zadość sprawiedliwości.




*J'Accuse - oskarżam.
**nolen volens - łac. chcąc nie chcąc.

83 komentarze:

  1. Ha ha ha Caddi, muszę się zastanowić zanim głos oddam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem,wiem... to poważna sprawa taki osąd:-)))

      Usuń
  2. A dlaczego pan C. nie dostał obrońcy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnikiem dlatego, że to czeski film i Franz Kafka w jednym. Ot, taka ekstraordynaryjna leśno-poświąteczna sytuacja i jakieś zakrzywienie czasoprzestrzeni. Może Einstein, by to rozwikłał:-)

      Usuń
  3. Ja bym się jedynie czepił "multiżonatych" - tu należało by wprowadzić rozdział "kochliwych" od "jebliwych", z tego względu na to, iż ci pierwsi mimo "multistażów" małżeńskich nie muszą wcale mieć więcej do opowiedzenia swym wnukom od tych drugich, podczas gdy drudzy mimo swej barwniejszej historii się w rankingu z powodu braku przewagi punktów "żeniaczych" nie klasyfikują... Tak to widzę...
    A wnuki niech słuchają i się uczą. I niech piszą.
    Niech Caddi pisze.
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he he! Zabrakło świadectw pisanych dotyczących pradziadka Michała. Jedyne udokumentowane sprawy to akta cywilne opisujące zawarcie małżeństwa. fajnie byłoby poczytać, jakieś mniej formalne papiery:-)

      Usuń
  4. No nie wiem Pitfall, czy ten rozdział kochliwych od "jebliwych" nie jest zbyt uproszczony, wszak posiadanie szóstki dzieci może równie dobrze oznaczać jedynie sześć stosunków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak kiedyś sadziłem o moim dziadku, ze strony mamy i zrobiło mi się przykro, że tylko trzy razy było mu fajnie. Ale to było daaaawno temu zanim nie uświadomiła mnie kuzynka Ewa.

      Usuń
  5. O, Caddi... przewrotne to opowiadanko!:)
    Rozumiem, że taki odważny jesteś, kusząc los:)
    Jeden z dziennikarzy powiedział na wizji, że jak otrzyma tysiąc maili, że musi odejść, to tak zrobi... a co Ty byś zrobił? sobie i innym krzywdę... przecież w blogosferze Ty jak ryba w wodzie...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki rodzaj pychy, jak u Tomasza Lisa, nie jest moim udziałem. Liczę na sprawiedliwy osąd, stąd odwołanie.

      Usuń
  6. Obronca jest oferowany i dostepny,ale oskarzony musi wyrazic na Niego zgode. Wlasciwie, to jest najlepszy Obronca jaki jest.Mam nadzieje,ze oskarzony zdaje sobie z tego sprawe.Pozdrawiam serdecznie.T.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakie to dziwne refleksje naszły cię po tych świętach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eli, to nie refleksje, to się wydarzyło naprawdę, bo las wokół Złotej Góry jest zaczarowany:)

      Usuń
    2. No nie chciałam już tych czarów ruszać ale też pomyślałam że caddi jakies czary odprawia:))))

      Usuń
    3. Eluś, taki hardy, ale chyba jednak mu się udzieliło:)))

      Usuń
    4. No w końcu mam też swoją Złotą Górę, gdzie reguły grawitacji i potocznego postrzegania świata ulegają czasami zawieszeniu. Ot, coś w rodzaju Trójkąta Bermudzkiego.

      Usuń
    5. Udzieliło i to fest:))

      Usuń
  8. Dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf...
    Caddi, powołaj na świadka Mariana i Helę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już tylko zdaje się na osąd blogosfery. Hela i Marian mogą tutaj dać świadectwo. Zresztą cały czas dają, a ostatnio nawet bardziej niż kiedykolwiek.

      Usuń
  9. Zaznaczam, że jeszcze nie zastanowiłem się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubisz trzymać ludzi w napięciu! Muszę znów sobie dolać do szklaneczki.

      Usuń
  10. Dożywocie Panu C trzeba zasądzić!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jakiej formie, jeśli łaska?

      Usuń
    2. Pan C. chyba jednak za dużo wypił, bo błędów ortograficznych nie zauważył.
      Pani z mięsnego

      Usuń
    3. Pani z mięsnego, a od czegóż są redaktorzy? Gdybyż piszący miał się przejmować ortografią i tym podobnymi szczegółami, to niewiele by napisał. Ale dzięki za czujność i badanie stanu trzeźwości:)

      Usuń
    4. No to niezbyt rzetelni ci redaktorzy, bo błędy nadal są...
      Pani z mięsnego

      Usuń
  11. lenistwo poświąteczne pozwala mi na chwilowe odejście od uciążliwego stukania w klawiaturę,niemniej jednak,ja jako zwykły,szary obywatel(ka),cząsteczka olbrzymiej blogosfery,lubiąca tematy damsko-męskie, jestem "za".Za tym,byś Caddi jeszcze pisał...jakąś chwilę.Ktoś powiedział:chwilo trwaj...i ta chwila dla Ciebie niech dalej trwa...:P)))
    kończąc ten MINI komentarz,będący zarazem moim głosem na "tak"-oddalam się w objęcia Morfeusza,pozdrawiając miło...:P))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnotowano, dopisano!
      Dziękuję:)

      Usuń
    2. Tak się zastanawiam teraz...nad pewnym fenomenem.
      Piszesz Cadii o Heli i Marianie,o zwyczajnym-niezwyczajnym związku,w którym nie ma zdrad,Marian ma jedną Helę od zawsze,a Hela jednego Mariana-od zawsze.I my to kupujemy,a nikt tego z ławy przysięgłych nie zauważył...I tu należy się reprymenda naszemu prawu!Tu jak w sporcie można krzyknąc :sędzia kalosz! i nie będzie to brzmiało fałszywie...:P
      jeszcze w starym roku sobie pokrzyczę,a co...:P

      Usuń
    3. A krzycz do woli póki chcesz, możesz i masz z kim... w tym roku i w kolejnych:)

      Usuń
    4. haha...to fajnie,bo samej to by mi się znudziło...:P
      ewentualnie można krzyczec bezgłośnie,ale to niezdrowe...:P
      pozdrówki:)

      Usuń
  12. Trzy żony, to jest piękne, mój pradziadek miał dwie, może ja go przebiję... i moje wnuki będą miały o czym pisać...ech

    Tak Krzysiu, Ty pisz, ja będę czytała - obiecuję, taki ten mój głos, o!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od bożka miłości i celności jego trafień. Ale skoro masz takie marzenie to wystawiaj się na cel.
      Złożyłaś najważniejszą deklarację: że będziesz czytała.
      Odnotowano, dopisano!

      Usuń
  13. Pięknie i przewrotnie,ale takiego zdarzenia nie chciałabym....;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko dla ludzi, Krystiano. Wystarczy tylko założyć, że rzeczywistość jawi się w wielu wymiarach, ale za to w takich, jakie dopuszcza nasza metafizyczna wrażliwość.

      Usuń
  14. Jakies poswiateczne koszmary Cie przesladuja?
    Czy masz cos moze na sumieniu do czego nie chcesz sie przyznac :)
    Ja Ciebie uniewinniam, Twoje wpisy swietnie dzialaja na moj nastroj, zawsze go poprawiaja :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko nadmiar jedzenia, choć i to jest obciążeniem sumienia wystarczającym do takich przeżyć:-)

      Usuń
  15. winny... prowadzenia ciekawego bloga ;-). Fajny wpis, Caddi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interpetuję Twoją uwagę, jako głos na rzecz Pana C.:-)

      Usuń
  16. Jak dobrze że się odwołałem do blogosfery:-)

    OdpowiedzUsuń
  17. No Caddi, jak widać możesz tu nawet zażądać azylu, a może nawet założyć rząd na obczyźnie? I zostać prezydentem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękna i kusząca perspektywa dla obywatela rzymskiego... - ups! to akurat było o Pawle z Tarsu - obywatela blogosfery:-)

      Usuń
  18. CADDI, jak w piosence: tutaj jest Twój kawałek podłogi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze to lepiej walczyć na swoim klepisku niż cudzym i wrogim ringu.

      Usuń
  19. Tu Wizja.Te ew.miłosne/kochliwe/"incydenty" wybaczam ludziom bo NAM daleko do struktury-faktury-konsystencji istot duchowych.Przeżyłeś Caddi coś w rodzaju Nocy Wigilijnej z wiadomego dramatu.Świetnie,lekko napisane.Lubię.Jako prawowity obywatel blogosfery korzystam z prawa wstrzymania się od głosu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło Cię gościć, Wizjo. Już twoja obecność tutaj sprawia, że dobrze było się odwołać nawet do głosów wstrzymujących:-)))

      Usuń
  20. Pozdrawiam serdecznie. Odwiedzę znów w niedzielę, jak wyjadą moje dziewczynki.

    OdpowiedzUsuń
  21. Caddi, zaordynuj sobie dietę, a koszmary ustąpią, jak ręką odjął ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Odpowiedzi
    1. Lubię ten klasyczny zwrot... inspiruje:)

      Usuń
    2. Pisz, Caddi, pisz - ten zwrot jest kultowy i przede wszystkim silnie motywuje ;)

      Usuń
  23. Też poszedłem na spacer w pierwszy dzień Świąt, też było mało zimowo, papieros nie smakował, jak powinien... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym papierosem to nawet dobrze. Twój las ma jakiś ozdrowieńczy wpływ.

      Usuń
  24. Caddi, no żeszzz ;))))
    Pisz, pisz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś na pewno napiszę, ale już po nowym roku. Układają się już w głowie stosowne obrazy i dialogi;)

      Usuń
  25. Phi! Gdybym była Tobą, czyli tak wytrawnym blogerem, ani minuty dłużej nie tkwiłabym przed całą tą ławą... Że się w ogóle odważyli, to ja się dziwię ;)
    A w blogosferę rzuciłabym się w "ciemno" i z pewnością nie zawiodła na opinii. Ale tylko, gdybym była Tobą :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No musiałem zostać nieco dłużej niż minuta ze względu na dramaturgię wpisu:)

      Usuń
  26. No czytam i wyczytałam że Pan C nie zamierza nic napisać juz w starym roku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym roku, jak nigdy w ciągu 5 lat blogowania, byłem płodny, cokolwiek to znaczy. Już kolejny wpis jest w obróbce, ale dokończę go już po sylwestrze.

      Usuń
  27. Caddi, bloguj ile dusza zapragnie. Zważywszy na ilość komentarzy i głosów za.. :). A ile jeszcze milczących ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, otóż to, Kadarko. Dziękuję za wsparcie:-)

      Usuń
  28. Krzysiu w blogosferze to się zdarzają sytuacje o których nawet filozofom się nie śniło:)a co dopiero Kafce , Gombrowiczowi czy nawet ojcu satyry Horacemu:)
    Przeczytałam na blogu ...nieistotny chyba autor a właściwie autorka , która napisała ,że każdy pisać może bloga ale nie każdy powinien:) w domyśle ona powinna i może. Nie wiem kogo autorka miała na myśli ,że nie powinien i z jakiego to powodu ?
    Zostawmy ten wątek bo pewnie się nie dowiemy co autorka miała na myśli:)
    Krzysiu liczba odwiedzających i komentujących jest wystarczającym argumentem byś nie tylko pisał ale robił to często ku radości swoich czytelników:)
    a na Nowy Rok życzę Tobie i Twoim czytelnikom ( w tym sobie) wspaniałych notek , pisanych subtelnie ale z szczyptą ironii i dużą doza humoru :)
    Jednym słowem trwaj blogu trwaj do końca świata a nawet dzień dłużej :)Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justynko, dziękuję. Blog to taka forma relaksu, realizacji niespełnionych fantazji, opowiadania siebie i innych, czasami ciekawej zabawy słowem.
      Dopóki jest interakcja to jest i motywacja.

      Usuń
  29. Odpowiedzi
    1. A dziękuję. Czuję się zmotywowany:-)

      Usuń
  30. Chcesz sie wycofac?
    Jestem zawiedziona....
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  31. Życzę Ci Caddicusie Szcęśliwego Nowego 2013 Roku, życzę weny przy dalszym prowadzeniu bloga. Miło wpadać tu do Ciebie i czytać Twoje noty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzajemnie, Mmrr. Spełnienia w Miłości, którą tak ładnie i czule opisujesz.

      Usuń
  32. No to Caddi, oby nam się w Nowym Roku tak chciało jak nam się nie chce!
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Właśnie Caddi, żeby w tym Nowym Roku nam było zdrowo, dobrze, miło, i żeby nam się nie chciało a nawet chciało. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I żeby było, jak jest lub nawet nieco lepiej... czasami:)

      Usuń
  34. SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU TOBIE CADDI, TWYM BLISKIM, HELI I MARIANOWI I WSZYSTKIM TWYM GOŚCIOM I CZYTELNIKOM! :))
    NIECH SIĘ DARZY!

    OdpowiedzUsuń
  35. Caddi...
    Przecież wiesz jak mało jest mężczyzn
    w tym naszym blogowym środowisku i to w dodatku
    tak ciekawie piszących, więc nie pozbawiaj nas
    swego towarzystwa i pisz jak najczęściej.
    Męskie spojrzenie na otaczający nas świat jest
    bardzo pożądane i przede wszystkim, pozwala Was
    zrozumieć... może nie do końca ale przynajmniej
    w jakiejś części.
    No... i wcale mi się nie marzy taka blogowa
    "Rzeczpospolita babska". ;-)))
    Pomyślności w tym nowym... i dni pięknych jak najwięcej!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy tylu głosach na TAK sprawa jest rozstrzygnięta. Pora znów pisać. Nowy rok, nowe wpisy, magia świat i Majowie zrobili swoje:-)))

      Usuń
  36. Bez możliwości uczestniczenia w perypetiach małżeńskich Heli i Mariana
    życie me straciło by sens!!!!

    OdpowiedzUsuń